Kim jestem? Takie pytanie powinniśmy zadać sobie wszyscy obecni na tym spotkaniu formacyjnym dla kapłanów w jubileuszowym 225. roku istnienia diecezji tarnowskiej. Takie samo pytanie padło już 25 lat temu podczas 200-lecia diecezji . Pomocą dla naszej odpowiedzi może być homilia Jana Pawła II wygłoszona 10 czerwca 1987r. podczas beatyfikacji Karoliny Kózkówny na tarnowskich Falklandach oraz papieska homilia w czasie nieszporów na Placu Katedralnym w Tarnowie.

O kapłanach Jan Paweł II mówił, że „są oni powołani, aby coraz głębiej uświadamiać sobie dar Boży i zawsze o nim pamiętać. Do tego właśnie zachęcał Tymoteusza apostoł Paweł: Dobrego depozytu strzeż z pomocą Ducha Świętego, który w nas mieszka” .

Każdego dnia we Mszy św. kapłan zwraca się do Boga w modlitwie eucharystycznej, mówiąc: „Pamiętaj”, a dotyczy to pamięci o żywych i o zmarłych. Jednakże to „Pamiętaj” jest również wezwaniem dla niego samego – jest przypomnieniem, aby zawsze pamiętał o Bogu, o sobie, o tym kim jest i że dzięki łasce Bożej jest kapłanem. Nie chodzi tu jednak o koncentrację na samym sobie, ale na Chrystusie, który jest Kapłanem, dzięki któremu także powołani mężczyźni mogą stać się kapłanami. Bóg o nas pamięta, ale gdy my Go prosimy o pamięć, otwieramy się na Jego łaskę, która nas kształtuje i uzdalnia do udziału w kapłaństwie Chrystusa . „Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał” (J 15, 16).

To niezwykle ważne pytanie „Kim jestem” nadal nic nie straciło na swej aktualności, zwłaszcza po Soborze Watykańskim II, kiedy wiele funkcji w Kościele przejęli wierni świeccy, a kapłanom jest coraz trudniej określić swoje kompetencje, a nawet to, w czym są niezastąpieni .

 

1. Drogi komunii z Bogiem

 

Spośród wielu możliwych dróg komunii z Bogiem, przyjrzymy się dziś tylko niektórym z nich. Stąd też w tej ocenie, popartej doświadczeniem Kościoła i mistrzów duchowych, szczególną uwagę skierujemy na modlitwę, kontemplację i ascezę. Bowiem to one są drogami komunii z Bogiem, która jest źródłem tożsamości kapłańskiej .

 

1.1 Modlitwa

Przykład modlitwy dał nam sam Jezus, albowiem modlił się On w najróżniejszych okolicznościach. Swoich uczniów nauczył modlitwy na ich własną prośbę: „Panie, naucz nas modlić się” (Łk 11, 1). Modlitwa jest jedną z niezbędnych dróg do komunii z Bogiem. Jednak współczesny człowiek bardzo łatwo znajduje przeciw niej argumenty, np. tracenie bezcennego czasu. Ta logika aktywizmu jest kusząca i podpowiada, że lepiej zająć się konkretnym działaniem niż modlitwą .

Współczesna mentalność widzi priorytet w działaniu, a modlitwę odsuwa na plan dalszy i – co jest niepokojące – zdobywa sobie również sympatyków wśród kapłanów. „Na pewno Pan potrzebuje naszej pracowitości i naszego oddania. Lecz my potrzebujemy Jego obecności. Od nowa musimy uczyć się odwagi do chwili ciszy i wytchnienia w swoim działaniu, uczyć się pokory trwania w oczekiwaniu przed obliczem Słowa” .

To w modlitwie toczy się dialog z Chrystusem, dzięki któremu stajemy się Jego przyjaciółmi: „Trwajcie we Mnie tak, a jak Ja w was”(J 15, 4). Ta wzajemność jest istotą, duszą i warunkiem wszelkiego życia duszpasterskiego. Sprawia ją w nas Duch Święty, ona zaś otwiera nas – przez Chrystusa i w Chrystusie – na kontemplację oblicza Ojca. Należy uczyć się tej trynitarnej logiki chrześcijańskiej modlitwy, przeżywać ją w pełni w liturgii, ponieważ ona jest szczytem i źródłem życia Kościoła, ale także w doświadczeniu osobistym. To jest droga, która prowadzi do źródeł, aby z nich czerpać nowe siły. Modlitwa nieustannie przypomina o pierwszeństwie Chrystusa i – przez odniesienie do Niego – o pierwszeństwie życia wewnętrznego i świętości. Jeśli ta zasada nie jest przestrzegana, to później nie można się dziwić, że niektóre przedsięwzięcia duszpasterskie kończą się niepowodzeniem, pozostawiając w sercu obezwładniające uczucie frustracji. Zatem naszym udziałem powinno stać się doświadczenie uczniów opisane w Ewangelii o cudownym połowie: „Całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili” (Łk 5, 5) . Modlitwa kapłana i jego osobista relacja z Jezusem w celebracji Ofiary, Komunii i obecności przekłada się na jego działanie, na jego aktywność duszpasterską. Nic więc dziwnego, że nigeryjski kard. Francis Arinze wyraził przekonanie, że kapłan mający żarliwą wiarę eucharystyczną nigdy nie zaniedba żadnych swoich obowiązków .

Niedawna beatyfikacja kard. Johna Newmana przywołuje postać tego angielskiego konwertyty, który był mistrzem modlitwy, zarówno w swoim powołaniu kapłana anglikańskiego, jak też później katolickiego. Newman całym swoim życiem pokazywał, że modlitwa jest obowiązkiem, a jednocześnie przywilejem, którego celem jest dojście do autentycznej komunii z Bogiem . Modlić się to znaczy stale wpatrywać w Chrystusa, ufając, że w Nim jest źródło naszego powołania dla życia i misji Kościoła .

Modlitwa – jako sposób ciągłego czerpania sił od Chrystusa – staje się koniecznością. Kto się modli, nie traci czasu, nawet jeśli wszystko wskazuje na potrzebę pilnej interwencji i skłania nas jedynie do działania. Błogosławiona Matka Teresa z Kalkuty tak napisała o modlitwie do swoich współpracowników: „Potrzebujemy tej intymnej więzi z Bogiem w naszym codziennym życiu. Jak możemy ją nawiązać? Przez modlitwę” (por. Deus caritas est, 36) .

 

1.2. Kontemplacja

„Bóg powinien żyć w nas, a my powinniśmy żyć w Nim. Na tym polega nasze kapłańskie powołanie: tylko w ten sposób nasze działanie może przynosić owoce” .

Kontemplacja – w kontekście Ewangelii św. Jana i jego I Listu – oznacza „Widzieć oczami wiary” (J 20, 29). Na drodze modlitwy jest to widzenie Jezusa tam, gdzie On wydaje się być nieobecny jak w pustym grobie (por. J 20, 1-7) czy we mgle jeziora (por. J 21, 7). Tym sposobem serce całkowicie i bez przeszkód otwiera się na Boże słowo i tak człowiek może poznać miłość Chrystusa przewyższającą wszelką wiedzę i pozwala napełnić się całą pełnią Bożą (por. Ef 3,18-19) .

Kontemplacja – jak napisał o. J.M. Verilnde – z całym swoim znaczeniem duchowym nie powinna budzić lęku w kapłanie. Niezależnie od stylu życia jest zawsze czymś bardzo pięknym. Medytacja słowa Bożego jest bardzo korzystna, ponieważ karmi inteligencję wiary ─ jak u św. Tomasza z Akwinu ─ i spełnia niejako rolę serca w życiu duchowym. Jednocześnie ułatwia kształtowanie mentalności kapłańskiej tak, aby patrzeć na świat mądrze, w perspektywie celu kapłańskiego powołania i służby Kościołowi .

Dobry pasterz – jak podkreśla Benedykt XVI – powinien być zakorzeniony w kontemplacji. Jest to bowiem droga do wolności i prawdy (por. Verbum Domini, 80). Tylko dzięki temu będzie mógł przejąć się do głębi potrzebami innych tak, by stały się jego własnymi (por. Deus caritas est, 7).

 

1.3. Asceza

W duchowości chrześcijańskiej tradycyjne wyrażenie oznaczające pracę nad sobą to „asceza”. Dla wielu współczesnych ludzi ma ona znacznie negatywne i oznacza rezygnację z dozwolonej przyjemności. W rozumieniu błogosławionego konwertyty z Oksfordu ─ Johna Newmana ─ polega ona wyłącznie na zrobieniu w sobie miejsca dla Chrystusa .

W perspektywie kryzysu kapłańskiego George Weigel, amerykański teolog, napisał, że nie ma uniwersalnego modelu kapłańskiej ascezy, który byłby odpowiedni dla wszystkich w wielkiej gamie różnorodnych okoliczności, w jakich księża realizują swoje powołanie we współczesnym świecie. Dodał również, że asceza dla księdza zaczyna się tam, gdzie zaczyna się dla każdego chrześcijanina, czyli od modlitwy .

Jan Paweł II w adhortacji Reconciliatio et paenitentia przypomniał, że asceza to konkretny i codzienny wysiłek człowieka wspartego łaską, aby stracić swe życie dla Chrystusa, a to jest jedyny sposób, aby je zyskać (por. tamże, 4). Życie duchowe i posługa kapłana „par excellence” są nierozerwalnie związane z ascezą. Soborowy dekret o posłudze i życiu kapłanów mówi, że prezbiterzy jako rządcy wspólnoty pielęgnując ascezę właściwą pasterzowi dusz, zrzekają się własnych wygód i nie szukają tego, co dla nich jest użyteczne, ale tego, co służy wszystkim, aby byli zbawieni (por. 1Kor 10,33; DK 13) .

Wielkoczwartkowe listy do kapłanów Jana Pawła II i jego adhortacja Pastores dabo vobis wyraźnie ukazują ascezę jako środek służący posłuszeństwu kapłana (por. PDV 28) i właściwemu przeżywaniu celibatu (por. PDV 29). Mówią o ciągłej ascezie kapłana (por. PDV 31) oraz o jej sensie, co łączy się z wewnętrzną dyscypliną, duchem ofiary i wyrzeczenia oraz zgodą na przyjęcie trudów i krzyża (por. PDV 48) .

Jakże jasne staje się wtedy Pawłowe nauczanie: „Czyż nie wiecie, że gdy zawodnicy biegną na stadionie, wszyscy wprawdzie biegną, lecz jeden tylko otrzymuje nagrodę” (1Kor 9,24-27). Kapłan nie jest tylko sportowcem, ale także trenerem innych, aby osiągnęli wieniec Bożej chwały. Asceza otwiera jego serce na potrzeby duchowe i materialne bliźnich. W kapłańskiej przestrzeni ascezy i życia sakramentalnego znajduje się sakrament pokuty oraz sprawowanie Eucharystii. Tylko wówczas może wiarygodnie głosić słowo Boże, którym żyje; i wówczas stwarza okazję dla innych, jeśli sam takiej okazji poszukuje .

Kapłan źródło swej tożsamości zawsze i niezmiennie znajduje w Chrystusie-Kapłanie. To nie świat potwierdza jego status według potrzeb i roli, jaką on odgrywa w społeczeństwie. Fundamentalną sprawą dla Kościoła jest zachowanie tożsamości kapłana w wymiarze wertykalnym ─ w relacji do Chrystusa, który naznaczył go pieczęcią swego Kapłaństwa . Należy zatem ─ jak uczył Jan Paweł II ─ wszystko zaczynać od Chrystusa (por. Novo millennio ineunte, 16).

 

 

2. Przymioty tożsamości kapłańskiej

 

Z komunii z Bogiem rodzi się autentyczna tożsamość kapłana, który jest święty, wierny i prawdziwie zdolny do służby. W misji, jaką otrzymał od Chrystusa, Kościół musi być niestrudzony posługą swoich prezbiterów. Musi być pokorny i mężny, tak jak sam Chrystus i Jego apostołowie .

 

2.1. Świętość

Świętość nie jest przywilejem wybranych, ale obowiązkiem wszystkich. To właśnie obowiązek dążenia do świętości i pragnienie świętości niezmiennie wskazują na cel życia kapłana. Ten cel wyznacza także środki, jakie należy stosować w życiu i posłudze duszpasterskiej. W adhortacji Pastores dabo vobis Jan Paweł II napisał, że nowa ewangelizacja potrzebuje nowych głosicieli Ewangelii, to znaczy kapłanów, którzy będą starali się przeżywać swoje kapłaństwo jako szczególną drogę do świętości. Podkreślił też, że świętość jest drogą wypełniania misji kapłańskiej (por. PDV 82; RMis 90).

Duża liczba kapłanów beatyfikowanych i kanonizowanych przez Jana Pawła II świadczy o jego pragnieniu ukazania ich świętości, a tym samym wytyczeniu drogi wychodzenia z sytuacji kryzysowych. Ich postaci uświadamiają, że można być świętym kapłanem w każdych okolicznościach. Podejmując ten temat, ukazał znaczenie osobistej świętości kapłana dla jego posługi prowadzenia wiernych ku świętemu życiu: „Chrystus potrzebuje kapłanów świętych! Świat dzisiejszy woła o kapłanów świętych” .

Dla Hansa Ursa von Baltazara, szwajcarskiego teologa, świętość łączy się z pokorą i gorliwością, a przede wszystkim upodobaniem do słowa Bożego, które obwieszcza prawdę .

Sługa Boży Jan Paweł II ─ jak również bł. ks. Jerzy Popiełuszko ─ doskonale opanował umiejętność bycia sobą, a ponieważ był wewnętrznie pełen Boga, dawał świadectwo, że świętość, którą realizował, nigdy nie pozbawia człowieka unikalnej osobowości i niepowtarzalności .

 

2.2. Wierność

Posługa wymaga od kapłana intensywnego życia duchowego, bogatego w przymioty i cnoty potrzebne osobie, która „przewodzi” i „kieruje” wspólnotą, „starszemu” w najbardziej szlachetnym i pełnym sensie tego słowa. Te cechy to: wierność, konsekwencja, mądrość, otwartość na wszystkich, życzliwa dobroć, stanowczość i autorytet w sprawach zasadniczych, nieuleganie zbyt subiektywnym poglądom, bezinteresowność, cierpliwość, szacunek dla codziennego trudu, ufność w ukryte działanie łaski, która objawia się w ludziach prostych i ubogich (por. PDV 27).

Niestety, istnieją także sytuacje (nigdy nie dość opłakane), w których sam Kościół musi cierpieć ze względu na niewierność niektórych swych sług. Świat zaś w takich sytuacjach czerpie z nich motywy zgorszenia i odrzucenia. To co w takich przypadkach może najbardziej przynieść korzyść Kościołowi, to nie tyle ujawnianie słabości swych sług, ile odnowiona i radosna świadomość wielkości Bożego daru, skonkretyzowanego we wspaniałych postaciach wielkodusznych duszpasterzy, żarliwych miłością Boga i dusz, światłych i cierpliwych kierowników duchowych .

Są powody, które uzasadniają formację stałą, a zarazem ujawniają jej rzeczywistą głębię i naturę, gdyż została określona jako wierność kapłańskiej posłudze i jako proces nieustannego nawracania się. To Duch Święty udzielony wraz z sakramentem podtrzymuje kapłana w wierności oraz towarzyszy mu i dodaje sił na drodze nieustannego nawracania (por. PDV 70).

Wierność kształtuje się na fundamencie czuwania i modlitwy. Całe życie chrześcijańskie jest czuwaniem i znajduje swoje biblijne źródło. Czuwać to znaczy być uważnym w obliczu wydarzeń i postaw w różnych sytuacjach życiowych. „Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie” (Łk 12,37).

 

2.3. Służba

Chrystusowy sposób pełnienia służby bardzo szybko i jednoznacznie demaskuje każdą koncepcję dotyczącą piastowania urzędu, która przez swoją łatwość zrozumienia jest równie „atrakcyjna”, co pierwszoplanowa . Kapłan, który powinien świadczyć o Dobrej Nowinie we współczesnym świecie, potrzebuje również wiary wyświęconego współbrata, ochrzczonego rodzeństwa i swoich wiernych. To właśnie współwierzący są w stanie w modlitwie i dzieleniu się ponownie odnaleźć współrzędne Ewangelii dla realizacji swojej posługi i swojego życia .

Tarnowscy kapłani: proboszczowie, wikariusze, misjonarze, rekolekcjoniści i katecheci przez 225 lat głosili słowo Boże na ambonie, w konfesjonale, w szkole i w salach katechetycznych. Często wspominamy nazwiska niektórych spośród nich. To w imię tego bogatego dziedzictwa również my musimy iść do wiernych naszej diecezji i świata jako słudzy Bożego słowa .

Służcie!─ to słowa Jana Pawła II na placu obok tarnowskiej katedry. Służba jest zasadniczym wyrazem tej miłości, którą Chrystus nas umiłował. Jego własna służba: „Nie przyszedłem, aby mi służono, ale żebym służył” (Mk 10, 45) i nasza służba wraz z Nim, w Jego imieniu – In persona Christi. „Oddani przez Boga na służbę Ludowi Bożemu, staliśmy się jego własnością. Wszystkie nasze siły duszy i ciała muszą służyć Ludowi, który ma prawo do naszego życia, do naszych oczu i warg kapłańskich, do naszych dłoni ofiarniczych i nóg apostolskich. Trzeba więc wyniszczać je, oddając się nieustannej pracy, gdy jeszcze jest dzień. Ludzie wszędzie czekają na kapłańskie świadectwo tej służby” .

Proboszcz z Ars – trawiony wątpliwościami – zrozumiał, że posłuszeństwo i pasja zbawienia dusz nakazują mu pozostać na swym miejscu. Wiernym, ale także sobie, wyjaśniał: „Nie ma dwóch dobrych sposobów służenia Bogu. Jest tylko jeden jedyny: służyć Jemu tak, jak On chce, by Mu służono”. Wydawało się mu, że złota reguła życia posłusznego jest następująca: „Czynić jedynie to, co może być ofiarowane dobremu Bogu” .

 

3. Żyli dla Boga i Kościoła

 

Historia tarnowskiej diecezji nosi w sobie ogromne dziedzictwo w osobach tak wielu kapłanów, których dostrzegamy w różnych posługach. Z konieczności należy wspomnieć choćby niektórych z nich, by ukazać, że ich dojrzała osobowość ludzka i kapłańska stanowią dla nas wzór tożsamości kapłańskiej i cnót, które ona generuje dla posługi współczesnego kapłana w różnorakich okolicznościach jego życia.

 

3.1. Męczennik i błogosławiony

Mury tarnowskiego seminarium wychowały i dały diecezji wspaniałych kapłanów. Jednych z takich kwiatów duchowego piękna jest bł. ks. infułat Roman Sitko. Urodził się 30 marca 1880 r. w Czarnej Sędziszowskiej. W wieku 24 lat został wyświęcony na kapłana. W większości jego posługa kapłańska związana była z kurią i seminarium duchownym, którego był rektorem. Został aresztowany wraz z innymi kapłanami oraz klerykami. W więziennym grypsie pisał: „Jestem gotów oddać życie, aby inni byli wolni, gdyż dla mnie śmierć w więzieniu byłaby pięknym epilogiem życia”. Z Błonia został wywieziony do Oświęcimia, gdzie zakończył ziemskie życie, najprawdopodobniej 17 października 1942 roku .

Odcięty od swoich, w samotnej celi modlił się za nich, za Ojczyznę i za Kościół, o czym świadczy zbiorek modlitw i pieśni przygotowany przez niego . Nawet w tak trudnych warunkach umacniał więźniów sakramentami.

Wyniesienie go na ołtarze przez Jana Pawła II w dniu 13 czerwca 1999 r. ─ pośród 108 męczenników z okresu II wojny światowej ─ to dla nas wielkie wyróżnienie i wyzwanie, aby na co dzień żyć ideałem jego świętego życia.

 

3.2. Filozof, ojciec duchowny i rektor

Ksiądz Józef Pasterski urodził się 2 sierpnia 1917 r. w Rzepienniku Biskupim. Po maturze wstąpił do WSD w Tarnowie. Przez rok studiował w Rzymie, ale po wakacjach z powodu wybuchu wojny nie mógł już powrócić do Wiecznego Miasta. Studia kontynuował w Tarnowie, tu też 9 czerwca 1941 r. przyjął świecenia kapłańskie w kaplicy seminaryjnej z rąk bp. Edwarda Komara. Po studiach na KUL-u, gdzie uzyskał doktorat z filozofii, podjął obowiązki prefekta w WSD, a od roku 1951 ojca duchownego kleryków. Od roku 1962 był rektorem seminarium. Rok później zmarł w Krakowie.

Niewielka nota biograficzna, ale jakże piękny życiorys. Ksiądz Pasterski pozostawił po sobie pamięć kapłana głębokiej wiedzy, wielkiej i serdecznej miłości do ludzi, świątobliwego i pełnego dobroci, niezwykłej wrażliwości i osobistej kultury. Był jednym z najlepszych wychowawców tarnowskiego seminarium .

 

3.3. Duszpasterz i misjonarz

Życiorys ks. Jana Jarosza ─ urodzonego 19 lutego 1905 r. w Karsach w parafii Gręboszów ─ zasługuje z pewnością na wspomnienie podczas jubileuszu diecezji. Wychowanek i uczeń ks. Piotra Halaka, świątobliwego proboszcza z Gręboszowa, został wyświęcony 29 czerwca 1930 r. przez bp. Leona Wałęgę. Już po sześciu latach. Objął probostwo w Witkowicach. Pełen oddania i służby wobec swoich parafian dorastał, aby jako pierwszy misjonarz udać się z darem Ewangelii poza granice diecezji. Od roku 1961 pracował wśród mieszkańców Brazylii w diecezji Porto Alegre, ale jednocześnie był duszpasterzem mieszkających tam Polaków. Pracował z całym oddaniem, oddziałując na innych swoją osobowością, umartwieniem i pobożnością. Zmarł w Kurytybie 10 lutego 1971 r. Jak bardzo doceniany był przez ludzi, świadczy fakt, że został pochowany w kościele w Quarto Barras przy udziale wielkiej rzeszy wiernych .

Nie można również pominąć osoby ks. Jana Czuby, który dla wielu tarnowskich kapłanów był kolegą seminaryjnym. Mury i klimat duchowy tego domu pozwoliły mu dojrzeć, by być świadkiem Chrystusowej Ewangelii do końca, za cenę życia, które 27 października 1998 r. ofiarował Bogu, Kościołowi i parafii św. Tomasza w Loulombo. Jego słowa z ostatniego listu skierowanego do ks. A. Kurka: „Zostaję na miejscu do końca” to piękny testament wierności kapłańskiej . Natomiast jego męczeńska śmierć to znak „wiarygodności misjonarskiej służby”, jak to w roku 2008 w Brazzaville przypomniał ks. bp Wiktor Skworc .

 

3.4. Proboszcz o wielkiej wierze i mądrości

Ksiądz infułat Władysław Lesiak na stałe wpisał się w dziedzictwo tarnowskiej diecezji. Urodzony 2 kwietnia 1908 r. w Jodłowej, już jako dwudziestodwulatek otrzymał święcenia kapłańskie z rak bp. Leona Wałęgi. Jakże bogaty jest jego życiorys, pasjonujące życie kapłana rozkochanego w duszpasterstwie młodzieży, społecznika, ojca duchownego i wykładowcy liturgiki w seminarium tarnowskim .

Jego dojrzała i precyzyjne określona osobowość ─ tożsamość kapłańska wyrastająca z więzi z Bogiem ─ była u podstaw jego duszpasterskiej troski na każdym etapie życia. Całkowite zaangażowanie, liczne inicjatywy duszpasterskie, mające swoje źródło w wrażliwości ewangelicznej, sprawiły, że był niekwestionowanym obrońcą Kościoła i cenionym proboszczem parafii św. Małgorzaty w Nowym Sączu. Wiara i rozum uczyniły go jedną z pomnikowych postaci w historii naszej diecezji, a szczególnie ziemi sądeckiej.

 

3.5. Niezmordowany spowiednik

Licznym pokoleniom kapłanów tak wiele mówi postać ks. infułata Jana Bochenka, profesora seminarium i długoletniego proboszcza katedralnej parafii. Długie życie tego kapłana (1893-1976) to niestrudzony maraton Bożego człowieka o wielkich horyzontach myślowych, nienagannej postawie służby bliźniemu i niezmordowanemu spowiednikowi. Brat dwóch kapłanów ─ Stanisława i Władysława ─ naukowiec, duszpasterz i wychowawca, człowiek legenda . Co więcej, to kapłan, którego znało całe miasto i do dziś pamiętają o nim liczni księża.

 

Zakończenie

Każdy spośród ok. 4 tysięcy tarnowskich księży zasługuje na wspomnienie i dobre słowo w historii diecezji. Wielu z nich nadal żyje w opowiadaniach, wspomnieniach i wydanych publikacjach – jedni z racji świętości, jak np. ks. Bernardyn Dziedziak i ks. Paweł Śliwa, drudzy z gorliwości, wierności lub innych cnót kapłańskiego życia, a jeszcze inni zasłynęli z wielkich dokonań, z poczucia humoru i zdrowego dowcipu, jak choćby ks. Jan Machaczek i ks. Władysław Mędrala.

Wyświęcenie i posłannictwo jako korzenie świętości są wielką szansą dla kapłana, nie stanowią jednak gwarancji świętości. Jeden z klasztornych listów św. Teresy od Dzieciątka Jezus zawiera demaskatorskie słowa: „Jak wielu jest złych kapłanów, jak wielu kapłanów, którzy nie są wystarczająco święci! Módlmy się, cierpmy za nich…czy rozumiesz krzyk mego serca?”. Być może nurtuje nas pytanie, kogo ta łagodna i święta siostra, której powołaniem była miłość, mogła mieć na myśl. Czy polujących na beneficja? Wiarołomnych? Żądnych władzy? Możliwe… Ale na pewno tych kapłanów, którzy według Hölderlina „praktykują Boskość jako rzemiosło”, natury wewnętrznie obojętne, ludzi pozbawionych duchowości .

W ponad dwusetnej historii naszego diecezjalnego Kościoła synowie i córki – pod sztandarem Kościoła, jedynego, świętego, powszechnego i apostolskiego ─ toczyli bój o niepodległość duchową i narodową. Urzeczywistniali również powszechność Kościoła, kiedy bogaci modlitwą, wiarą i miłością do Chrystusa zostali posłani na misje do Afryki, Ameryki Południowej i Azji .

Kilka lat temu podczas jednego ze spotkań w Ekwadorze w parafii, gdzie pracują nasi kapłani, jedna z kobiet zadała pytanie: „Co robią polskie matki, że rodzą tak dobrych kapłanów?”. Odpowiedź była krótka: „To ich sekret”.

Do historii tarnowskiej diecezji dodajemy kolejne 25 lat ─ ubogaconych posługą następnych biskupów diecezjalnych i pomocniczych, nowych pokoleń kapłanów i wiernych świeckich ─ i cieszymy się dobrem, którego jest o wiele więcej niż mówi nam o tym zazdrosny świat.

Żaden jubileusz nie kończy rozpoczętego dzieła, a jedynie przypomina, by zawsze ufnie spoglądać w przyszłość. Obecny papież jeszcze jako kard. Joseph Ratzinger ostrzegał przed utratą tożsamości i kierunku prawdy, jeśli neopogaństwo przejmie władzę nad myśleniem i działaniem ludzi. Już jako papież zaprasza cały Kościół do oczyszczenia się i zachęca do stawiania sobie pytania: Skąd idziemy i dokąd zmierzamy? . Bo ono wciąż nie traci swojej aktualności, dlatego stawiajmy je sobie często i odważnie . Inspiracją do odpowiedzi na nie mogą być słowa Benedykta XVI skierowane do Biskupa Tarnowskiego: „Zachęcam, abyście darowany Wam czas jubileuszu przeżyli pogłębiając więź z Bogiem i drugim człowiekiem w duchu miłości”.

Na zakończenie warto przywołać i uczynić swoimi słowa papieża Grzegorza Wielkiego, który w liście do Eulogiusza, biskupa Aleksandrii, napisał: „Moim honorem jest wielkość moich braci”.

 


Bardzo wielu współczesnych ludzi cierpi z powodu poczucia winy. Poczucie to nie zawsze może być w pełni uświadomione przez dotyczące osoby, a często też nie są one w stanie właściwie rozeznać rodzaju i charakteru poczucia winy. W codziennej praktyce, jako duszpasterze, coraz częściej spotykamy się z osobami, które zwracają się do nas o pomoc, szukając porady czy też potrzebują się tylko - i aż - wypowiedzieć. Osoby przychodzące do duszpasterza z różnymi problemami nie rzadko nie zdają sobie sprawy, że za ich problemami kryje się nierozwiązana kwestia winy, niewłaściwe rozeznanie winy lub brak jej dostrzeżenia. Skutkiem tego mogą być: niemożność rozwiązania istniejących problemów prowadząca do pogorszenia się zaistniałej sytuacji; niebezpieczeństwo pojawienia się nowych problemów, a nie rzadko też chorób somatycznych. W skrajnych przypadkach, zwłaszcza wtedy, gdy dotycząca osoba uwikłana jest w fałszywe, nieprawidłowe poczucie winy, może dojść nawet do nerwicy. Rola duszpasterza nie będzie polegać na usuwaniu wszystkich przejawów i skutków niewłaściwego podejścia do problemu winy. Jest on jednak niezbędny w pomaganiu usunięcia przyczyn zaistniałego problemu i ukazania możliwości jego przezwyciężenia.

Człowiek, który uwikłany jest w problem winy, znajduje się w konflikcie ze sobą samym, ze swoim środowiskiem i również z Bogiem. Wszystkie te płaszczyzny zachodzą niejako na siebie i muszą być uwzględnione w niesieniu skutecznej pomocy. Pomoc w rozwiązywaniu konfliktów, za którymi stoi poczucie winy, czy też brak odczucia winy, wymaga od duszpasterza nie tylko wiedzy teologicznej, ale również psychologicznej, a także znajomości pewnego minimum z zakresu medycyny pastoralnej. Ponadto nieodzowne jest właściwe podejście do człowieka borykającego się z problemami, których sam nie jest w stanie rozwiązać.

Do najtrudniejszych sytuacji należy zaliczyć te, za którymi stoi nieprawidłowe poczucie winy. W takim wypadku niezbędna jest pomoc w przezwyciężeniu tego rodzaju winy lub w uświadomieniu jej tam, gdzie ona rzeczywiście jest. Tym ludziom z kolei, którzy odczuwają winę, a mimo to nie są w stanie samodzielnie rozwiązać swoich trudności, niezbędna jest pomoc w zbliżeniu do Boga. Podobnie rzecz ma się w przypadku tych, którzy w ogóle nie wykazują żadnego poczucia winy. Tacy jednak ludzie nie proszą zasadniczo o pomoc.

I. Czym jest poczucie winy?

Poczucie winy można ogólnie zdefiniować jako "poczucie niegodziwości, które powstaje wtedy, gdy człowiek postępuje niezgodnie z przyjętym przez siebie systemem wartości" . Brak reagowania poczuciem winy na poważne naruszenie prawa moralnego, czy też nadmierne reagowanie emocjonalne na popełnioną winę jest zjawiskiem nieprawidłowym. W tym ostatnim przypadku można już mówić w pewnym sensie o fałszywym poczuciu winy. Z tym rodzajem poczucia winy mamy do czynienia przede wszystkim wtedy, gdy nie nastąpił błąd moralny, a dotyczący mimo to czuje się winny.

Człowiek może więc odczuwać winę, chociaż nie jest winny, lub też być winny, a nie poczuwać się do winy. Powstają tu pytania, które dla nas duszpasterzy są niezmiernie ważne: jaki związek zachodzi między faktyczną winą, a jej poczuciem? Na jakie kryterium można się powołać, aby móc stwierdzić, czy człowiek, który się oskarża, rzeczywiście jest winny czy nie? Jak można z religijnego punktu widzenia zdefiniować faktyczną winę, by móc w konsekwencji wiedzieć, kiedy ma się do czynienia z nieuzasadnionym poczuciem winy?

Jako przykład niech posłuży nam dwunastoletni Jezus, który przebywając z Maryją i Józefem w Jerozolimie, nie powrócił z nimi do domu, lecz pozostał w świątyni jerozolimskiej. W pierwszym momencie można by powiedzieć, że postąpił niewłaściwie. Przecież przysporzył swojej Matce wielu trosk, gdyż nie poszedł z Nią, lecz zajął się, można powiedzieć, swoimi sprawami, swoim powołaniem. Na zarzuty Maryi, które właściwie powinny wywołać poczucie winy u Jezusa, odpowiedział z nieoczekiwaną stanowczością: "Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?" (Łk 2,49). W ten sposób Jezus uwolnił się od obowiązku dziecka - nie sprawiania kłopotu swojej Matce - i odniósł się do polecenia, w którym wzywał Go Bóg. Od tego momentu prawdziwa wina u Niego byłaby wtedy, gdyby zlekceważył wewnętrzny głos i pozostał zależny od Maryi i Józefa oraz ograniczył się tylko do ich wymagań. Jezus pozostał zależny tylko i wyłącznie od Boga. Zależność ta uwolniła Go od niewłaściwych żądań Jego ziemskich rodziców i zachowała równocześnie przed buntem, tak, że konflikt z Jego Matką nie pozostawił u Niej żadnej goryczy. Ewangelista Łukasz dodał bowiem: "A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu" (Łk 2,51). Na tym miejscu możemy odnaleźć całą biblijną perspektywę, która rzuca światło na problem poczucia winy: wina jest wówczas, gdy jest się zależnym od kogoś lub czegoś innego, a nie od samego Boga. Potwierdzeniem tego są słowa Boga z trzeciego wersetu dwudziestego rozdziału Księgi Wyjścia: "Nie będziesz miał bogów cudzych obok Mnie (Wj 20,3).

Na przykładzie Jezusa widać wyraźnie, że dla Niego najważniejszy jest głos Boga, czyli zależność od Niego, a nie zależność od samego prawa czy też od samej oceny ludzkiej. Wyrok społeczny nie może więc być kryterium winy. To brak zależności od Boga stanowi o winie człowieka, tak samo, jak nieposłuszeństwo względem Boga. Stąd wynika, że człowiek nie powinien czuć się winny, gdy inni ludzie oskarżają go tylko na podstawie własnych, ludzkich wyroków. Nie chodzi tutaj oczywiście o prawo ludzkie, które wynika z prawa Bożego, czy też zostało ustanowione przez człowieka na podstawie Bożego mandatu. Słusznie też będzie się ktoś oskarżał, gdy wyrok ludzki będzie poparty przez jego sumienie. Odczuwanie winy natomiast będzie wtedy nieprawidłowe, gdy ktoś jako kryterium winy przyjmie tylko wyrok społeczeństwa, czy zarzuty drugiego człowieka, nie biorąc pod uwagę Bożego wezwanie.

Patrząc z boku, ten rodzaj poczucia winy może się wydawać najprostszym, w rzeczywistości jest odwrotnie. Rozmawiając z człowiekiem obwiniającym się niesłusznie, na nic zdadzą się nasze słowa, uświadamiające mu, że jest w błędzie. Zwykłe przekonywanie nie przyniesie żadnego rezultatu, a osoba ta odejdzie od nas z poczuciem niezrozumienia. Chcąc być pomocnym, trzeba cierpliwie wysłuchać obwiniającego się i tak pokierować rozmową, aby dostrzec wszystkie przyczyny zaistniałego poczucia winy, i aby dotycząca osoba stanęła przed Bogiem "w prawdzie o sobie". Często też niezbędne będzie sięgnięcie do okresu dzieciństwa, nawet wtedy, gdyby pozornie wydawało się, że istniejący problem nie sięga tak daleko. Korzenie nieprawidłowego poczucia winy sięgają bowiem najczęściej tego okresu życia.

II. Geneza nieprawidłowego poczucia winy

Chęć niesienia skutecznej pomocy osobom z poczuciem winy w ogólności, a w szczególności z nieprawidłowym, wymaga rozpoznania źródeł jego powstania. Zwrócenie uwagi na te źródła jest istotne z tego względu, iż właśnie tam leżą najczęściej przyczyny, które trzeba najpierw usunąć w przezwyciężaniu poczucia winy. Już sama rozmowa z drugą osobą może przyczynić się do tego, że osoba ta uświadomi sobie to, czego jeszcze nie rozpoznała, a co wymaga przepracowania, czy zmiany w odniesieniu się do pewnych rzeczy lub innych ludzi. Gdy poczucie winy staje się nie do zniesienia, pojawia się nawet wewnętrzna potrzeba uwolnienia się od tego rodzaju "balastu". Wiele osób, przy odpowiedniej sposobności, opowiada chętnie o swoim dzieciństwie lub młodości. Stąd ważne jest, aby tych wypowiedzi nie lekceważyć lecz ewentualnie odpowiednio ukierunkowywać.

2.1. Wpływ wychowania na nieprawidłowe poczucie winy

Decydujące znaczenie w rozwoju człowieka mają wydarzenia pierwszych lat jego życia. Wtedy to kształtuje się postawa człowieka w stosunku do bliźniego i wtedy też pojawiają się pierwsze oznaki poczucia winy. Przez cały okres dorastania człowiek pozostaje pod wpływem swoich rodziców i wychowawców. Od nich zależy w dużej mierze to, jak człowiek będzie myślał, jakie będzie miał przekonania, co będzie odczuwał. Jest więc zrozumiałe, że na odczuwanie winy, czy też na brak jej uświadomienia sobie, ogromny wpływ wywiera wychowanie.

Jednym ze źródeł nieprawidłowego poczucia winy jest traktowanie przez rodziców swoich dzieci jako wyłączną własność, bez uwzględniania tego, że dziecko zawdzięcza swoje życie nie tylko im, lecz samemu Bogu, który obdarzył rodziców zdolnością prokreacji. Następstwem takiego podejścia jest to, że rodzice w przesadny sposób kontrolują swoje dziecko (i to niezależnie od jego wieku), kierują jego życiem poprzez ostre reguły, czy przepisy i nie pozwalają mu dokonywać żadnych własnych rozstrzygnięć. Zapominają oni przy tym o odpowiedzialności przed Bogiem zapewnienia dziecku takiego wychowania, które umożliwi mu w przyszłości samodzielne i dojrzałe życie. Brak tej odpowiedzialności u rodziców prowadzi do tego, że dziecko jest tak wychowywane, aby wypełniało jedynie życzenia rodziców. Dość często tacy rodzice "projektują" na dziecko swoje niespełnione życiowe ambicje: dziecko ma być tym, kim pragną oni sami. Ten rodzaj wychowania prowadzi do przedmiotowego traktowania dziecka. Rodzice, którzy całkowicie rozstrzygają za swoje dziecko, żądają od niego ślepego posłuszeństwa i nie pozwalają mu na wypowiedzenie jego pragnień, nadużywają swojego autorytetu i uniemożliwiają osobowy rozwój dziecka. Zapominają oni także o tym, że dziecko potrzebuje nie tylko materialnego zabezpieczenia w życiu, lecz przede wszystkim duchowego kontaktu z nimi.

Duży wpływ na wywoływanie nieprawidłowego poczucia winy ma system kar i nagród. Wszelka niesprawiedliwość czy też skrajność wywiera negatywny skutek. Nie sposób jednak w tym względzie przyjąć jakieś trwałe reguły, gdyż wychowanie zależy od wielu czynników, pośród których wrażliwość dziecka, która jest inna dla każdego, nie może być nie uwzględniona.

2.1.1. Sytuacje w wychowaniu, które przyczyniają się do wywołania nieprawidłowego poczucia winy

Niewłaściwe wychowanie, choć zazwyczaj nieuświadomione przez rodziców, prowadzi do powstania, często trudnego do przezwyciężenia, nieprawidłowego poczucia winy. Najczęściej dochodzi do tego, gdy rodzice dążą za wszelką cenę, aby wychować dziecko tak, by odnosiło w życiu same sukcesy. Wychowanie takie sprowadza się najczęściej do napomnień, strofowania i prawienia morałów, np.: "Nie wstydzisz się tak zachowywać", "W moim dzieciństwie musieliśmy porządnie się ubierać", "Przy gościach nie wolno nam było zabierać głosu", itp. Tego typu zwroty są wyrazem tendencji uczynienia z dziecka dobrze wytresowanej marionetki zachowującej się w otoczeniu innych według ściśle określonego wzorca postępowania dorosłych. Mimo, iż dziś są inne czasy, zjawiska te niestety nadal występują. Trzeba też pamiętać o tym, że to najczęściej dorośli przychodzą do nas ze swoimi problemami, których źródła leżą w ich okresie dzieciństwa.

Wspomniany rodzaj wychowania blokuje właściwy emocjonalny rozwój dziecka i wywołuje u niego lęk przed opinią innych ludzi, motywowany nie rozczarowywaniem swoich rodziców. Dziecko czuje się winne, gdy przysporzy tzw. "wstydu" rodzicom, ponieważ nie zachowało się jak osoba dorosła, albo gdy nie pokaże się z dobrej strony tam, gdzie rodzice mogliby się nim poszczycić.

Źródłem nieprawidłowego poczucia winy jest również sytuacja, gdy dziecko przynosi do domu świadectwo szkolne, które nie spełnia oczekiwań rodziców, chociaż oceny odpowiadają możliwości dziecka. Sytuacja pogarsza się, gdy rodzice przez cały rok nie interesowali się dzieckiem. Podobnie jest, gdy rodzice faworyzują jedno ze swoich dzieci, np. dlatego, że jest ładniejsze lub zdolniejsze, a z drugiego czynią nieustannie kozła ofiarnego. Niekiedy jest tak dlatego, że dziecko było niechciane przez rodziców.

Fałszywe poczucie winy powstaje w wieku dorastania u wielu dzieci, które mają bardzo surowych rodziców. Ma to miejsce zwłaszcza wtedy, gdy rodzice z nieuzasadnionych przyczyn zabraniają dziecku wszelkiego typu radości i wszystkiego, co im nie odpowiada. Zabraniają oni dziecku np. spotykania się z przyjaciółmi, chodzenia do miejsc, gdzie się tańczy, ubierania się w ładne stroje, dobrego jedzenia, itp. Zdarza się też, że dorośli odczuwają wyrzuty sumienia w dziedzinie związanej z ich własną seksualnością. Wtedy w przesadny sposób chcą chronić swoje dziecko przed wszystkim tym, co w jakikolwiek sposób może być związane z seksualnością. Wywołuje to, zwłaszcza po zawarciu małżeństwa, niepotrzebne poczucie winy, czy strach przed współżyciem.

2.1.2. Dzieci z rozbitych rodzin

Grupę dzieci, u których może dojść do powstania nieprawidłowego poczucia winy stanowią te, które straciły kogoś z rodziców, czy też pochodzą z rozbitych rodzin. Poczucie winy powstaje np. wtedy, gdy jeden z rodziców chcąc by dziecko było mu posłuszne mówi do niego: "chcesz i mnie doprowadzić do grobu?" lub, niekiedy w nerwach, oskarża dziecko wprost mówiąc: "to wszystko przez ciebie". W przypadku rozejścia się rodziców jest podobnie. Dziecko, zwłaszcza wtedy, gdy widziało, że rodzice często się kłócą, czuje się winne, gdy ojciec czy matka odchodzą z domu i się rozwodzą. Ból dziecka potęguje się, gdy ojciec lub matka wiążą się z inną osobą i niemożliwe staje się ponowne zejście się jego rodziców, a przez to stworzenie mu warunków, w których czułoby się bezpiecznie.

2.2. Wpływ społeczeństwa

Przy powstawaniu nieprawidłowego poczucia winy trzeba też uwzględnić czynnik społeczny. Człowiek nie żyje w izolacji, lecz jest związany ze swoim otoczeniem, środowiskiem, w którym panują różne zwyczaje, przepisy, normy kulturowe, czy też sposoby myślenia lub wzorce zachowań. Wszystko to, obok wychowania przez rodziców czy osoby zastępcze, ma wpływ na człowieka.

Przykładem wywoływania poczucia winy jest traktowanie niezamężnej kobiety jako mniej wartościowej w społeczeństwie. Kobieta taka, gdy w pracy coś jej nie wychodzi lub jest nerwowa, bardzo często słyszy za plecami słowa koleżanek: "wiadomo czego jej brakuje". Słowa te sprawiają, że czuje się ona winna, iż nie jest mężatką. Podobna sugestia prowadzi do powstania niepotrzebnego poczucia winy u osób, które z niezawinionych przez siebie powodów, muszą często opuszczać pracę zawodową. Czują się oni bowiem winni, że nie mogą pracować tak jak inni, czy też zakłócają ustalony porządek. Podobnie może być w środowisku domowym. Chory może wyczuć, że przeszkadza domownikom i przysparza im dodatkowych trosk i kłopotów. Sytuacja pogarsza się, gdy chory słyszy ustawicznie różnego rodzaju rady typu: "trzeba mieć cierpliwość, nadzieję, walczyć z chorobą". Dotycząca osoba czuje się wówczas winna, iż do tej pory za mało miała cierpliwości, nadziei, itp.

Innym rodzajem nieprawidłowego poczucia winy jest niedostosowanie się do zwyczajów środowiska, np. trudność w przyjęciu jego stylu życia, i odczuwana wskutek tego pogarda czy niechęć środowiska. Osoby wrażliwe czują się nie zaakceptowane i nieraz "walczą" za wszelką cenę o przynależność do pewnej grupy społecznej, co często wywołuje jeszcze większe problemy.

Przykładów związanych z wpływem społecznym na powstawanie omawianego poczucia winy może być bardzo dużo i to różnego rodzaju. Nie można tutaj wykluczyć też coraz większego wpływu "masmediów". Trzeba więc w niesieniu pomocy zwrócić na ten aspekt baczną uwagę.

2.3. Religijny formalizm

Przy wywoływaniu nieprawidłowego poczucia winy na skutek wychowania czy przez wpływ otoczenia, pewną rolę odgrywa czynnik religijny. Można powiedzieć, że wywołanie tego rodzaju poczucia winy zawsze jest związane albo z wychowaniem, albo z wpływem społeczeństwa. Ze względu na ważność tego zagadnienia, a także, iż mamy do czynienia praktycznie tylko z ludźmi wierzącymi, warto się nim zająć odrębnie. Dla jasności trzeba zaznaczyć, że nie religia sama w sobie przyczynia się do powstania fałszywego poczucia winy, lecz zachodzi to w wyniku niewłaściwego podejścia do niej, np. rozumienia Biblii. Chodzi tutaj o formalistyczne interpretowanie Pisma Świętego, a w szczególności przykazań, co prowadzi do moralizmu. Wielu bowiem ludzi uważa, że ścisłe naśladowanie biblijnych przepisów zapewnia spokojne sumienie i według tych formalistycznych kryteriów interpretacji Biblii żąda od innych wypełniania tychże kryteriów. Postawa taka zbliżona jest do ducha faryzejskiego, którego cechą charakterystyczną jest koncentrowanie się na słowach, bez uwzględniania ich sensu.

Do czegoś takiego dochodzi przykładowo, gdy rodzice powołując się na słowa świętego Pawła: "Dzieci bądźcie posłuszne w Panu waszym rodzicom" (Ef 6,1) zabraniają dziecku wykonywania prac domowych według jego sposobu. Niekiedy sytuacja jest złożona. Jeden z mężczyzn poczuł się nieswojo, gdy kapłan zapytał go: "Co jest z pana nawróceniem?" Mężczyzna ten był wychowany przez autorytatywnego ojca, który zmuszał go do wypełniania nieobowiązkowych praktyk religijnych, co spowodowało, że jako dorosły przestał się modlić i chodzić do kościoła.

Obok tych skutków występuje również, u dotyczących osób, lęk przed grzechem, który jest trudny do przezwyciężenia.

Wszystkie wspomniane następstwa religijnego formalizmu muszą być dobrze rozpoznane przed udzieleniem pomocy, i trzeba tu wykazać dużo delikatności i wyczucia. Niekiedy niezbędna będzie pomoc lekarza specjalisty.

2.4. Inne sytuacje, w których dochodzi do nieprawidłowego poczucia winy

Współczesny człowiek dąży do tego, by wykorzystać jak najlepiej swoje możliwości, talent, aby znaleźć dobrą pracę, czy osiągnąć wysokie stanowisko. Poświęca się on poprawianiu swoich warunków bytowych, równocześnie chce założyć rodzinę, zapewnić godziwą przyszłość swoim dzieciom, itd. Do tego dochodzi często presja otoczenia, by się wyróżnić i nie zostać z tyłu.

W takich okolicznościach może dojść do wielu sytuacji, w których pojawia się nieprawidłowe poczucie winy. Najczęściej są one związane z niewłaściwym odniesieniem się do organizacji czasu oraz pieniędzy. Wiele obowiązków i zajęć powoduje, iż niektórym ludziom "brakuje" czasu, co wywołuje u nich poczucie winy, często uzasadnione. Ale dochodzi też do niepotrzebnego obwiniania się, np. gdy ktoś musiał podjąć pewne obowiązki, a mimo to ma wyrzuty sumienia, iż zaniedbał równocześnie inne, czy też będąc w starszym wieku nie jest już w stanie wykonać tylu czynności, ile wykonywał kilka lat wcześniej.

Źródło licznych i pełnych sprzeczności odczuć dotyczących poczucia winy tworzy problem związany z pieniędzmi. Dziecko czuje się winne, gdy idzie do sklepu, by kupić wyznaczony przez mamę towar, a przy kasie okazuje się, że ma za mało pieniędzy. Uważa ono wtedy, że jest nieposłuszne mamie, nie spełniając jej prośby. Rodzice odczuwają winę, gdy nie są w stanie zabezpieczyć dzieciom godziwych warunków, mimo iż wyczerpali wszystkie swoje możliwości. Zjawisko to niestety narasta w naszym kraju.

Nie tylko brak pieniędzy jest przyczyną poczucia winy. Niektórzy spośród tych, którzy mają duże - choć słusznie - dochody, czy też odziedziczyli duży spadek, żyją w nieustannym poczuciu winy tylko dlatego, że wokół nich tak dużo jest biedy, przy czym udzielanie pomocy innym wcale nie zmniejsza w wystarczającym stopniu ich obwiniania się.

III. Brak odczucia winy

W naszym otoczeniu możemy spotkać ludzi uważających, że problem winy ich nie dotyczy, gdyż oni jej nie odczuwają. Takie mniemanie jest jednak tylko utopią. Dowodem na to jest chociażby stwierdzenie świętego Jana: "Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy" (1 J 1,8). Można więc mówić jedynie o braku postrzegania winy, co również jest nieprawidłowym odniesieniem się do tego zagadnienia. Ludzie tacy, nie chcąc dostrzec swojej winy, widzą ją tylko u innych albo też przyjmują postawy obronne, tłumacząc się i szukając dla siebie usprawiedliwienia. Przyczyną tego może być wypieranie poczucia winy, duchowa pustka lub zagłuszanie swojego sumienia. W takich wypadkach konieczne jest doprowadzenie do wzbudzenia poczucia winy . Nasza pomoc winna polegać na tym, aby umożliwić dotyczącej osobie wzięcie na siebie odpowiedzialności uczciwego spojrzenia na siebie w prawdzie i dostrzeżenia swojej winy. Przykład dał nam sam Pan Jezus, który do zgorszonych postępowaniem cudzołożnej kobiety, powiedział: "Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień" (J 8,7).

IV. Konieczność właściwego rozwiązania problemu winy

Z dotychczasowych rozważań wynika jasno, że w przypadku, gdy ktoś obwinia się niesłusznie, należy mu pomóc w uwolnieniu się od tego balastu lub umożliwić mu dostrzeżenie winy tam, gdzie ona jest. Ci z kolei, którzy tej winy nie dostrzegają, muszą zostać uświadomieni, że jest to zjawisko patologiczne.

Jedynym prawdziwym rozwiązaniem problemu winy jest jej dostrzeżenie, skrucha i uzyskanie Bożego przebaczenia. Do takie rozwiązania wzywa na nowo Ojciec Święty w Liście Apostolskim Novo millennio ineunte.

Rodzi się jednak pytanie, jak konkretnie pomóc ludziom z nieprawidłowym poczuciem winy. Na jakie kryteria można się najpierw powołać, aby po dostrzeżeniu źródeł fałszywego poczucia winy, móc pomóc dotyczącym osobom w wyzwoleniu się od omawianego problemu.

V. Kryteria obchodzenia się z fałszywym poczuciem winy

Umiejętność przezwyciężenia problemu wynikającego z nieprawidłowego poczucia winy dokonuje się nie samoistnie i wymaga pewnych zmian w sposobie myślenia i zachowania, czy odniesienia się do pewnych zjawisk lub osób. Rola duszpasterza jest tu bardzo ważna, gdyż wspomniany proces wymaga niejednokrotnie wykazania ogromnej cierpliwości, a także zdolności ukazania możliwości trudnego niekiedy do przezwyciężenia problemu.

Kryteria, które należy wziąć pod uwagę, dotyczą przede wszystkim odpowiedniego nastawienia do życia.

5.1. Realistyczne obchodzenie się z tym, co niesie życie

Jedną z istotnych spraw, która musi być uwzględniona jest realistyczne podejście do tego, co człowieka otacza i do osób, z którymi żyje. Chodzi tutaj o to, aby człowiek był świadomy, że życie nie jest czymś "stałym". Każdy dzień bowiem przynosi coś nowego, coś, czego się nie spodziewamy. Nie zawsze też jest możliwość wybrania oczekiwanych warunków życia. Wymaga to pewnego rodzaju dostosowania się i uwzględnienia możliwości pojawienia się zewnętrznych okoliczności, które nie zawsze da się przewidzieć. Podobnie rzecz ma się do osób w najbliższym otoczeniu. Konieczne jest zaakceptowanie partnera, czy bliskich, takimi jacy są. Postawa taka pomoże uniknąć niepotrzebnego rozczarowania, a także "ucieczki w marzenia", gdy sytuacja wydaje się inna od spodziewanej. "Ucieczka" ta może być zarówno w przeszłość jak i w przyszłość . Człowiek żyje wówczas w nierealnym, wyimaginowanym świecie, co wcale nie rozwiązuje jego problemów.

Ważnym faktorem, który decyduje o właściwym nastawieniu do życia, jest świadomość, że nie ma życia bez problemów, trudności czy konfliktów. Jest to niebagatelne chociażby z tego względu, iż niektórzy ludzie porównują siebie z innymi, swoje życie z życiem innych osób, które mogą nie mieć większych problemów, czy po prostu nie uwidaczniają się one na zewnątrz. Gdy porównujące siebie osoby napotykają na życiowe problemy, przestają z nimi walczyć, poddają się, czy wręcz się załamują. Tymczasem nigdy nie ma idealnych warunków życia i nawet w najtrudniejszych chwilach, przy odrobinie wysiłku, można wiele zmienić. Każdy też błąd można w jakiś sposób naprawić i wcale nie musi on być dla człowieka ostateczną porażką. Zawsze da się wyprowadzić z niego jakieś dobro.

Duszpasterz winien więc pomóc w obiektywnej ocenie sytuacji i w spojrzeniu z nadzieją w przyszłość, dodając przy tym sił w przezwyciężaniu życiowych trudności.

5.2. Odpowiedzialne rozstrzygnięcia

Samo dostrzeżenie możliwości rozwiązania problemów nie jest wystarczające, by je rozwiązać. Każdego dnia, zwłaszcza w trudnych sytuacjach, człowiek musi podjąć decyzję. Dla tych, których trapi nieprawidłowe poczucie winy, podjęcie zdecydowanej decyzji nie jest zadaniem prostym. Duszpasterz musi zwrócić uwagę na to, aby nie uległ pokusie podejmowania decyzji za drugą osobę, czy dawania rad, chociażby się mu wydawało, że problem jest łatwy do rozwiązania. Pomoc musi iść w kierunku umożliwienia dokonania samodzielnego rozstrzygnięcia trudności i wzięcia za to odpowiedzialności. Wymaga to od dotyczącej osoby z jednej strony konieczności dokonania rezygnacji "z czegoś", a z drugiej strony odważnego podjęcia decyzji, czyli opowiedzenia się "za czymś". Duszpasterz może w takiej sytuacji tak pokierować rozmową, aby ukazać właściwą hierarchię tego, co w danym momencie jest najważniejsze.

5.3. Rola "autentyzmu" w życiu człowieka

Kolejnym kryterium pomocnym w wyzwoleniu się od nieprawidłowego poczucia winy jest "autentyzm" życia. Niewłaściwe wychowanie, a zwłaszcza nacisk społeczny, na który człowiek jest podatny, powoduje, że niektórzy ludzie ulegają wpływowi innych i próbują dopasować swoje zdanie do przekonań otoczenia. Chcąc się z tego wyzwolić niezbędne jest przekonanie o potrzebie "bycia sobą". Pierwszym krokiem do tego musi być uznanie siebie takim, jakim się jest; uznanie swoich ewentualnych słabości i zerwanie wszelkich "masek", dzięki którym chciałoby się powierzchownie upodobnić do innych osób . Następnym krokiem jest uwierzenie w swoje możliwości i zastanowienie się, jak można je właściwie wykorzystać.

Od umiejętnego ukazania powyższych kroków przez duszpasterza zależy skuteczność osiągnięcia "autentyzmu" u dotyczących osób.

Wszystkie wymienione kryteria stanowią podstawę w wychodzeniu z nieprawidłowego poczucia winy i wkroczenia na drogę rozwiązania tego problemu.

VI. Wiara, jako efektywna droga do wewnętrznej wolności

Człowiek pochodzi od Boga, dzięki Niemu żyje i tylko Bóg może stanowić ostateczne kryterium odniesienia się w uwalnianiu się od fałszywego poczucia winy. Dzięki osobistemu kontaktowi z Bogiem, w atmosferze przyjaźni z Nim, człowiek potrafi odczuć to, co Bóg, poprzez głos sumienia, do niego mówi. Kontakt z Bogiem możliwy jest przez Jezusa Chrystusa, który jest Drogą, Prawdą i Życiem (por. J 14,6). Jedynym więc środkiem do wewnętrznej wolności, a więc uwolnienia się od nieprawidłowego poczucia winy, jest oparcie się na Chrystusie, czyli wiara w Niego. Stwierdzenie to wydaje się być oczywiste. W przypadku jednak dotyczących osób, które często, jak było to już wcześniej ukazane, utraciły kontakt z Bogiem, nawiązanie go ponownie i zdanie się całkowicie na Boga nie dzieje się automatycznie.

Odniesienie się do Boga dokonuje się na płaszczyźnie duchowej, co wymaga pewnego rodzaju doświadczenia i przede wszystkim łaski. Nie można przy tym zapomnieć, iż wiary nie należy identyfikować tylko ze sferą uczuciową człowieka. Musi być ona po pierwsze potwierdzona przez praktyki religijne, gdyż uczniów Jezusa poznaje się tak, jak drzewo, po owocach. Po drugie nie może ona odbiegać od codziennych spraw i trosk, o których była wzmianka w poprzednim punkcie. Wszystko to sprawia, że w praktyce osoba obciążona fałszywym poczuciem winy musi dokonać wielu wewnętrznych przeobrażeń, by móc postępować zgodnie z Bożym zamiarem wobec niej.

Pomoc duszpasterska polega tu przede wszystkim na towarzyszeniu tej osobie w odnalezieniu właściwej relacji do Boga. Niezbędne jest zwrócenie uwagi na religijne tło problemu i wspólne szukanie Bożego planu w stosunku do danej osoby. Uświadomienie sobie, że Bóg prowadzi człowieka przez różne wydarzenia i że zawsze ma On w stosunku do niego jakieś oczekiwania, ułatwia oddanie się woli Boga i zwracanie uwagi na to, co On do człowieka mówi. W przypadku, gdy ktoś nie odczuwa poczucia winy, dzięki zwróceniu uwagi na zbawczy plan Boży i wkroczeniu na drogę postępowania według woli Stwórcy, powstaje możliwość nawiązania z Bogiem osobistego kontaktu, który prowadzi do sakramentalnego spotkania się z Nim.

W towarzyszeniu osobom z poczuciem winy optymalną postawą jest zaakceptowanie ich takimi jacy są, bez osądzania ich i bez okazywania afirmacji wobec ich dotychczasowych czynów. Należy natomiast potwierdzać podjęte kroki w uzyskaniu wewnętrznej wolności. Można posłużyć się pozytywnym przykładem, czy też odnieść się do odpowiedniego fragmentu z Pisma Świętego. Na ogół niemożliwe jest poprzestanie na jednym spotkaniu i konieczne jest wyznaczenie terminu następnego, czy następnych spotkań. Zawsze jednak trzeba dbać o wytworzenie właściwej atmosfery, wykazując dużo serdeczności i wyczucia, o którym mówi Carl Rogers, gdy ma na myśli empatię. A wszystko to po to, aby skutecznie pomóc w nawiązaniu więzi z Chrystusem i odnalezieniu sensu życia.

 

 

 

Nie sposób zastanawiając się nad strategią pracy duszpasterskiej nie uwzględnić w obecnej rzeczywistości zjawiska migracji zarobkowej. Powszechne doświadczenie licznych wyjazdów zarobkowych każe zastanowić się, jaki jest ich wpływ na kondycję wiary diecezjan tarnowskich. Jakie problemy rodzą się w duszpasterstwie z powodu wyjazdów zarobkowych? Nie sposób wyliczyć ich wszystkich i przedstawić całość zjawiska. Celem niniejszego przedłożenia jest raczej zasygnalizowanie zjawisk, by zachęcić do refleksji i dzielenia się swymi doświadczeniami. Przybliżona zostanie skala zjawiska migracji zarobkowej z terenu diecezji tarnowskiej oraz ogólny wpływ migracji na religijność. W dalszej części wspomniane zostaną sytuacje duszpasterskie powodowane migracją zarobkową a występujące w przygotowaniu do wybranych sakramentów udzielanych przez Kościół.

I. Skala migracji zarobkowych w diecezji tarnowskiej

Migracja definiowana jest jako zmiana głównego miejsca zamieszkania, w którym dana osoba spędza większość czasu podczas pewnego okresu . Ze względu na kierunek wyjazdu migracje można podzielić na zagraniczne i krajowe. Kryterium czasu trwania migracji dzieli je na krótkookresowe (pobyt czasowy trwający do 12 miesięcy) oraz migracje długookresowe (pobyt czasowy trwający ponad 1 rok oraz wyjazd za granicę na stałe - emigracja).

Społeczeństwo polskie doświadczyło już migracji o dużej skali. Była to migracja wewnętrzna ze wsi do miast, związana z powojenną odbudową kraju, oraz późniejszymi procesami urbanizacji i uprzemysłowienia. Zachodzące wtedy zmiany społeczno-kulturowe i religijne oraz wypływające stąd problemy były w swoim czasie szczegółowo analizowane . List Episkopatu Polski o duszpasterstwie emigracji przypomniał krótko historię emigracji XIX i XX-wiecznych. Były to w większości wyjazdy na stałe. W Polsce po II wojnie światowej zasadniczo zawsze było ujemne saldo migracyjne - przeważała liczba wyjeżdżających na stały pobyt poza granicą kraju nad przyjeżdżającymi.

Z pewnością zjawiskiem nowym jest obecnenasilenie i ilość zagranicznych migracji zarobkowych, krótko i długookresowych. Staje się to w wielu środowiskach niejako stylem życia. Rodzi się zatem pytanie - jaka jest skala tego zjawiska w diecezji tarnowskiej?
Pewną próbą uchwycenia rozmiarów migracji zarobkowej na terenie diecezji tarnowskiej był Sondaż na temat wyjazdów zarobkowych za granicę przeprowadzony jesienią 2006 roku w kilku ośrodkach diecezji. Sondaż przeprowadzono wśród młodzieży 8 szkół średnich i gimnazjalnych, w 7 ośrodkach diecezji . W sumie przebadano 474 uczniów. Większość, bo ponad 63% ankietowanych, mieszka na terenach wiejskich. W próbie diagnozy wykorzystane zostaną dane, zamieszczonych w raporcie z badań nad religijnością, prowadzonych w naszej diecezji przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego księży Palotynów (ISKK) na wiosnę 2000 roku .

Nieco ponad 34% ankietowanych uczniów zadeklarowało, iż ktoś z ich najbliższej rodziny - tata, mama, brat, siostra, dziadek lub babcia - przebywał w chwili przeprowadzania badań na przełomie X i XI 2006 roku, za granicą w celach zarobkowych.
Deklaracje o migracji są bardzo podobne na wsi i w mieście. Pracę za granicą podejmowało 34% bliskich uczniów zamieszkałych na wsi oraz prawie 35% badanych zamieszkałych w mieście.

Powyższe dane pozwalają na uogólnienie - w 1/3 rodzin diecezji tarnowskiej ktoś z najbliższych członków rodziny pracuje za granicą kraju. Pewne potwierdzenie tej tezy można znaleźć w badaniach ogólnopolskich - w wynikach badań ogłoszonych przez COBOS w styczniu 2007 roku stwierdzono, iż co trzeci Polak ma w rodzinie osobę, która wyjechała za granicę w poszukiwaniu pracy. Trudno stwierdzić dokładnie, jaka liczba diecezjan podejmuje migracje zarobkową. Przykładowo szacunki przeprowadzane przy okazji kolędy w diecezji przemyskiej mówią o ponad 57 tys. diecezjan, którzy w roku 2006 pracują okresowo poza granicami Polski - ta liczba stanowi 7,2% wszystkich wiernych diecezji .

Dla porównania w badaniach ISKK, przeprowadzonych w naszej diecezji w roku 2000, jakąkolwiek migrację, krajową lub zagraniczną, w latach 1989 do 1999 zadeklarowało 11% ankietowanych . Ze względu na inny charakter dostępnych danych trudno podać dokładnie skalę wzrostu migracji zagranicznych pomiędzy rokiem 2000 a 2006. Jednak nawet te dane dostępne ukazują duży wzrost liczby migrujących za granicę z terenu diecezji tarnowskiej. Z pewnością przyczyn tego wzrostu należy upatrywać we wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej i w otwarciu rynku pracy niektórych państw unijnych.

O skali zjawiska zagranicznych migracji zarobkowych w całej diecezji tarnowskiej świadczy również odpowiedź na pytanie: czy wcześniej ktoś z najbliższej rodziny pracował za granicą? Pozytywnie odpowiedziało na to pytanie prawie 64% badanych. Zarobkową emigrację w przeszłości podejmowano w rodzinach 62% badanych mieszkających w mieście i w rodzinach 65% ankietowanych mieszkających na wsi. Warto znów zauważyć, iż skala zjawiska jest podobna i w mieście i na wsi.

Najczęściej w rodzinach ankietowanych wyjeżdżają ojcowie - prawie 40% odpowiedzi. Działo się to częściej na wsi - 47% badanych, znacznie rzadziej w miastach, tak zadeklarowało 27% ankietowanych. 21% z ogółu badanych zadeklarowało, iż za granicą przebywa ich brat (wyjazdy braci były częstsze w miastach: 27% do 18%). Trzecią grupą co do częstości wyjazdów, są siostry - dotyczy to nieco ponad 18% ankietowanych (znów częstsze wyjazdy w miastach: 23% do 15%). Prawie 14% badanych odpowiedziało, iż na emigracji zarobkowej przebywa ich mama (podobne odsetki w mieście i na wsi). Na ostatnim miejscu, co do pracy za granicą znaleźli się dziadkowieankietowanych nieco ponad 7%.
Analizując migrujących (z pominięciem dziadków) można zauważyć, że w roku 2006 większość migrujących z terenu diecezji tarnowskiej stanowili mężczyźni - 65% odpowiedzi; kobiety to nieco ponad 1/3 migrujących za granicę. Wyniki badań migracji z lat 1989-1999 odnośnie wszystkich migrujących (migracje krajowe i zagraniczne) są podobne - 64% migrujących ówcześnie z terenu diecezji to mężczyźni, 36% kobiety. Jednak jeżeli chodzi o migracje zagraniczne to były one wówczas równie częste wśród mężczyzn jak i wśród kobiet - w granicach 38% wszystkich migrujących. Pomimo, że obecnie do pracy za granicę wyjeżdża dużo ludzi młodych, to jednak według sondażu większość wyjeżdżających stanowią rodzice - 58%. Czyli częściej wyjeżdżają osoby, które mają już założone rodziny.
Migrujący członkowie rodzin badanej grupy najchętniej wyjeżdżali do Anglii (prawie 24% odpowiedzi). Podobne wyniki podano we wspomnianym już sondażu COBOS (22% odpowiedzi). Drugim chętnie wybieranym krajem były Niemcy (17,5%). Następnym Stany Zjednoczone Ameryki Północnej (12,5%). A w dalszej kolejności Irlandia (10,6%), Austria (6,9%), Francja (5%) i Hiszpania (3,8%). Badania ISKK ukazują, że w latach 90. z terenu naszej diecezji najczęściej wyjeżdżano do Niemiec - prawie 27% migrujących, do Austrii - nieco ponad 19% oraz do USA - nieco ponad 15% wyjeżdżających. Pewna zmiana preferencji jest z pewnością spowodowana wspomnianym już wejściem Polski do Unii Europejskiej i otwarciem unijnych rynków pracy.

Według sondażu z roku 2006 nieco ponad połowa migracji zagranicznych (51%) z terenu diecezji tarnowskiej to migracje krótkookresowe; pozostałe 49% to migracje długookresowe trwające dłużej niż 1 rok. W tym ponad 32% pytanych określiło pobyt swoich bliskich za granicą na 3 i więcej lat. Dane ISKK z lat 90. pokazują nieco inny obraz - prawie 64% to migracje krótkookresowe z terenu diecezji; pozostałe 36% to migracje długookresowe. Czas migracji zdaje się więc wydłużać.

Przedstawione wyniki dają pewien ogólny obraz na zjawisko migracji zarobkowej z terenu diecezji tarnowskiej. Ten opis zjawiska będzie pomocny w zasygnalizowaniu rysujących się problemów i wyzwań duszpasterskich spowodowanych migracją zarobkową.

II. Wpływ migracji zarobkowej na religijność

Socjologia opisuje mniejsze lub większe zmiany, które powoduje mobilność przestrzenna w więziach kulturowych, społecznych i ekonomicznych. Ta mobilność ma również duży wpływ na życie religijne i postawy moralne . Te zmiany dotyczą samych migrujących oraz społeczności, z których oni wychodzą i w których przez jakiś czas zamieszkują. Dlatego też zjawisko migracji nie może być i nie jest obojętne dla wysiłku duszpasterskiego Kościoła.

Zmiany wynikające z migracji mogą mieć charakter pozytywny i negatywny. Zastanawiając się nad wyzwaniami duszpasterskimi wynikającymi ze zjawiska masowej migracji zarobkowej nie można pominąć pozytywnych aspektów samego zjawiska. W ogromnej większości praca za granicą jest ukierunkowana na poprawienie bytu materialnego rodzin lub zdobycie środków potrzebnych do założenia i startu życiowego nowych rodzin . Wyjazdy i praca na zachodzie wpływa też na podniesienie kultury materialnej w społecznościach rodzinnych migrujących. Jest to chociażby widoczne w sposobie urządzania domów i zmianie ich otoczenia (trawniki, krzewy, ozdoby przy domach). Trzeba też stwierdzić, iż wyjazdy zarobkowe uczą otwartości na innych oraz na pewne innowacje. Rozwijają zaradność i przedsiębiorczość. W niektórych przypadkach, może niezbyt licznych, ale jednak obserwowalnych, migracja zarobkowa powoduje budzenie i rozwój świadomości patriotycznej i religijnej.

Z pewnością można by jeszcze wymieniać inne pozytywne aspekty migracji zarobkowej. Jednak wyzwania duszpasterskie będące tematem naszego zainteresowania, rodzą się raczej z negatywnych skutków wyjazdów zarobkowych. A tych niebezpieczeństw i problemów wynikających z wyjazdów za pracą jest niestety wiele.

Wyjazdy i praca za granicą powodują zderzenie z innymi wzorcami kulturowymi i religijnymi. Dla wielu wyjeżdżających jest to ostre zetknięcie ze społeczeństwem zsekularyzowanym, ze stylem życia odrzucającym wpływ jakiejkolwiek religijności. W pierwszym zetknięciu to może budzić zdumienie czy nawet szok. Także zaskakujące dla wielu jest poznanie rzeczywistości Kościoła w innym państwie (np. przygnębienie małą liczba wiernych we wspólnotach niemieckich, czy zaskoczenie tym, iż kobieta rozdaje komunię świętą). Taki stan rzeczy rodzi co najmniej znaki zapytania, co do swojej religijności. Świadomie, czy może częściej nieświadomie, rodzi się pytanie - która religijność jest właściwa, lepsza? Skutkiem takich doświadczeń, nałożonych na brak poczucia własnej tożsamości religijnej i brak przywiązania do sposobów swego wyrażania wiary, może być utrwalenie się powierzchowności religijnej lub pójście w stronę zupełnej obojętności. Dłuższe obcowanie z sekularyzowanym społeczeństwem, z innymi wzorami życia i wyrażania wiary, bez osobistego religijnego pogłębienia, może prowadzić do utraty własnych wzorców i przyjmowania tych obcych, niekoniecznie dobrych.

Warto zaznaczyć, iż podobne negatywne wpływy mogą pochodzić także od innych migrujących. Wierni diecezji tarnowskiej spotykają za granicą ludzi z różnych regionów Polski, gdzie religijność różni się znacznie od wzorców obowiązujących na południu kraju . Wspólna praca, prowadzone rozmowy, przeżywanie różnych sytuacji, czasem trudnych, jest okazją do poznawania światopoglądu innych, do dzielenia się także swoim sposobem przeżywania wiary i moralności.

Wyjazd za granicę "za pracą" powoduje trudną sytuację oddalenia od swego miejsca zamieszkania i od swoich bliskich. Rodzi się tęsknota, poczucie osamotnienia, pustki. Na takim gruncie pojawiają się próby jej wypełnienia różnymi niekiedy bardzo złymi wzorcami (pijaństwo, wizyty w domach publicznych).

Ze względów wyżej wymienionych oraz im podobnych, migracja zarobkowa często powoduje osłabienie przywiązania do wartości katolickich i wpływa negatywnie na postawy i zachowania religijne i moralne migrujących. Badania ISKK prowadzone w 2000 roku na terenie naszej diecezji w dużej części zweryfikowały tę prawidłowość.

Na ich podstawie można stwierdzić, że osoby uczestniczące w migracjach zagranicznych cechuje niższy wskaźnik autodeklaracji wiary. Jako wierzący i głęboko wierzący określiło 94% migrujących w latach od 1988 do 1999 i aż 99% tych, którzy nie zmieniali miejsca zamieszkania w tym czasie.

Osoby uczestniczące w migracjach zagranicznych cechuje niższy wskaźnik wiedzy religijnej. Imiona wszystkich Ewangelistów znało 50% migrujących i 56% pozostałych.
Osoby uczestniczące w migracjach zagranicznych cechuje też niższy poziom zachowań religijnych. Wskaźnik uczestniczących regularnie we Mszy św. niedzielnej wyniósł wśród migrujących 72% a wśród pozostałych 76%. Wskaźnik przystępujących do komunii nie rzadziej niż raz w roku kształtował się w granicach 91% wśród migrujących i 96% wśród pozostałych .

Te spostrzeżenia ukazują obserwowalny, negatywny wpływ migracji na postawy i zachowania religijne. Autorzy badań zaznaczają, iż tylko "silnie ugruntowana religijność i zakorzenione wartości moralne nie ulegną osłabieniu na skutek mobilności przestrzennej i (.) mobilności społecznej" . Pośrednio rysuje się tutaj ważny kierunek wysiłków duszpasterskich - pogłębienie religijności, które będzie prowadzić do świadomego wyboru wartości moralnych!

III. Sytuacje duszpasterskie powodowane migracją zarobkową

Migracje zarobkowe stwarzają także konkretne sytuacje duszpasterskie, czasem bardzo proste do rozwiązania, czasem trudniejsze. Zostaną one zasygnalizowane w porządku wybranych sakramentów udzielanych przez Kościół. Pewne problemy wynikające z migracji pojawiają się już przy sakramencie chrztu świętego.

Są parafie gdzie nie sposób utrzymać porządku udzielania sakramentu chrztu w miesiącu. Prócz terminów ustalonych w danej parafii zgłaszają się rodzice i proszą o chrzest dla swego dziecka w różnych porach. Częstym motywem tych próśb jest przebywanie ojca dziecka lub chrzestnych poza granicą kraju. Trudno w takich sytuacjach przeprowadzić odpowiednią katechezę dla rodziców i chrzestnych. Trudno zadbać o odpowiednią oprawę liturgiczną (czy w każdą niedzielę przygotowywać Mszę św. obrzędową z udzielaniem sakramentem chrztu św.?). Rodzi się pytanie - pozostać nieugiętym i trzymać się wyznaczonych terminów czy robić wyjątki, które bardzo szybko staną się normą?
Jeszcze inne problemy rodzi dopuszczanie do roli rodziców chrzestnych; popularne wydawanie kartek dla rodziców chrzestnych. Jak bowiem stwierdzić, że dana osoba jest praktykującym parafianinem czy parafianką jeżeli od kilku lat pracuje za granicą, w parafii pojawia się bardzo rzadko, a na okoliczność zaproszenia na rodzica chrzestnego występuje w jej imieniu ktoś z rodziny.

W tym miejscu trzeba też zaznaczyć problem wypisujących się z Kościoła, by nie płacić podatku kościelnego. W Niemczech jest to uznane za formalny akt wyparcia się wiary - jest to grzech równoznaczny ze schizmą i związany z ekskomuniką wiążącą mocą samego prawa . Mimo, że wystąpienie z Kościoła jest trochę inaczej interpretowane w innych krajach to jednak w przypadku osób czasowo mieszkających na terenie Niemiec i podejmujących ten akt, nie można chyba uznać ekskomuniki tam zaciągniętej za niebyłą.

W 2005 roku w Niemczech wystąpiło z Kościoła 2725 osób pochodzenia polskiego. W diecezji tarnowskiej nie jest to problem duży - z diecezji tarnowskiej pochodziło tylko 8 osób, ale w innych diecezjach Polski pojawia się on stosunkowo często . Chyba pod tym względem panuje wśród wiernych zupełny brak świadomości - dla wielu wypisanie się z Kościoła dla niepłacenia podatków jest czysto finansową sprawą.

Problemy duszpasterskie wynikające z migracji pojawiają się również na etapie przygotowania dzieci i młodzieży do sakramentów świętych. Jest rzeczą oczywistą, iż w tym przygotowaniu ogromną rolę odgrywają rodzice. To oni wprowadzają w życie wiary i później, nawet kiedy dziecko uczestniczy już w katechezie, są pierwszymi odpowiedzialnymi za jej pogłębianie. Przygotowanie do sakramentów jest oparte o ścisłą współpracę z domem rodzinnym dzieci. Co dzieje się, kiedy któreś z rodziców, czy nawet oboje, przebywają przez dłuższy czas za granicą? Chociaż takie dzieci mają dwoje rodziców, to jednak faktycznie wychowują się jakby żyły w rodzinach niepełnych. Pojawiają się typowe dla takich sytuacji problemy w procesie wychowawczym. Sytuacją bardzo negatywną staje się brak kogoś bliskiego i brak od lat najmłodszych autorytetu. Obecności i miłości rodzica nie jest w stanie zastąpić żaden, nawet najbardziej wyszukany prezent. Zwłaszcza wtedy, gdy staje się on substytutem miłości rodzicielskiej.

Także w dziedzinie wychowania w wierze (socjalizacji religijnej) siłą rzeczy mogą pojawić się zagrożenia i zaniedbania. Brak osobistego przykładu modlitwy, pójścia do kościoła, przystępowania do sakramentów ze strony ojca czy matki może zaowocować trudnościami w dojrzewaniu dziecka w wierze (np. jeden z problemów z psychologii religii - jeżeli ojciec ziemski jest wciąż nieobecny i odległy to, jaki dziecko zbuduje sobie obraz Boga Ojca). W razie problemów z przygotowaniem do sakramentów nie bardzo jest się, do kogo odwołać. Matka sama wychowująca dzieci często nie daje sobie rady. Problemów nie rozwiąże także ojciec, który przyjeżdża rzadko i występuje w roli sił szybkiego reagowania. Również późniejsze regularne przystępowanie przez dzieci i młodzież do sakramentów pokuty i Eucharystii warunkowane jest w dużej mierze przez przykład i zachętę rodziców. Każdy dłuższy wyjazd od rodziny może mieć bardzo złe skutki dla wychowania dzieci!
To tło mogłoby służyć do wymieniania ogromnej liczby problemów. Księżą katechizujący, przygotowujący do sakramentów świętych przy parafiach z pewnością mogliby ich wymienić mnóstwo.   Pytanie czy duszpasterze mają świadomość tego, że częste problemy w wychowywaniu i w katechizacji wynikają z wyjazdów zarobkowych? Czy mają tego świadomość rodzice,kiedy decydują się na wyjazd zarobkowy, zwłaszcza długotrwały, oraz kiedy w ich rodzinie pojawiają się trudności wychowawcze? Czy te niebezpieczeństwa uświadamiają im duszpasterze?

Migracje zarobkowe wpływają także na życie sakramentalne tych, którzy je podejmują. Widoczne jest to szczególnie w uczestnictwie w niedzielnej Mszy św. i przystępowaniu do sakramentu pokuty. Jest rzeczą znamienną, że wiele ostatnich dokumentów Kościoła zwraca uwagę na przeżywanie niedzieli i docenienie znaczenia niedzielnej Eucharystii w życiu człowieka wierzącego.

Dla osoby pracującej za granicą przeszkodąw regularnym uczestnictwie w niedzielnej Mszy św. może być nieznajomość języka, oddalenie od kościołów katolickich, brak wiedzy na temat działalności duszpasterstwa polskojęzycznego. Bardzo cenną wydaje się w tym kontekście inicjatywa wydania modlitewników-informatorów o duszpasterstwie polskojęzycznym w Niemczech, Austrii, Francji, Anglii i Irlandii. Pytanie czy o tej inicjatywie nie trzeba szerzej i energiczniej informować? Źródłem wiedzy w tej dziedzinie może też być internet - czy nie warto uświadamiać to migrującym? (w konfesjonale lub w ramach ogłoszeń).

Niekiedy taką przeszkodą w uczestnictwie w niedzielnej Eucharystii jest praca podejmowana także w niedziele. Zdarza się to zwłaszcza w przypadku prac sezonowych podejmowanych u ludzi niewierzących. W takich wypadkach bywa, że niedziela nie różni się niczym od dnia powszedniego. Chociaż zdarzają się i takie przypadki, gdy pracodawca daje środek transportu i zapewnia uczestnictwo w niedzielnej Mszy św. Powodem zaniedbywania niedzielnej Eucharystii może też być zwykła oziębłość religijna połączona z chwilowym wykorzenieniem ze swojej wspólnoty oraz anonimowością i brakiem mechanizmów kontroli.
Migracje zarobkowe mogą też wpływać na częstość przystępowania do sakramentu pokuty. Zazwyczaj w przypadku migrujących pojawia się trudność związana z późnymi powrotami na święta. Część z migrujących stara się skorzystać ze spowiedzi za granicą. Jednak te możliwości są w jakimś stopniu ograniczone. Wracając do kraju w ostatniej chwili przed świętami mają oni obiektywne trudności, by się wyspowiadać. Są parafie organizujące specjalne spowiedzi dla przyjeżdżających z zagranicy. Zazwyczaj jednak ta spowiedź, zwłaszcza gdy jest oficjalnie ogłoszona, przekształca się w drugą spowiedź parafialną. W kolejkach ustawiają się osoby, które są cały czas w parafii, często młodzież i dzieci. Jak więc takie spowiedzi organizować? Niezaprzeczalnie jednak zapewnienie przyjeżdżającym możliwości spowiedzi jest dzisiaj ważnym wyzwaniem duszpasterskim.

Zderzenie ze specyfiką kościołów lokalnych może rodzić pewne wyzwania w przyszłości. Na przykład w Kościele w Niemczech rzeczą dość charakterystyczną jest to, że przy ogólnie małej liczbie przychodzących na niedzielną Mszę św., prawie wszyscy uczestniczący przystępują do komunii świętej. Niekoniecznie praktykują oni indywidualny sakrament pokuty. Początkowo ten fakt budzi u Polaków zdziwienie. Raczej nie obserwuje się jeszcze przyjmowania tego wzorca u migrujących zarobkowo. Czy jednak nie zmieni się to w przyszłości? W Niemczech jest już zauważalne, że emigracja z Polski z lat 80. w swoim postępowaniu przyjmuje ten sposób przeżywania pokuty.

Migracje zarobkowe powodują też specyficzne sytuacje duszpasterskie związane z sakramentem małżeństwa. Wpierw uwidaczniają się one na etapie przygotowania do sakramentu. Młodzi zgłaszają się do kancelarii, by załatwić formalności i chcą to uczynić jak najszybciej, bo jedno lub oboje wyjeżdżają za granicę do pracy. Problemem staje się druga rozmowa w kancelarii, odbycie spotkań w poradni, uczestnictwo w dniu skupienia, a co dopiero mówić, jeżeli czasem brakuje kursu przedmałżeńskiego.

Inny problem stwarzają nierzadkie przypadki zamieszkiwania młodych razem za granicą. Takie małżeństwo na próbę, dorabianie się i późniejsze zawieranie sakramentu małżeństwa w Polsce. Właściwie takie pary znajdują się poza oddziaływaniem duszpasterstwa polskiego - młodzi mieszkają za granicą, do kraju przyjeżdżają rzadko, często nawet osobno. Na pierwszy rzut oka nie widać tego problemu.

Rodzi się zatem napięcie pomiędzy troską Kościoła, by szczególnie w obecnych czasach, solidnie przygotowywać do sakramentu małżeństwa, a oczekiwaniami i możliwościami młodych, którzy żyją w ogromnym tempie współczesnego świata i przyjmują bezkrytycznie wzory w nim lansowane.

Pewnym zjawiskiem, które trzeba także odnotować to wzrost liczby małżeństw mieszanych pomiędzy wiernymi Kościoła katolickiego i niekatolikami. Ich liczba pod koniec lat 90. osiągnęła w skali diecezji prawie 60 związków w ciągu roku. W ostatnim czasie ta liczba zmalała do kilkunastu na rok . Nie wiadomo, jak zaowocują w tym względzie wzmożone wyjazdy ostatnich lat, zwłaszcza do Anglii.

Wydaje się, że wyjazdy zarobkowe w jakiejś mierze przyczyniły się również do wzmocnienia się mentalności antykoncepcyjnej. Rozprzestrzeniła się ona przez lansowany styl życia i seksualności. Jednak niewątpliwie krótkie, nieregularne pobyty w domu współmałżonków, wzorce obserwowane na zachodzie też odgrywają swoją rolę w promowaniu tej swoistej mody. Osobnym problemem jest to jak wyjazdy zarobkowe przekładają się na zmniejszanie się dzietności, ujemny przyrost naturalny czy powszechnie dzisiaj przyjmowany model rodziny.

Innym poważnym problemem, którego przyczyn można by doszukiwać się także w migracji zarobkowej jest lawinowy wzrost rozwodów. W Polsce w roku 2005 rozwiodło się 67,6 tys. małżeństw. W roku 2006 rozwodów było już 73 tys. W skali całego kraju w roku 2000 na 100 nowozawartych małżeństw rozwiodło się prawie 20 par. Cztery lata później w roku 2004 na 100 nowych małżeństw rozwiodło się już 29 par. W roku 2006 ta proporcja wynosiła 100 do 32. Można szacować, że na terenie diecezji tarnowskiej w roku 2004 rozwiodło się prawie 1300 małżeństw . Oznacza to, iż statystycznie w każdej z parafii w diecezji tarnowskiej w roku 2004 rozwiodło się 3 małżeństwa (w skali kraju na jedną parafię przypadało wtedy 5,6 rozwodów). Z pewnością także w diecezji tarnowskiej w ostatnich dwóch latach, podobnie jak w skali całej Polski, nastąpił znaczny wzrost liczby rozwodzących się.

Już te statystyczne zestawienia pokazują niepokojące narastanie problemu. Pojawiają się więc duszpasterskie wyzwania skierowane w kierunku solidnego przygotowania do małżeństwa, poradnictwa rodzinnego, zapobiegania rozpadowi małżeństw, duszpasterstwa osób samotnie wychowujących dzieci oraz związków niesakramentalnych.

To zasygnalizowanie niektórych problemów mających swe źródło w migracji zarobkowej. Można by z pewnością takich sytuacji i problemów wpływających na duszpasterstwo, stawiających mu nowe wyzwania, wyliczyć o wiele więcej. Jak mówił jeden z profesorów tarnowskiego seminarium "życie jest znacznie bogatsze i lubi zaskakiwać". Jak im wszystkim zaradzić? Odpowiadając najogólniej - przede wszystkim zaufać Pierwszemu Duszpasterzowi - Dobremu Pasterzowi. Pozwalać się Jemu prowadzić! Z pewnością też mieć oczy otwarte, charakteryzować się duszpasterską otwartością. Umieć dzielić się doświadczeniami i nowymi pomysłami, nie strzec ich zazdrośnie. I mieć duszpasterską wyobraźnię, która pomoże odpowiadać adekwatnie na nowe wyzwania naszych czasów. ach 1,1 promila - rozwiodło się około 20 par na 100 nowozawartych małżeństw.

 

Wprowadzenie

            Mottem naszej refleksji chciałbym uczynić słowa Jana Pawła II wypowiedziane - w Żywcu, 22 maja 1995 r.: "Modlę się za polskie rodziny nękane problemem bezrobocia i ubóstwa. Dla wszystkich utrudzonych i zniechęconych proszę o odnowioną nadzieję!"
- oraz w Sosnowcu, 14 czerwca 1999 r. : "Z pracy rąk swoich będziesz pożywał, będziesz szczęśliwy i dobrze ci będzie" (Ps 128,2). Z całego serca proszę Boga, ażeby te słowa psalmu stały się dziś i na zawsze orędziem nadziei dla wszystkich, którzy w Zagłębiu, w Polsce i na całym okręgu ziemi podejmują codzienny trud czynienia ziemi poddaną. Jeszcze usilniej modlę się, aby te słowa zrodziły nadzieję w sercach tych, którzy gorąco pragną pracować, a zostali dotknięci nieszczęściem bezrobocia. Proszę Boga, ażeby rozwój ekonomiczny naszego kraju i innych państw na świecie szedł w tym kierunku, by wszyscy ludzie - jak mówi św. Paweł - "pracując ze spokojem, własny chleb jedli" (2 Tes 3,12).

            Wśród negatywnych zjawisk gnębiących jeszcze młodą III Rzeczpospolitą, dotkliwie dotykających polskie społeczeństwo, a przynajmniej znaczną jego część, według zgodnej opinii polityków, ekonomistów, przedstawicieli nauk empirycznych, a także etyków, na pierwszym miejscu stoi bezrobocie. Mówiąc o tym zjawisku łatwo można popaść w pesymizm: statystyka bezrobocia, już bardzo wysoka wzrasta nam w zastraszającym tempie, czarny scenariusz nakreślany przez ekonomistów staje się rzeczywistością, a kolejne ekipy nami rządzące nie żałują obietnic, a równocześnie wydają się być całkowicie bezradne wobec tej ponurej rzeczywistości. Bezrobocie stało się podstawowym problemem współczesnej Polski, przybierając rozmiary klęski społecznej.

            Przeżyłem niedawno swoisty szok, gdy jeden ze studentów po zakończonych wykładach na temat bezrobocia powiedział mi, że nie miał jeszcze tak "ponurych" wykładów w ciągu swoich studiów. Pomijam już fakt, że bardzo rzadko był obecny na zajęciach. Chodzi mi o to, że ja przecież nie miałem zamiaru straszyć mojej młodzieży. Starałem się tylko wiernie ukazać aktualną sytuację bezrobocia w Polsce, wskazując na próby przeciwdziałania temu zjawisku. To nie jest optymistyczny, tryskający nadzieją temat do wspólnej refleksji. Sama już analiza danych statystycznych daje ponury obraz dzisiejszej rzeczywistości polskiej, a przecież za liczbami statystycznymi kryje się określony dramat ludzki, nie tylko samych bezrobotnych, lecz także ich rodzin. O bezrobociu nie wolno tak dyskutować jak o składzie gleby na księżycu. Jeśli bowiem przekroczyliśmy liczbę 3 milionów bezrobotnych, zarejestrowanych w Urzędach Pracy, to dołączając do tego tzw. bezrobocie ukryte, a przede wszystkim biorąc pod uwagę fakt, że większość z tych osób żyje w rodzinie, możemy powiedzieć, że około 10 milionów Polaków jest bezpośrednio dotkniętych dramatem bezrobocia.

Zjawisko bezrobocia w Polsce – stan obecny 

Sytuacja ogólnopolska

            Od strony prawnej kwestie związane z zatrudnieniem i bezrobociem reguluje w Polsce ustawa z 14 grudnia 1994 r. o zatrudnieniu i przeciwdziałaniu bezrobociu, wielokrotnie modyfikowana.
Aktualny stan i rozmiary rejestrowanego zjawiska bezrobocia w Polsce ukazuje nam analiza comiesięcznej informacji Głównego Urzędu Statystycznego, oparta na danych Krajowego Urzędu Pracy. Dwie uwagi na marginesie. Pierwsza, to niepokojąca informacja o zamiarze rządu likwidacji Krajowego Urzędu Pracy. Nie wiem, jakie oszczędności miałoby to dać w budżecie państwa, ale moim zdaniem byłaby to decyzja brzemienna w negatywne skutki. Jeśli bezrobocie jest obecnie najbardziej dotkliwym problemem społecznym, to likwidacja instytucji zajmującej się ex professo monitoringiem tego zjawiska oraz wszelkimi formami pomocy dla bezrobotnych wydaje się absurdalnym pociągnięciem politycznym. Nie chciałbym być złośliwym twierdząc, że dane KUP denerwują wielu rządzących polityków, niweczą ich autosatysfakcję i uznanie opinii publicznej. Ciągle rosnące liczby dotyczące bezrobocia powinny stanowić swoisty wyrzut sumienia dla polityków, zwłaszcza dla rządzących naszym krajem. W krajach Unii Europejskiej agenda zajmująca się bezrobotnymi ma charakter apolityczny i szczególną rangę państwową. Wymownym przykładem może być Agence Nationale pour l'Emploi (ANPE) we Francji, której działalności miałem okazję się przypatrzyć.
Druga uwaga: Posiadane przez nas oficjalne dane na temat bezrobocia dotyczą jedynie tzw. "bezrobocia rejestrowanego" w Urzędach Pracy. Obok tego istnieje strefa "bezrobocia ukrytego", ale nikt nie jest w stanie określić jej rozmiarów.

            Według danych ogłoszonych przez GUS za miesiąc listopad 2001 r. liczba bezrobotnych zarejestrowanych w Urzędach Pracy w końcu tego miesiąca wynosiła 3022,4 tys. osób. Daje to bardzo wysoką stopę bezrobocia - 16,8%. Według danych na koniec roku 2001 stopa bezrobocia wzrosła do 17,4%. To bardzo szybki wzrost w ciągu zaledwie jednego miesiąca. Dla porównania, w 1999 r.  stopa bezrobocia wynosiła : w Austrii 4,2%, w Portugalii 4,7%, we Francji 11,0%, w Niemczech 11,3 .

            Najwyższą stopę bezrobocia odnotowano w województwach: warmińsko-mazurskim (28,1%), lubuskim (23,5%), zachodniopomorskim (23,3%) oraz kujawsko-pomorskim (20,9%). Stosunkowo niską stopą bezrobocia charakteryzowały się województwa: mazowieckie (12,6%), małopolskie (13,6% - obecnie 14,0%), podlaskie (po 14,6%) oraz wielkopolskie (14,7%). Cechą znamienną jest fakt, że ponad 42% ogółu bezrobotnych zamieszkuje na wsi. W miesiącu listopadzie 2001 zaledwie 5 tys. bezrobotnych skorzystało ze szkolenia w wyniku pomocy Urzędów Pracy. Szczególnie niepokoi fakt, że wśród bezrobotnych zarejestrowanych w Urzędach Pracy aż 80,3% pozostawało bez prawa do zasiłku, to znaczy że nawet nie co piąty bezrobotny otrzymuje taki zasiłek. Przy rządzie deklarującym troskę o najuboższych nikt jakoś nie stawia oficjalnie pytania, z czego mają żyć bezrobotni, którzy nie mają zasiłku - oni oraz ich rodziny. Pojawiła się natomiast propozycja, by zmniejszyć wysokość - i tak już "głodowego" - zasiłku dla bezrobotnych, rzekomo celem zwiększenia ich motywacji w poszukiwaniu pracy. Ta argumentacja jest tym bardziej paradoksalna, że w końcu listopada br. Urzędy Pracy dysponowały ofertami pracy dla 7,1 tys. osób, to znaczy, że  na jedno miejsce pracy oferowane w Urzędach Pracy przypada średnio 426 bezrobotnych.
Bezrobocie dotyka zwłaszcza młode pokolenie Polaków. Obecnie osoby w wieku  18-24 lata stanowią 30% ogółu bezrobotnych. Czynnikiem różnicującym tę grupę jest stopień wykształcenia - im wyższe wykształcenie, tym mniejsze ryzyko bezrobocia.
Perspektywa wyżu demograficznego w najbliższych latach, zamiast satysfakcji społeczeństwa uzyskującego mocny fundament, wywołuje lęk przed dalszym wzrostem bezrobocia.
Ciągle wzrasta liczba osób dotkniętych bezrobociem długookresowym i chronicznym. Wśród zarejestrowanych bezrobotnych w końcu września 2001 r.  aż 48,3% oczekiwało na pracę powyżej jednego roku. W końcu listopada 2,9 tys. zakładów pracy zadeklarowało zwolnienie w najbliższym czasie około 104,3 tys. pracowników.

2. Niektóre dane z terenu diecezji tarnowskiej

            Diecezja tarnowska znajduje się na terenie dwóch województw, które znacznie różnią się pod względem poziomu bezrobocia: małopolskie i podkarpackie. Opierając się na analizie porównawczej stanu bezrobocia w końcu września 2001 , można powiedzieć, że województwo małopolskie ma proporcjonalnie najniższe bezrobocie w Polsce (po mazowieckim). Stopa bezrobocia w końcu września wynosiła 13,2% (według najnowszych danych jest już 14,0%, przy stopie ogólnopolskiej - 17,4%). Trzeba jednak pamiętać, że w tym województwie bezrobocie jest bardzo zróżnicowane: od zaledwie 7,8% dla miasta Krakowa do alarmującego poziomu 20,6% w powiecie nowosądeckim. Dla porównania w analogicznym okresie stopa bezrobocia wynosiła w Tarnowie 11,9%, w powiecie tarnowskim 15,7%, w Nowym Sączu 15,0%, w powiecie nowosądeckim, jak wspomniałem 20,6% (najwyższa stopa bezrobocia w całym województwie małopolskim).

            Znacznie gorzej wygląda sytuacja w województwie podkarpackim. Tu stopa bezrobocia w końcu września 2001 wynosiła dla całości województwa 16,4%; przy czym najgorzej było w powiatach brzozowskim 21,5% i niżańskim 21,3%, a najlepiej na terenie miasta Rzeszowa: 9,2%. Powiat mielecki według cytowanej statystyki GUS miał 14,8%, a dębicki 16,3%.

            To tylko garść "suchych faktów", opartych na oficjalnych danych. Za nim tak często kryje się dramat ludzki, nie tylko samych bezrobotnych, lecz także ich rodzin.

II. Badania nad bezrobociem i jego skutkami w odniesieniu do rodziny

            Nie sposób wymienić licznych badań naukowych nad zjawiskiem bezrobocia w Polsce. Problematyką tą zajmuje się przede wszystkim Instytut Pracy i Spraw Socjalnych w Warszawie, zwłaszcza jego dwaj profesorowie Mieczysław Kabaj i Marek Bednarski.  M. Kabaj odgrywał wiodącą rolę w redagowaniu ekspertyz na zlecenie rządu, zwłaszcza w kwestii przeciwdziałania bezrobociu i jego skutkom . Współredagował raport w sprawie konsekwencji przystąpienia Polski do Unii Europejskiej na rynku pracy. Warto wspomnieć o jego badaniach razem z ks. prof. Leonem Dyczewskim nad bezrobociem długookresowym. Cenne są także badania ks. prof. Janusza Mariańskiego nad etosem pracy wśród bezrobotnych. Ich wyniki zdecydowanie zaprzeczają obiegowym,  krzywdzącym opiniom, nadal rozpowszechnianym przez niektórych polityków i przez media,  która bezrobotnym przypisuje tzw. "kulturę lenistwa".

            Mamy już do dyspozycji publikacje omawiające badania nad bezrobociem i sytuacją bezrobotnych. W roku 1999 Krajowy Urząd Pracy wydał publikację naukową Krystyny  Mlonek, zatytułowaną: "Bezrobocie w Polsce w XX wieku w świetle badań". Autorka dokonała syntezy dorobku naukowego w odniesieniu do zjawiska bezrobocia. Szczególną wartość ma rozdział IV: „Bezrobocie w III Rzeczypospolitej Polskiej. Ukazuje on w sposób precyzyjny zjawisko bezrobocia w naszym kraju w dobie obecnej, jego przyczyny, cechy, skutki oraz sposoby przeciwdziałania bezrobociu i łagodzenia jego skutków.
Wpływ bezrobocia na życie rodzinne badano już na początku lat dziewięćdziesiątych. Z inicjatywy Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych w 1991 roku przeprowadzono ankiety wśród osób, które miały na utrzymaniu przynajmniej troje dzieci - a więc rodziny wielodzietne. Terem badań były te województwa w ówczesnym podziale administracyjnym kraju, gdzie natężenie bezrobocia było największe. Wyniki tych badań były zatrważające . Utrata pracy prowadziła często do utraty mieszkania zakładowego. Prawie połowa ankietowanych (46%) twierdziła, że żyje w biedzie, większość czuła się zagrożona w swej egzystencji zwłaszcza w zakresie wyżywienia i ubrania dzieci. "Dokonany pomiar ubóstwa wykazał, że w 90% rodzin wielodzietnych dochód na jedną osobę był niższy od minimum socjalnego wynoszącego w badanym okresie 735 tys. zł miesięcznie [po denominacji byłaby to kwota 73,50 zł], a w tym połowa rodzin nie osiągała nawet połowy tej kwoty" . Wśród respondentów, aż 60% upatrywało w bezrobociu główną przyczynę pogorszenia atmosfery życia rodzinnego, konfliktów w rodzinie. Wymieniano takie zjawiska, jak załamanie, przerażenie i rozpacz, poczucie beznadziejności, oburzenie i nienawiść. Biorąc pod uwagę aktualny stan bezrobocia, można przypuszczać, że wyniki podobnych badań w chwili obecnej byłyby jeszcze gorsze niż 10 lat temu. Chyba, że ktoś chciałby się pocieszać faktem gwałtownego spadku ilości rodzin wielodzietnych w Polsce.

III. Dziedziny życia rodzinnego dotknięte bezrobociem

            Jeśli przyjąć, że zjawisko bezrobocia wstrząsnęło polskim społeczeństwem w ostatniej dekadzie kończącego się tysiąclecia, to nie ma żadnej wątpliwości, że ten wstrząs odbił się najbardziej na rodzinie, jej rozwoju, funkcjach, które spełnia, na osobach, które ją tworzą i na ich wzajemnych relacjach. Brak pracy zarobkowej może utrudnić, czy wręcz uniemożliwić rodzinie nie tylko wypełnienie jej zadań i obowiązków lecz także realizację podstawowego powołania, które jej powierzył Stwórca.

1. Znaczenie pracy w życiu rodziny

            Gruntowne zmiany po roku 1989 przywróciły przede wszystkim wolność i demokrację naszemu społeczeństwu. Szybko zrodziły się aspiracje do wyższego poziomu życia, pewnego dobrobytu i awansu społecznego. Jakkolwiek byłyby uzasadnione te aspiracje, to jednak w sytuacji zapaści, z jakiej wychodził kraj, nie było szans na ich zrealizowanie dla większości społeczeństwa. Między innymi pojawienie się i szybki rozwój bezrobocia rozwiał szereg nadziei i aspiracji. Miejsce początkowej euforii zajęło poczucie bezsilności i frustracji. To załamanie prowadziło niekiedy do agresji i wzrostu przestępczości.

            Rodzina jest jak czuły sejsmograf, który rejestruje najmniejszy nawet wstrząs. Gorzej, wstrząsy społeczne odbijają się przede wszystkim na rodzinie. Wiele badań wykazało, że bezrobocie, zwłaszcza długotrwałe, w poważnym stopniu zakłóca funkcjonowanie życia małżeńskiego i rodzinnego, a nawet może prowadzić do rozbicia małżeństwa i rodziny. Trzeba jednak być ostrożnym: badania psychologiczne i socjologiczne opierają się na hipotezach, a wniosków z nich płynących nie wolno uogólniać.

            By zrozumieć dramat bezrobocia, trzeba najpierw uświadomić sobie znaczenie pracy dla jednostki, rodziny i społeczeństwa. Jan Paweł II w encyklice Laborem exercens przypomina ścisły związek między pracą i rodziną:

            Praca stanowi podstawę kształtowania życia rodzinnego, które jest naturalnym prawem i powołaniem człowieka. Te dwa kręgi wartości - jeden związany z pracą, drugi wynikający z rodzinnego charakteru życia ludzkiego - muszą łączyć się z sobą prawidłowo i prawidłowo wzajemnie przenikać. Praca jest poniekąd warunkiem zakładania rodziny, rodzina bowiem domaga się środków utrzymania, które w drodze zwyczajnej nabywa człowiek przez pracę (LE 10).

            Praca zawodowa determinuje układ dnia, styl życia, relacje społeczne. Jej utrata może zmienić radykalnie światopogląd, opinie, system wartości, zamierzenia i aspiracje członków rodziny. Bezrobotny ma zupełnie odmienne spojrzenie na siebie, swoich bliskich i na świat, który go otacza. Długotrwałe bezrobocie zakłóca życie rodzinne, prowokuje rozruchy społeczne i może prowadzić do zaburzeń psychicznych u bezrobotnego. Osoby, które nagle utraciły pracę i pozostają w tej sytuacji przez wiele lat, często nie są w stanie odnaleźć równowagi życiowej, rozwiązać piętrzących się problemów, stawić czoła napotkanym trudnościom. Osoby te dręczy kompleks niższości, poczucie lęku, winy, wstydu, doznanej niesprawiedliwości. Usiłując wyjść z tego stanu, wpadają w niechęć, a nawet nienawiść do wszystkiego i do wszystkich, nie wyłączając członków własnej rodziny. Kompleks niższości oraz doznane upokorzenia rodzą potrzebę ukazania swej siły i swych możliwości w skrajny sposób i w skrajnych postaciach. Może to prowadzić do postaw agresywnych i różnych form przestępczości.

2. Spadek stopy życiowej

            Utrata pracy zarobkowej, zwłaszcza w przypadku jedynego żywiciela rodziny, powoduje gwałtowne pogorszenie sytuacji materialnej wszystkich jej członków. To pierwszy skutek bezrobocia. W niektórych wypadkach rodzina może znaleźć się w skrajnym ubóstwie. To ryzyko zagraża przede wszystkim rodzinom wielodzietnym. Pomoc społeczna ma charakter symboliczny. Jej skuteczność paraliżują: brak właściwego rozeznania rzeczywistych potrzeb, brak kompetentnych osób, brak koniecznych środków, biurokracja. Paradoksalnie w okresie panowania komunizmu różnice między poszczególnymi warstwami społecznymi - z wyjątkiem prominentów - nie rzucały się w oczy: większość polskiego społeczeństwa otrzymywała zbliżoną pensję, ubierała się w podobny sposób, mieszkała w identycznych blokach mieszkaniowych, jeździła zatłoczonymi autobusami do oddalonego miejsca pracy. Przejście od gospodarki sterowanej do skrajnego liberalizmu, wymykającego się spod koniecznej kontroli państwa, ułatwił niektórym jednostkom gwałtowne wzbogacenie się kosztem zubożenia wielu. Niektórzy nie wiedzą, co robić z nagromadzonymi zasobami materialnymi, inni, znacznie liczniejsi, nie są już w stanie zaspokoić podstawowych potrzeb życiowych. Tę drugą grupę tworzą przede wszystkim bezrobotni. Mam na myśli nie tych, którzy nie mają ochoty pracować, lecz tych, którzy bezskutecznie szukają utraconej pracy.

3. Wzrost przestępczości

            Doświadczenie epoki przejściowej w Polsce wykazuje, że bezrobocie ma realny wpływ na wzrost przestępczości. W szerszym zakresie chodzi tu o rozwój pewnych zjawisk patologicznych w rodzinie i społeczeństwie, zwłaszcza o przestępstwa gospodarcze, napady, kradzieże, rozboje. Badania empiryczne , przeprowadzone w Polsce południowo-wschodniej potwierdziły hipotezę, że ilość bezrobotnych w grupie osób, które dopuściły się jakiegoś przestępstwa, wzrasta nieustannie. Szczególnie niepokojącym zjawiskiem, związanym także z bezrobociem, jest wzrost przemocy w rodzinie. W cytowanych badaniach wypadki przemocy w rodzinie wśród bezrobotnych wzrosły z 2,6 % do 15,9 %  w okresie jednego roku 1992 - 1993 . Ofiarami tej przemocy stają się zwłaszcza kobiety i dzieci.

            „Analiza statystyk policyjnych wykazuje korelację między stopą bezrobocia a wzrostem przestępczości” , szczególnie w młodym pokoleniu. Psychologowie i socjologowie podkreślają, że jak najszybsze zahamowanie wzrostu bezrobocia jest konieczne dla przeciwdziałania wzrostowi patologii społecznej, zwłaszcza alkoholizmu, narkomanii, prostytucji, przestępczości.

4. Pogorszenie zdrowia fizycznego i psychicznego

            Sytuacja przymusowego bezrobocia, przedłużającego się mimo wysiłków ze strony osób nim dotkniętych, może mieć negatywny wpływ na stan zdrowia zarówno bezrobotnego jak i członków jego rodziny. Chroniczny brak pieniędzy zmusza do ograniczenia ilości i jakości spożywanych posiłków. Jedzenie staje się mniej urozmaicone, ubogie w witaminy, niezbędne zwłaszcza dla młodego organizmu.

            Od strony psychicznej, bezrobocie długotrwałe może prowadzić do stanów lękowych, depresji, psychozy, kompleksu niższości . Badania empiryczne wskazały na związek, jaki istnieje między bezrobociem i skłonnością do samobójstwa . W 1997 roku zanotowano 1267 wypadków samobójstwa wśród bezrobotnych . Bezrobotny szuka gorączkowo potwierdzenia swej wartości i swego znaczenia w swoim otoczeniu, zaczynając od żony i dzieci. Jest bardzo wrażliwy na sposób, w jaki jest oceniany w swoim środowisku. Łatwo ulega wpływom kogoś, kto umie wykorzystać jego trudną sytuację.

            Coraz częściej wskazuje się na bezrobocie jako jedną z przyczyn ogólnego pogorszenia stanu zdrowia Polaków i przedwczesnej śmiertelności (przed 65 rokiem życia). Średnia długość życia mieszkańców Polski wprawdzie wzrasta od kilku pokoleń, ale jest niska w porównaniu z innymi krajami. Dla mężczyzn wynosi ona 68,1 lat, a dla kobiet 76,6 lat, co nas umieszcza na dalekim, 26 miejscu w Europie (w wypadku kobiet na 23 miejscu) .
Zjawisko bezrobocia w szczególny sposób dotyka inwalidów i niepełnosprawnych. Pogarsza i tak trudną sytuację materialną i psychiczną. Z badań B. Kołaczek wynika, że prawie 50 % niepełnosprawnych w Polsce, w wieku 18 - 24 lata, pozostaje bez pracy, a 77 % żyje poniżej minimum socjalnego .

5. Wpływ bezrobocia rodziców na dzieci

            Praca zawodowa rodziców, zwłaszcza ojca rodziny, stanowi ważny czynnik dla kształtowania postaw ich dzieci, ma wpływ na sposób, w jaki dzieci postrzegają siebie, swoją przyszłość, swoje związki ze światem zewnętrznym. Dlatego bezrobocie powoduje zaburzenia u dzieci na wymienionych płaszczyznach. Przede wszystkim, bezrobocie pogarsza sytuację materialną rodziny, a więc także dzieci. Zjawisko to staje się dokuczliwe ze względu na wyolbrzymione w sposób sztuczny potrzeby, jakie niesie ze sobą dominujący, konsumpcyjny model życia i społeczeństwa. Wszystko skłania do tego, aby mieć natychmiast i coraz więcej. Przykładem może być negatywny wpływ reklam w mediach, które rozbudzają sztucznie potrzeby.

            Według Głównego Urzędu Statystycznego negatywne skutki bezrobocia odczuwa 8 milionów Polaków, zwłaszcza dzieci i młodzież . Kompleks niższości w znacznym stopniu cechuje dzieci pochodzące z rodzin dotkniętych bezrobociem. Często brak im podręczników, zeszytów i innych materiałów szkolnych. Nie mają za co wyjechać na wakacje. Ta sytuacja wywołuje w nich bunt i prowadzi do izolacji od kolegów i koleżanek. Nawet nauczyciele, nie znający skrzętnie ukrywanej przyczyny, mogą mieć nieraz nieuzasadnione pretensje do dziecka.
Inna kwestia to studia. Wobec faktu, że studia w Polsce stają się coraz droższe, a stypendia, które pokrywałyby niezbędne wydatki na mieszkanie i życie trudno uzyskać, młodzież z rodzin dotkniętych bezrobociem ma znikomą szansę na zdobycie wyższego wykształcenia czy choćby solidnej formacji zawodowej. Ich sytuacja przypomina błędne koło: pochodząc z ubogich środowisk, powiększają liczbę bezrobotnych. Dla wielu z nich pierwszy zawód to „bezrobotny”.

            Bezrobocie, zwłaszcza ojca rodziny, może osłabić autorytet rodzicielski, absolutnie konieczny dla pełnego i właściwego wychowania dzieci. Ojciec, który dłuższy czas pozostaje bez pracy zarobkowej, bywa ostro - dodajmy: najczęściej niesprawiedliwie - oceniany przez dorastające pokolenie. Własne dzieci traktują go często jako niedorajdę życiowego, który nie potrafi dostosować się do zmienionej sytuacji gospodarczej i społecznej. Sam fakt utraty pracy zawodowej, a przez to funkcji żywiciela rodziny, może całkowicie zachwiać rolę ojcowską. Jest to groźna konsekwencja uformowanego przez lata - zwłaszcza w systemie komunistycznym - stereotypu: dobry ojciec to ten, kto nie upija się i przynosi dużo pieniędzy do domu. Sprowadzenie ojcostwa do jedynej funkcji żywiciela rodziny powoduje, że mężczyzna bezrobotny gubi sens swojego ojcostwa. Skutki takiej koncepcji stają się dramatyczne dla samego mężczyzny, dla jego rodziny, dla dzieci i ich wychowania. Najgorzej, jeśli kobieta - żona podziela tę opinię, a nawet wypowiada ją wobec dzieci. Może to prowadzić do odrzucenia przez dzieci całego systemu wartości reprezentowanego przez ojca.

            Wpływ długotrwałego bezrobocia ojca na dzieci zależy od ich wieku i płci. Najsilniejszy jest w odniesieniu do małego chłopca, który odznacza się naturalną tendencją do identyfikacji z ojcem. Jak tymczasem identyfikować się z ojcem, który w oczach otoczenia, zwłaszcza najbliższego, uchodzi za niedorajdę, ponieważ jest bezrobotnym? Dziewczęta są wrażliwe na to zjawisko przede wszystkim w okresie dojrzewania. Bezrobocie ojca potęguje w nich wszelkie stresy, szczególnie poczucie lęku i zagrożenia.

            Wobec powstałej sytuacji, niezastąpioną rolę ma kobieta - żona - matka. Jeśli kocha swego męża, ojca swoich dzieci, jeśli zależy jej nie tylko na przetrwaniu, ale na szczęściu rodziny, musi podtrzymać i umocnić autorytet ojca, ukazując, że jego rola nie ogranicza się do przynoszenia pieniędzy do domu. Tylko ona potrafi w pełni ukazać wartość mężczyzny jako męża i ojca oraz jego niezastąpioną rolę w rodzinie.

IV. Z pomocą rodzinie – kilka sugestii

            Powyższa, z konieczności pobieżna, analiza zjawiska bezrobocia i niektórych jego skutków w życiu rodzinnym, koncentrowała się na aspektach negatywnych. Można byłoby mieć wrażenie, że bezrobocie jest zjawiskiem powszechnym, nieuniknionym i jesteśmy wobec niego bezsilni. Tymczasem zjawisko bezrobocia powinno zmobilizować wszystkie instytucje: całe społeczeństwo, państwo, Kościół, organizacje socjalne, charytatywne, a przede wszystkim samą rodzinę do przeciwdziałania temu zjawisku, a zwłaszcza do usunięcia czy zmniejszenia jego negatywnych skutków. Szerzej o tym wspomnimy z referacie na temat duszpasterstwa bezrobotnych.
Trzeba zacząć od radykalnej zmiany wspomnianej wyżej mentalności, według której wartość mężczyzny, męża i ojca mierzy się wyłącznie jego pozycją zawodową i ilością pieniędzy, które przynosi do domu. Z antropologicznego punktu widzenia, powołanie mężczyzny w obrębie rodziny zawiera wiele istotnych zadań. W precyzyjny sposób Jan Paweł II, w adhoratacji Familiaris consortio (nr 25), sprowadza je do czterech fundamentalnych zadań:

  1. wielkoduszna odpowiedzialność za życie poczęte pod sercem matki,
  2. troskliwe pełnienie obowiązku wychowania dzieci dzielonego ze współmałżonką,
  3. praca, która nie rozbija rodziny, lecz umacnia ją w spójności i trwałości,
  4. dawanie świadectwa dojrzałego życia chrześcijańskiego.

Tak więc zabezpieczenie bytu materialnego rodziny należy do podstawowych obowiązków mężczyzny - męża - ojca, ale nie jest to ani jedyny, ani najważniejszy obowiązek.

Skuteczna pomoc, realizowana w odniesieniu do rodzin dotkniętych bezrobociem, zwłaszcza tam, gdzie ojciec był jedynym żywicielem rodziny, wymaga zaangażowania trzech głównych instytucji: samej rodziny, państwa i Kościoła.

1. Rodzina

            Przede wszystkim sam mężczyzna, który traci pracę zarobkową, staje się bezrobotnym, nie powinien traktować tego wydarzenia jako tragedii, która pozbawia sensu jego życie. Nie ma prawa kapitulować, popadać w rozpacz, czy apatię. Z jednej strony powinien dołożyć wszelkich starań w poszukiwaniu nowej pracy, choćby dorywczej, tymczasowej. Z drugiej strony, sytuacja, w jakiej się znalazł niezależnie od siebie, daje mu szansę, aby w sposób wolny i mądry wykorzystać posiadany czas. Tę powiększoną przestrzeń wolnego czasu powinien przede wszystkim poświęcić dla żony i dla dzieci, dla ich wychowania. Nie przyniesie mu ujmy fakt większego zaangażowania w różnorodne obowiązki domowe, zwłaszcza w wypadku, gdy żona pracuje zawodowo poza domem.
Postawa kobiety - żony może najskuteczniej pomóc mężczyźnie, który przeżywa dramat bezrobocia. W większym stopniu powinna okazać swojemu mężowi cierpliwość, zrozumienie, życzliwość. Powinna przekonać go, że najtrwalszym fundamentem ich związku pozostaje wzajemna miłość. Tylko ona może go uwolnić od absurdalnego lęku: „ponieważ straciłem pracę, żona przestanie mnie kochać”.

            Dzieci mogą i powinny otoczyć ojca, który utracił pracę, swoją czułością, okazać mu szacunek i miłość. Warto wykorzystać jego zwiększoną obecność w domu na serdeczny i szczery dialog, o który tak trudno we współczesnym, zagonionym i zagubionym świecie. Zdając sobie sprawę z radykalnego pogorszenia materialnej sytuacji rodziny, dzieci powinny nauczyć się kontrolowania swoich potrzeb, wyrzeczenia i ofiary. To najlepsza szkoła do późniejszego dorosłego i  odpowiedzialnego życia.

            U schyłku XX wieku coraz większą wagę przywiązuje się do znaczenia czasu wolnego i rozrywek w życiu człowieka. Trzeba także ten element wziąć pod uwagę w obliczu bezrobocia. Paradoksalnie mężczyzna , który utracił pracę zawodową, niejako automatycznie zyskuje na czasie wolnym. To jest realna szansa, by ten zwiększony czas wolny w większym stopniu wykorzystać na kontakt z żoną i dziećmi, na konieczne prace w domu, na ulubione hobby, lekturę, dokształcenie, wszelkie te zajęcia, które spełnia się z przyjemnością, a na które nie pozwalał wyczerpujący rytm pracy zawodowej. Zamiast podjęcia tych aktywności, bezrobotny często wpada w bierność, apatię, niechęć do wszystkiego i do wszystkich. Skuteczną pomoc, by wyjść z tego stanu, mogą okazać najbliżsi, sugerując pewne zajęcia i wciągając do nich.
Pewnym truizmem byłoby przypomnienie, że w trudnej sytuacji życiowej, jaką stwarza bezrobocie, dla człowieka wierzącego i dla jego rodziny cenną wartością i pomocą powinien stać się wzmożony kontakt z Bogiem.

2. Państwo

            Zadania państwa wobec zjawiska bezrobocia są liczne i różnorodne. Ich skalę i priorytet wyznaczają nie tylko pilne potrzeby aktualne, lecz także odpowiedzialność za dalsze lata. Wymieńmy tytułem przykładu niektóre z tych zadań, szczególnie z myślą o rodzinie polskiej, która jest podstawą istnienia i rozwoju narodu.

    1. konieczność skutecznej, stabilnej i długofalowej polityki rodzinnej,
    2. właściwe rozumienie i realizacja tzw. gospodarki rynkowej, która będzie zdolna do tworzenia nowych miejsc pracy.
    3. potrzeba jednolitego organizmu rządowego, który byłby zdolny do programowania, koordynacji i realizacji wszelkich działań w odniesieniu do bezrobocia, (także z uwzględnieniem opinii bezrobotnych). W jakiejś mierze spełnia tę rolę Krajowy Urząd Pracy, ale SLD zapowiedziało jego rychłe zniesienie.
    4. wysiłek w kierunku zapewnienia koniecznego funduszu i skuteczności działania różnych form pomocy społecznej (m.in. kwestia tzw. minimum socjalnego),
    5. większa odpowiedzialność i możliwości władz lokalnych w zwalczaniu bezrobocia i jego skutków,
    6. gruntowna rewizja kwestii tzw. zasiłków dla bezrobotnych (sprawiedliwy sposób przyznawania, odpowiednia wysokość).


3. Zadania Kościoła

            W epoce ekumenizmu warto byłoby połączyć wysiłki Kościołów chrześcijańskich w walce z bezrobociem, na płaszczyźnie konkretnej pomocy niesionej bezrobotnym. W Europie Zachodniej, zwłaszcza w Niemczech i we Francji, współpraca Kościoła katolickiego i protestanckiego w refleksji nad zjawiskiem bezrobocia i w działaniu na rzecz bezrobotnych już przynosi cenne owoce.

            Kościół katolicki, świadomy faktu, że małżeństwo i rodzina stanowią jedno z najcenniejszych dóbr ludzkości (por. FC 1), nieustannie przypomina rządzącym, że te instytucje winny być otoczone szczególną opieką państwa. Chodzi zwłaszcza o konsekwentną politykę rodzinną, dostosowaną do potrzeb i wymagań obecnych czasów. W tym duchu Stolica Apostolska, 22 października 1983 roku, zaproponowała wszystkim ludziom dobrej woli, instytucjom i rządom Kartę Praw Rodziny. Artykuł 9 tej Karty podkreśla wyraźnie:
a) Rodziny mają prawo do takich warunków ekonomicznych, które zapewnią im poziom życia odpowiadający ich godności i pełnemu rozwojowi.

b) Rodziny mają prawo do takich decyzji na płaszczyźnie społecznej, które uwzględniają ich potrzeby, zwłaszcza w wypadku bezrobocia.

            Głos Kościoła w sprawie bezrobocia nie oznacza mieszania się w sprawy należące do kompetencji władz państwowych, lecz potrzebę i chęć służenia społeczeństwu. Podkreśla to wyraźnie cenny dokument dotyczący bezrobocia, wydany przez Episkopat Polski. Jeśli Kościół bacznie obserwuje poczynania rządu, niekiedy je krytykuje, to nie ulega wątpliwości, że sam powinien dać przykład zaangażowania w problemy bezrobocia i konkretnej pomocy osobom i rodzinom dotkniętym bezrobociem. Chrześcijanie w imię swojej wiary są zobowiązani do niesienia pomocy tym, którzy znajdują się w trudnej sytuacji, a więc także bezrobotnym. Przypomnijmy wstępną refleksję: Kościół ma obowiązek odczytywania znaków czasu i ich interpretowania w świetle Ewangelii (por. KDK 4). Bezrobocie jest niewątpliwie bolesnym znakiem czasu naszej epoki.

            W obliczu zjawiska bezrobocia, które najbardziej dotyka rodziny, trzeba uwrażliwić struktury duszpasterstwa rodzin w Polsce na ten problem i uruchomić, czy też rozwinąć konkretne formy pomocy. Chodzi zarówno o pomoc materialną jak i moralną.
Jednostką kościelną, najbardziej przystosowaną do wykrycia rzeczywistych potrzeb i niesienia skutecznej pomocy, także wobec zjawiska bezrobocia, jest niewątpliwie parafia. Obok tradycyjnej i zawsze potrzebnej pomocy charytatywnej, księża wraz z laikatem aktywnym na terenie parafii mogą stworzyć lub rozwinąć szereg cennych inicjatyw, do których powrócimy w drugim referacie, poświęconym duszpasterstwu bezrobotnych.
W tym miejscu warto zacytować konkretną inicjatywę zaproponowaną przez abpa Józefa Życińskiego. W liście pasterskim z dnia 3 stycznia 2002 r., zatytułowanym: „Przywrócić nadzieję” ks. Arcybiskup postuluje stworzenie „Dzieła Pomocy Rodzinom Bezrobotnych”, gdzie za pośrednictwem parafii jedne rodziny będą pomagać drugim. Chodzi o zmobilizowanie wrażliwości i solidarności społecznej, podobnej, jaka doszła do głosu w czasie stanu wojennego, gdzie wiele rodzin internowanych czy prześladowanych uzyskało konkretną pomoc, czy też w okresie powodzi. W tym Dziele Pomocy Rodzinom Bezrobotnych chodzi nie tylko o pomoc finansową, lecz także konkretną pomoc na przykład dla dzieci (odzież, obuwie, podręczniki szkolne), czy też pomoc prawną. Z inicjatywą powinni wyjść księża. Z jednej strony powinni stworzyć listę rodzin chętnych do udzielenia pomocy, z drugiej wnikliwą listę rodzin bezrobotnych, które pilnie potrzebują różnorodnej pomocy. Ta pomoc mogłaby także wyjść poza ramy parafii: z bogatszych regionów w stronę tych, które w większym stopniu zostały dotknięte bezrobociem.

Zakończenie

            Ojciec Święty Jan Paweł II, nazwany „papieżem rodziny”, zwraca uwagę na problem bezrobocia także w dokumentach poświęconych rodzinie.

            W Liście do Rodzin, ogłoszonym 2 lutego 1994 roku, z okazji Międzynarodowego Roku Rodziny, Papież podkreśla, że bezrobocie stanowi w naszych czasach jedno z najpoważniejszych zagrożeń dla życia rodzinnego i dlatego niepokoi współczesne społeczeństwa (por. LDR 17). Logika rozumowania jest jasna: jeśli rodzina stanowi podstawową komórkę społeczeństwa, nieodzowną dla jego istnienia, bezrobocie natomiast godzi przede wszystkim w tę newralgiczną komórkę, to znaczy, że bezrobocie godzi w samą egzystencję społeczeństwa i dlatego trzeba zrobić wszystko, by przeciwstawić się temu niebezpiecznemu zjawisku. Bezrobocie, zdaniem Papieża, stanowi wyzwanie dla polityki państwa i ważny przedmiot dla refleksji katolickiej nauki społecznej. Rozmiary zjawiska, jego negatywne skutki powodują, że trzeba jak najszybciej szukać odpowiednich środków zaradczych. Jan Paweł II apeluje do kompetentnych osób i instytucji o podejmowanie odważnych decyzji w tej dziedzinie (por. LDR 17). Troska o ludzi, zwłaszcza rodziny dotknięte bezrobociem, nie może ograniczać się jedynie do własnego kraju. Istnieje moralny obowiązek, by objąć nią także rodziny żyjące w stanie skrajnej nędzy, ze względu na brak pracy zarobkowej, w różnych zakątkach świata.

            Jakże aktualne i pełne nadziei pozostają słowa Jana Pawła II wygłoszone w Międzynarodowym Biurze Pracy w 1982 roku: „Odrzucam myśl, aby współczesna ludzkość, zdolna do urzeczywistnienia wspaniałych osiągnięć naukowych i technicznych, nie potrafiła znaleźć rozwiązania tak głęboko ludzkiego problemu, jakim jest bezrobocie” .

Wprowadzenie

            Kilka dni temu do świadomości Polaków dotarła nowa niepokojąca informacja z Głównego Urzędu Statystycznego: bezrobocie nadal gwałtownie wzrasta, przekroczyliśmy liczbę trzech milionów bezrobotnych, a stopa bezrobocia na koniec grudnia wyniosła 17,4%.  W komentarzach znalazła się też wiadomość: „Według amerykańskich psychologów szok po utracie pracy jest porównywalny do utraty kogoś bliskiego” (za Dziennikiem TVP, 22.01.02). Najbardziej bolesną ilustracją informacji o wzroście bezrobocia był krótki wywiad telewizyjny: Rodzina w małej miejscowości – takiej, jakich wiele w Polsce. Mężczyzna, mąż i ojciec po wyższych studiach rolniczych, od czterech lat nie ma pracy. Bez prawa do zasiłku dla bezrobotnych. Żona także utraciła pracę. Mają kilkunastoletnią córkę. Na Boże Narodzenie rodzina dostała z opieki społecznej 30 zł. Z ust mężczyzny pada wyznanie, stanowiące jakiś bolesny wyrzut do całego świata: „Przez cztery lata szukałem nieustannie pracy. Przyjąłbym każdą pracę za każdą zapłatę. Wszystko bez skutku”.

            Wobec dramatycznego zjawiska, jakim jest bezrobocie we współczesnym świecie, a zwłaszcza w Polsce, Kościół nie chce i nie może być obojętny. Wpierw jednak trzeba sobie uświadomić podstawowe kryteria nauczania i działalności Kościoła. Chrystus założył Kościół po to, by kontynuował Jego misję zbawczą. Zdaniem Kościoła jest więc przede wszystkim głoszenie Ewangelii, aktualnie określane mianem nowej ewangelizacji. Nie jest natomiast zadaniem Kościoła szukanie trzeciej drogi ustrojowej między kapitalizmem a komunizmem, wypracowanie właściwego modelu gospodarki rynkowej, bezpośredni wpływ na strukturę zatrudnienia, tworzenie globalnych programów walki z bezrobociem.

            Z drugiej jednak strony, Kościół nie może pozostać obojętny na cierpienie tylu milionów ludzi, tak wielu rodzin dotkniętych bezrobociem. Musi do współczesnego świata wyjść ze światłem nauki, opartej na Objawieniu, o godności człowieka, o wartości pracy ludzkiej, o potrzebie sprawiedliwości społecznej i solidarności międzyludzkiej. Musi równocześnie pochylić się nad dramatem bezrobocia, śpiesząc z konkretną pomocą ludziom nim dotkniętym, na miarę swoich sił i możliwości. Niestety daje się zauważyć brak publikacji naukowych poświęcony problematyce duszpasterstwa bezrobotnych, nie tylko w Polsce, ale i za granicą.

I. Problematyka Bezrobocia w nauczaniu Jana Pawła II

            Kościół katolicki, zobowiązany do odczytywania znaków czasu i ich interpretacji w świetle Ewangelii (por. KDK 4), jest uwrażliwiony na kwestie społeczne, w tym także na problem bezrobocia. Wielokrotnie wypowiadał się na temat bezrobocia papież Jan Paweł II, zwłaszcza w encyklikach społecznych. Punktem wyjścia dla refleksji papieskiej była najczęściej kwestia pracy ludzkiej. Szczególne znaczenie dla ukazania nauki Kościoła katolickiego na temat bezrobocia mają encyklika o pracy ludzkiej Laborem exercens (14.9.1981) oraz encyklika Sollicitudo rei socialis (30.12.1987). Bardzo cennego materiału do analizy problemu bezrobocia dostarczyły przemówienie Jana Pawła II w siedzibie Międzynarodowej Organizacji Pracy w Genewie (15.6.1982), skoncentrowane ma potrzebie solidarności społecznej oraz coroczne przemówienia do członków Papieskiej Akademii Społecznej.
Podczas kolejnych podróży apostolskich do Polski Ojciec Święty zwracał uwagę na problem bezrobocia w naszym kraju (zwłaszcza w Legnicy - 2.6.1997,  w Ełku - 8.6.1999, w Sosnowcu - 14.6.1999). W niniejszej refleksji odwołujemy się wielokrotnie do nauczania Jana Pawła II. W aneksie został umieszczony zestaw głównych wypowiedzi Papieża w kwestii bezrobocia.

II. Kościół katolicki w Polsce w trosce o bezrobotnych

            Jan Paweł II w wielokrotnie i stanowczo przypominał biskupom, duchowieństwu i wiernym, że zajęcie się kwestią bezrobocia, pomoc niesiona ludziom dotkniętym tym dramatem jest pilnym i podstawowym obowiązkiem Kościoła katolickiego w Polsce:

            „Z duszpasterstwem ludzi pracy związane jest ściśle duszpasterstwo bezrobotnych. Ich liczba w Polsce ciągle rośnie. Jest to zjawisko nowe w naszej Ojczyźnie i wymaga ze strony Kościoła specjalnej troski” (Przemówienie do biskupów polskich z wizytą „ad limina”, 15.1.1993).
Potrzebą chwili stało się wypracowanie odrębnego dokument Kościoła w Polsce na temat zjawiska bezrobocia. Ten dokument był długo oczekiwany. Najpierw Konferencja Episkopatu Polski opublikowała w grudniu 2000 roku list na temat niepokojących zjawisk społecznych w naszym kraju, w poruszając także zjawisko bezrobocia . Jednakże najpełniejszą syntezą spojrzenia Kościoła katolickiego w Polsce na kwestię bezrobocia, wraz z ukazaniem zadań duszpasterskich,  stał się List społeczny Konferencji Episkopatu Polski, zatytułowany: „W trosce o nową kulturę życia i pracy” (ogłoszony 30.10.2001).
Znajdujemy w nim odpowiedź na wezwanie Papieża, a przede wszystkim na podstawowy problem społeczny doby obecnej w Polsce:

            „Zabieramy głos w sprawie bezrobocia właśnie w imię posługi sumienia. Nie przedstawiamy rozwiązań ekonomicznych, pragniemy zaś, by nasze refleksje pomogły jak najliczniejszym Polakom właściwie rozeznać ostateczną wartość pracy, by nigdy nie składali na ołtarzu dobrobytu ofiary własnego człowieczeństwa i szczęścia innych. Apelujemy jednocześnie o wprowadzenie nauczania społecznego Kościoła do szkolnej katechezy, do programów formacyjnych katolickich zrzeszeń i uczynienie go jedną z ważnych dziedzin parafialnego duszpasterstwa. Będzie to proces kształtowania nowej kultury pracy, której ważnym przejawem jest solidarność, a pośrednio uzdalnianie ludzi do aktywnych postaw w zaradzania bezrobociu” (W trosce o nową kulturę życia i pracy. List społeczny Konferencji Episkopatu Polski, ogłoszony na konferencji prasowej 30.10.2001.

            Problematykę bezrobocia poruszali także poszczególni biskupi w swoich publikacjach , wypowiedziach czy listach pasterskich. Wymieniamy dwa dokumenty tytułem przykładu. Tragicznie zmarły ks. bp Jan Chrapek w liście pasterskim na Wielki Post roku 2000, na temat biedy i ubóstwa, zajął się także bezrobociem i bezrobotnymi. List ten wzbudził duże zainteresowanie na Zachodzie - został przetłumaczony na kilka języków . Szczególną wartość ma list pasterski ks. abpa Damiana Zimonia, w całości poświęcony bezrobociu . W końcowej części tego listu znalazły się konkretne wskazania dla wspólnot i duszpasterzy: co można uczynić, by skutecznie pomóc bezrobotnym. Zwłaszcza ten fragment powinien stać się przedmiotem refleksji księży pracujących w duszpasterstwie.  

III. Kilka zasad w działalności na rzecz bezrobotnych

  1. Bezrobotny to nie kłopotliwy problem do rozwiązania, lecz człowiek, któremu należy pomóc. Zwłaszcza w świadomości i działaniu Kościoła chodzi nie tyle o sam problem, zjawisko bezrobocia, ile o człowieka tym zjawiskiem dotkniętego.
  2. Jeśli nawet w ponad trzymilionowej grupie bezrobotnych w Polsce, jakaś - z pewnością znikoma - część "nigdy nie skalała się uczciwą pracą" i nie ma żadnej ochoty, by ją podjąć, to jednak nikomu nie wolno przykładać do dramatycznego zjawiska bezrobocia etykietki "kultura lenistwa", czy też określać bezrobotnych jako nierobów, przestępców, "ludzi z marginesu". Podobne epitety nigdy nie powinny powstać w ustach, czy mentalności człowieka wierzącego.  

            Przypomnijmy sobie scenę Sądu Ostatecznego: "Byłem głodny, a nie daliście mi jeść". Te słowa Chrystusa można uzupełnić o zdanie: "Byłem bez pracy, a was to nic nie obchodziło". Św. Paweł nie mówi: "Kto nie pracuje, niech nie je", ale "Kto nie chce pracować, niech też nie je" (1 Tes 3,10).

  1. Nie zapominajmy, że krzywdzące określenia, uogólnianie sporadycznych postaw wywodzą się ze skrajnego liberalizmu w gospodarce, które w imię rzekomego dobrobytu narodu jest gotów poświęcić jakąś część społeczeństwa.
  2. W aktualnej sytuacji naszego kraju, bezrobotni winni stać się przedmiotem (w sensie filozoficznego określenia: obiectum) szczególnej troski duszpasterskiej Kościoła.
  3. Budzenie świadomości i sumień wspólnot kościelnych - z parafią na czele - "bezrobotni są wśród nas, to nasze siostry i bracia w potrzebie" - czy ich znamy, czy ich sytuacja nas obchodzi, czy chcemy im pomóc,  co możemy zrobić dla nich?
    Chodzi tu o realizację fundamentalnej zasady - wielokrotnie przypominanej przez Jana Pawła II - solidarności międzyludzkiej w społeczeństwie. Tym bardziej, jeśli to społeczeństwo w znacznej części identyfikuje się z Kościołem katolickim .
  4. Bezrobotni chcą służyć społeczeństwu swoją pracą i umiejętnościami - czy jesteśmy gotowi z tego skorzystać, czy raczej z góry skazujemy ich wyłącznie na zasiłek? Przykładem może być opozycja, by bezrobotnym powierzyć pewne formy prac użyteczności publicznej.
  5. Kościół Chrystusowy jest otwarty na wszystkich ludzi bez wyjątku, bo za wszystkich Chrystus oddał swoje życie na krzyżu. Jednakże tenże Kościół - zgodnie z Ewangelią - jest przede wszystkim „Kościołem ubogich” i im musi spieszyć z pomocą moralną i materialną.
  6. W działaniu na rzecz ludzi wyrzuconych na margines życia społecznego, żyjących w nędzy, bezdomnych, bezrobotnych trzeba się liczyć z wszelkimi przeciwnościami, brakiem zrozumienia, nawet z wrogością i agresją niektórych osób czy instytucji, a może nawet najbliższego otoczenia. Ważne jest to, by nie poddawać się zniechęceniu, czerpiąc siłę z wiary. „Cokolwiek uczyniliście jednemu z braci moich, mnie to uczyniliście” – te słowa Chrystusa są także do nas zwrócone.
  7. W tym sensie trzeba najpierw podnieść na duchu ludzi dotkniętych bezrobociem, natchnąć ich nadzieją, pomóc w odnalezieniu szacunku do siebie i wiary we własne siły.
  8. Kościół winien być miejscem, w którym ludzie dotknięci cierpieniem, w tym także bezrobotni potrafią zrozumieć swój krzyż, odnaleźć sens życia, skorzystać z łaski i błogosławieństwa.
  9.  Wspólnoty i struktury kościelne, zwłaszcza Akcja Katolicka,  powinny uaktywnić ludzi kompetentnych i wartościowych w szukaniu właściwych środków i form działania na rzecz bezrobotnych, angażując w tych wysiłkach także bezrobotnych.
  10. Chociaż nie należy utożsamiać problemu bezrobocia z problemem ubóstwa w społeczeństwie , to jednak często bezrobocie prowadzi de facto do sytuacji ubóstwa, a w skrajnych wypadkach do nędzy nie tylko bezrobotnego, lecz także jego rodziny. 

            Ks. L. Dyczewski formułuje opisową definicję ubóstwa: "ubóstwo jest stanem różnego rodzaju braków; i to takiego rodzaju braków i w takich rozmiarach, że konkretny człowiek permanentnie nie zaspokaja swoich podstawowych potrzeb, czuje się poniżony w swej ludzkiej godności, rozwój jego osobowości przeżywa kryzys, którego własnymi siłami nie może przezwyciężyć - konieczna jest mu w tym pomoc" . Sytuacja wielu bezrobotnych w Polsce odpowiada wymienionym w definicji kryteriom. Dlatego skuteczna walka z ubóstwem zakłada przede wszystkim walkę z bezrobociem.Tą zasadą kieruje się kościelna instytucja Caritas: różnorodna pomoc dla ubogich obejmuje także bezrobotnych w trudnej sytuacji.

 

IV. Kierunki działania

Duszpasterstwo na progu trzeciego tysiąclecia powinno objąć swoim działaniem ludzi bezrobotnych. W tym celu trzeba uwrażliwić kościelne struktury krajowe i diecezjalne, stowarzyszenia katolickie, wspólnotę parafialną oraz inne wspólnoty na zjawisko bezrobocia, a zwłaszcza na ludzi dotkniętych tym zjawiskiem. 

            Kościół katolicki w Polsce zdaje sobie sprawę z faktu, że trudna, niekiedy dramatyczna sytuacja, w jakiej znalazło się wiele rodzin polskich z powodu bezrobocia, zmusza do pogłębionej refleksji pastoralnej oraz do konkretnego działania. Działanie to powinno dotyczyć kilku płaszczyzn: religijnej, społecznej i politycznej. Skuteczność pomocy zależy od pełnego rozeznania sytuacji, dlatego parafia ma szczególną rolę do spełnienia.

            Problem bezrobocia powinien być ukazywany i omawiany na katechezie młodzieży, zwłaszcza w klasach starszych. W dobie obecnej tak wiele się mówi o potrzebie regularnej katechezy dorosłych. W obrębie tej katechezy można byłoby rozwinąć problematykę bezrobocia jako jedną z palących kwestii społecznych.

Jednostką kościelną, najbardziej przystosowaną do wykrycia rzeczywistych potrzeb i niesienia skutecznej pomocy, także wobec zjawiska bezrobocia, jest niewątpliwie parafia. Obok tradycyjnej i zawsze potrzebnej pomocy charytatywnej, księża wraz z laikatem aktywnym na terenie parafii mogą stworzyć lub rozwinąć szereg cennych inicjatyw, na przykład spotkania dla bezrobotnych z jakimś sensownym i atrakcyjnym programem, pewne formy pośrednictwa pracy, organizacja bezpłatnych kursów dokształcających, a nawet stworzenie kas pożyczkowo - zapomogowych. 

            Problematyką bezrobocia trzeba zainteresować radę parafialną oraz wszelkie ruchy działające na terenie parafii, zwłaszcza wspólnoty rodzin. Odwiedziny duszpasterskie parafian powinny ułatwić wykrycie dramatycznych nieraz sytuacji związanych z bezrobociem i doprowadzić do taktownej, dyskretnej pomocy. Przedmiotem szczególnej troski duszpasterskiej muszą stać się rodziny wielodzietne dotknięte bezrobociem.
Cenną pomoc mogą przynieść także tradycyjne formy duszpasterskie. Przykładem może być skarbonka św. Antoniego, ciesząca się dużym powodzeniem wśród wiernych. W kategorii ubogich coraz częściej znajdują się bezrobotni. Nie tyle chodzi o przydzielanie upokarzającej jałmużny, ile o wsparcie różnych sensownych inicjatyw w imię zasady pomocniczości.

  1. Cierpienie człowieka jest powiązane z cierpieniem Chrystusa. Szczególnie okres Wielkiego Postu, Droga Krzyżowa, Gorzkie Żale są okazją do tego, by wiernych uwrażliwiać na różne formy cierpienia ludzkiego w naszych czasach,  w tym także na dramat bezrobocia .
    Warto wprowadzić okresowe nabożeństwa dla bezrobotnych i ich rodzin, stworzyć teksty modlitewne, które wyrażałyby udrękę, ale równocześnie skłaniały do ufności osoby dotknięte bezrobociem .
  2. W dobie ekumenizmu warto byłoby połączyć wysiłki Kościołów chrześcijańskich w walce z bezrobociem, na płaszczyźnie konkretnej pomocy niesionej bezrobotnym. W Europie Zachodniej, zwłaszcza w Niemczech i we Francji, współpraca Kościoła katolickiego i protestanckiego w refleksji nad zjawiskiem bezrobocia i w działaniu na rzecz bezrobotnych już przynosi cenne owoce.
  3. Bardzo pomocnym mógłby być ośrodek krajowy, diecezjalny, czy nawet parafialny zajmujący się sytuacją bezrobotnych. Jego zadania byłyby wielorakie, zależnie od sytuacji i potrzeb, na przykład wsparcie moralne i materialne bezrobotnych, informacja o przysługujących prawach, swoista "giełda" miejsc pracy, organizacja bezpłatnych kursów dokształcających, ułatwienie kontaktów z różnymi instytucjami, zwłaszcza z Urzędami Pracy.
    Na terenie diecezji warto byłoby utworzyć "domy dla bezrobotnych", w których te osoby znalazłyby życzliwe przyjęcie, możliwość rozmowy, fachową poradę, tani posiłek, ewentualnie konkretną pomoc w znalezieniu pracy .
  4. W skali krajowej dobrze byłoby utworzyć jakiś odrębny organizm, który w sposób kompetentny zająłby się problemem bezrobotnych, coś na wzór francuskiego Komitetu Chrześcijańskiego Solidarności z Bezrobotnymi . Do stworzenia takiej organizacji krajowej mógłby przyczynić się Kościół. Takie stowarzyszenie, otwarte dla wszystkich, mogłoby być kierowane przez bezrobotnych, we współpracy z instytucjami państwowymi i kościelnymi.
  5. Bezrobotni potrzebują dobrej, wszechstronnej informacji w odniesieniu do sytuacji, w jakiej się znaleźli, o przysługujących im prawach w okresie bezrobocia jak i o możliwościach wyjścia z tej sytuacji. Nie dostarczą im tego Urzędy Pracy, ani oferty pracy w gazetach. Warto byłoby opracować i wydać rodzaj poradnika czy też przewodnika dla bezrobotnych. Wskazywałby on na możliwości stojące przed bezrobotnymi, zawierał konkretne porady, podawał adresy instytucji zajmujących się kwestią bezrobocia i pomocą dla bezrobotnych . Przydatne forum w tej dziedzinie może stanowić gazetka parafialna.
  6.  Katolickie organizacje i stowarzyszenia powinny włączyć się aktywnie w działalność instytucji rządowych i pozarządowych, mających na celu zapobieganie bezrobociu i łagodzenie jego skutków. Powinny mieć także wpływ na politykę społeczną państwa. Trzeba stworzyć odpowiednie instrumenty nacisku, uaktywnić parlamentarzystów. Liberalizm, zakładający, że bezrobocie jest nieodzownym elementem wzrostu gospodarczego, jest niezgodny z katolicką nauką społeczną.
  7.  W zjawisku bezrobocia trzeba dostrzegać nie tylko pojedyncze osoby, lecz także liczne rodziny dotknięte jego konsekwencjami . Kościół katolicki, świadomy faktu, że małżeństwo i rodzina stanowią jedno z najcenniejszych dóbr ludzkości (por. FC 1), nieustannie przypomina rządzącym, że te instytucje winny być otoczone szczególną opieką państwa. Chodzi zwłaszcza o konsekwentną politykę rodzinną, dostosowaną do potrzeb i wymagań obecnych czasów. W tym duchu Stolica Apostolska, 22 października 1983 roku, zaproponowała wszystkim ludziom dobrej woli, instytucjom i rządom Kartę Praw Rodziny. Artykuł 9 tej Karty podkreśla wyraźnie:
  8.  a) Rodziny mają prawo do takich warunków ekonomicznych, które zapewnią im poziom życia odpowiadający ich godności i pełnemu rozwojowi.

            b) Rodziny mają prawo do takich decyzji na płaszczyźnie społecznej, które uwzględniają ich potrzeby, zwłaszcza w wypadku bezrobocia.

            W obliczu zjawiska bezrobocia, które najbardziej dotyka rodziny, trzeba uwrażliwić struktury duszpasterstwa rodzin w Polsce na ten problem i uruchomić, czy też rozwinąć konkretne formy pomocy. Chodzi zarówno o pomoc materialną jak i moralną. Wielką rolę w tej dziedzinie odgrywają struktury Caritas Polskiej. Caritas ma szczególne zasługi w dziedzinie niesienia pomocy osobom w trudnej sytuacji życiowej, zwłaszcza bezrobotnym. Także instytucje zajmujące się bezdomnymi obejmują swoją działalnością bezrobotnych.

V. Pracodawcy

1. Konieczność zasad etycznych w biznesie

            W obliczu zjawiska bezrobocia Jan Paweł II zwracał się wielokrotnie z apelem do pracodawców chrześcijańskich.  Wymowna jest forma i treść tego apelu zawarta w słowach papieskich w homilii wygłoszonej w Legnicy (2 czerwca 1997 r, ). Najpierw Ojciec Święty przypomina brzemienną w skutki zasadę moralną: „Jest (...) obowiązkiem płynącym z wiary i miłości, by chrześcijanie, którzy dysponują środkami produkcji, tworzyli miejsca pracy, przyczyniając się w ten sposób do rozwiązywania problemu bezrobocia w najbliższym środowisku” (Hom. leg.). Nie jest to więc kwestia filantropii, wspaniałomyślności, dorywczej akcji dobroczynnej, ale obowiązek moralny zakorzeniony w sposobie rozumienia chrześcijaństwa. Chrześcijański pracodawca daje nie jałmużnę, która poniża godność człowieka, ale - mając możliwość - stwarza takie miejsca pracy, które pozwalają na uzyskanie godziwej zapłaty. Od strony negatywnej, Papież przestrzega przed wszelkimi formami wyzysku. Chodzi o niebezpieczeństwo zdegradowania pracownika przez pracodawcę do roli narzędzia pracy, przekreślając tym samym jego godność osobową. Jest jakaś bolesna gra słów w tej poniżającej relacji: absurdalna chęć zysku za wszelką cenę, prowadzi pracodawcę do okrutnego wyzysku ludzi, którzy bojąc się bezrobocia, nie mając środków do życia, są gotowi przyjąć każdą propozycję. Według słów Papieża, ten wyzysk „często przejawia się w takich sposobach zatrudniania, które nie tylko nie gwarantują pracownikowi żadnych praw, ale zniewalają go poczuciem tymczasowości i lękiem przed utratą pracy do tego stopnia, że jest pozbawiony wszelkiej wolności w podejmowaniu decyzji” (Hom. leg.). Wiele może być tych form wyzysku: „głodowa” płaca, brak jakiegokolwiek ubezpieczenia, angażowanie bez żadnej formalnej umowy, praca w nieludzkich warunkach, nadmierna ilość godzin pracy. Jan Paweł II podkreśla, że wyzysk może także przejawić się w takim sposobie ustalania rytmu pracy, że pozbawia to pracownika prawa do godziwego wypoczynku i troski o duchowe życie rodziny. Nie ma wątpliwości, że chodzi tu także o pozbawianie pracownika wolnych sobót, a w niektórych wypadkach zmuszania do pracy w niedzielę. Nasuwa się refleksja o obłudzie, a nawet perfidii argumentów za utrzymaniem handlu w niedzielę w naszym kraju. Niektórzy właściciele wielkich magazynów handlowych, którym prawo zabrania handlu w niedziele i święta we własnym kraju, robią to bezkarnie na terenie Polski, wykorzystując zastraszony personel. Faktem jest, że nie byłoby tego niedzielnego handlu, gdyby nie było klientów, ale to nie usprawiedliwia tej swoistej formy wyzysku wielu osób, zwłaszcza kobiet: człowiek staje się tanią siłą roboczą, przynoszącą duży zysk w krótkim okresie czasu.

            Chrześcijański pracodawca musi kierować się logiką praw ekonomicznych. Ekonomia nie może jednak usuwać w cień zasad moralnych. Wśród głębokich przemian społeczno-ekonomicznych, jakie zachodzą w Polsce, od czasu powrotu do wolności i demokracji, borykając się ze zjawiskiem masowego bezrobocia, nie wolno zapominać o słowach Jana Pawła II z Legnicy. Jest w nich pełne zrozumienia pochylenie się nad dramatem bezrobocia, jest wezwanie do odpowiedzialnej, solidnej i uczciwej pracy zwrócone do wszystkich rodaków, ale są też i mocne słowa skierowane do chrześcijańskich pracodawców w Polsce i na całym świecie:

            „Zwracam się tu przede wszystkim do tych braci w Chrystusie, którzy zatrudniają innych. Nie dajcie się zwieść wizji natychmiastowego zysku, kosztem innych. Strzeżcie się wszelkich pokus wyzysku. W przeciwnym razie każde dzielenie eucharystycznego Chleba stanie się dla was oskarżeniem” (Hom. leg.).

2. Zadania Kościoła wobec pracodawców i przedsiębiorców

            Nie rozwijając już tego zagadnienia, warto przypomnieć słowa Jana Pawła II zwrócone do biskupów polskich podczas ich wizyty "ad limina", 15 stycznia 1993 roku:
"Spośród nowych dziedzin duszpasterstwa należy tutaj także wspomnieć o duszpasterstwie pracodawców i przedsiębiorców. Jest to kategoria społeczna, na której spoczywają specyficzne zobowiązania moralne wobec dobra wspólnego, które trzeba coraz jaśniej uświadamiać".  

Zakończenie

W terenie parafii Böblingen k. Stuttgartu, w regionie o dużym natężeniu bezrobocia, w centrum miasta postawiono duży krzyż. Każdego roku pojawiały się na nim nowe cyfry oznaczające ilość bezrobotnych w tej okolicy. Ten krzyż nazwano "das Kreuz der Arbeitslosigkeit" - krzyż bezrobocia. Tyle milionów ludzi, tyle rodzin w naszej Ojczyźnie, szczególnie na tej Ziemi Tarnowskiej, od wielu już lat niesie ten krzyż - krzyż bezrobocia. Być może my księża nie potrafimy zdjąć tego krzyża z ramion naszych wiernych. Jedno na pewno możemy: tak jak Szymon Cyrenejczyk pomóc naszym parafianom nieść ten krzyż z nadzieją, że jednak droga, po której kroczymy, prowadzi do zmartwychwstania.

 

            Wprowadzenie

            Błogosławieni ubodzy duchem, albowiem do nich należy królestwo niebieskie (Mt 5,3). Według Ewangelii św. Łukasza słowa Jezusa brzmią: Błogosławieni jesteście wy, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże (Łk 6,20). W świetle Ewangelii ubóstwo ma więc wymiar nie tylko duchowy ale i materialny. W tym duchu należy rozumieć nauczanie Magisterium Kościoła o duchu ubóstwa ochrzczonych, a zwłaszcza duchownych.

Kapłanom starszego i średniego pokolenia na trwałe zapisało się w pamięci spotkanie duchowieństwa z Ojcem Świętym w Tarnowie 9 czerwca 1987 r. (19 lat temu) w czasie nieszporów eucharystycznych: Byłoby prawdziwym dramatem, gdyby sytuacja bytowa księży, wolność od wielu codziennych udręk, z którymi muszą borykać się często świeccy, stworzyły pomiędzy duchowieństwem i wiernymi jakąś obcość. Jesteście z ludu i dla ludu. Pamiętajcie, że występujecie w imieniu Kościoła, który dziś w szczególny sposób wyraża swą „opcję fundamentalną” na rzecz ubogich.

            Wiem jak wspaniałych dzieł dokonali i dokonują w tym zakresie kapłani, zakonnicy i zakonnice. Trzeba iść w tym kierunku jeszcze dalej. Wszystko, co czynicie dla słabych, prześladowanych, biednych jest wspaniałym kapitałem Kościoła w Polsce.

            Nowe czasy, nowe warunki domagają się nowych form służby. Wiem, że w Polsce rodzą się nowe inicjatywy pracy duszpasterskiej, nowe formy pracy społecznej. I dobrze, że tak jest .

            Diecezja tarnowska niesie więc z sobą swoiste orędzie do kapłanów całego świata, o którym winna świadczyć życiem przez przykład ducha ubóstwa duchowieństwa.

            W wykładzie będą poruszone najpierw uwagi dotyczące zakresu treści, następnie omówione będą szkicowo biblijne i teologiczne aspekty ubóstwa, postawa prezbitera wobec Chrystusa ubogiego i wreszcie ewangelizacyjny wymiar ducha ubóstwa.           

            I. Ograniczony zakres treści tematyki ubóstwa

            Faktem jest, że dzisiaj na temat ubóstwa kapłańskiego mówi się mało, szczególnie w relacji do problematyki celibatu, czy posłuszeństwa. Z zakresu treści poświęconej radom ewangelicznym w Dyrektorium o posłudze i życiu kapłanów 15% poświęcone jest ubóstwu, celibatowi 43%, a posłuszeństwu 42%. Podobnie w rozdziale X w 4 punkcie książki A. Favale Il ministero presbiterale, tylko cztery strony poświęcone są ubóstwu, natomiast dwadzieścia stron celibatowi i szesnaście posłuszeństwu. Podobne proporcje można odkrywać w innych publikacjach, które zajmują się dokumentami soborowymi i posoborowymi o radach ewangelicznych w życia kapłańskim.

            Jak należy rozumieć ten fakt?

            Maurizio Costa, w swoim opracowaniu o kapłaństwie usiłuje wytłumaczyć tę dysproporcję materii na temat ubóstwa kapłańskiego różnymi trudnościami, jakie związane są z tematyką. Najpierw pojawiają się trudności w rozwiązaniach uniwersalnych, które zobowiązywałyby wszystkich kapłanów w Kościele do praktykowania ducha ubóstwa. Ubóstwo uwarunkowane jest licznymi i różnorodnymi okolicznościami dotyczącymi osób, czasu i miejsca.  Słabe zainteresowanie problematyką ubóstwa kapłańskiego w stosunku do pozostałych rad ewangelicznych wynika też z faktu, że często trudności ekonomiczne, w jakich znajduje się wielu kapłanów w większości rejonów świata, stwarzają opinię - słusznie czy niesłusznie - że kapłani i tak żyją w ubóstwie ewangelicznym i nie potrzebują szczegółowych napomnień czy wskazań, aby je zachowywali. Mniejsze zainteresowanie problemem ubóstwa w relacji do czystości i posłuszeństwa może wynikać i stąd, że jest ono w opinii wiernych akceptowane, lub przynajmniej nie jest kontestowane tak mocno jak czystość i posłuszeństwo. Chociaż pozytywnie ocenia ubóstwo duchownych wspólnota wierzących, a także ludzie o poglądach liberalnych, to jednak trzeba z uwagą przeanalizować, co się przez nie rozumie. W pewnych środowiskach ludzi, zwłaszcza młodych, staje się ono modą. Stanowi jednak bardziej znak kontestacji, niż świadomy wybór dóbr duchowych.

            Omawianie ubóstwa jest problemem bardzo złożonym, gdyż stawia człowieka wobec trudnych wyborów życiowych, które możliwe są dzięki żywej wierze. Ubóstwo chrześcijańskie może być rozpatrywane w relacji do cnót teologicznych wiary, nadziei i miłości; w relacji do pozostałych dwóch rad ewangelicznych posłuszeństwa i czystości; w relacji do posługi duszpasterskiej i do wymagań życia i powołania osobistego i do myśli przewodniej życia; w aspekcie czysto personalnym i w relacjach wspólnotowych; w aspekcie charyzmatycznym i jurydycznym; jako dobre używanie dóbr zgodnie z wolnością ducha i jako pozbywanie się dóbr z miłości do Chrystusowego Krzyża; w odniesieniu do fundamentów egzystencji, jakimi są utrzymanie życia ale także z całą problematyką jałmużny, darmowości posług, pracy, bilansu, struktur administracyjnych itp.

            Dla lepszego zrozumienia wieloaspektowego ujmowania tematu należy też uwzględnić realizację ubóstwa w Kościele wraz z jego blaskami i cieniami.

            Wśród znaków pozytywnych w Kościele warto przypomnieć myśli, jakie ojcowie soboru Watykańskiego II podali, omawiając temat Kościoła ubogich. Sobór Watykański II przez ubóstwo rozumie naśladowanie Chrystusa ubogiego, który został posłany na świat, aby głosić Ewangelię ubogim, wolność wewnętrzną, i prymat dóbr wyższych nad dobrami ziemskimi, które, będąc same w sobie dobre, są jednak podporządkowane duchowym. Na Soborze podkreślano także zagadnienia prawa do pracy, jako źródła wyzwolenia z  upokarzającego stylu życia czyli z samej jałmużny; podziału i współudziału dóbr z ubogimi, jako ewangelicznego stylu życia i swoistego dystansu wobec dóbr ziemskich; wymiaru wspólnotowego ubóstwa; opcji preferencyjnej na rzecz ubogich, rozumianej jako konieczność pracy nie tylko „dla” ubogich, ale także „z” ubogimi i „pośród” ubogich itp.

            Wśród znaków negatywnych należałoby przypomnieć łatwość, z jaką w Kościele wielu wierzących świeckich, także kapłanów i osób konsekrowanych daje się oszukać złudnym obietnicom wiedzy i techniki, a także duchowi konsumpcji i materializmu współczesnego świata. Kusi ich także laicka interpretacja ubóstwa, ograniczająca się jedynie do płaszczyzny socjologicznej. Duchowni opanowani tym duchem narażają się na niebezpieczeństwo odrzucenia duchowości ucznia Chrystusa ubogiego na rzecz asystenta społecznego, zajętego niemal wyłącznie strukturami skutecznej pomocy. Tego typu społecznik katolicki nie zamierza zajmować się odnową swojego serca i koniecznością ustawicznego nawracania się na ducha Chrystusowego. Działa na własny rachunek i własną mocą.

            Bardzo pomocnym dla rozpoznawania ducha ubóstwa przez kapłana jest także świadomość nie tylko dehumanizującego ubóstwa materialnego, ale także duchowego, które jest obecne w różnych rejonach świata; świadomości pogłębionej na temat niesprawiedliwości, a konsekwentnie konieczności popierania struktur, które ułatwiają przezwyciężanie różnych form ucisku.

Nie można też pominąć poważnych trudności, jakimi są dzisiaj: nienasycone pragnienie rozrywki i konsumpcji, trudności w pokonaniu egoizmu i chciwości, które powodują zamknięcie się w sobie i przeszkadzają w otwarciu się na udział w służbie potrzebującym; zamknięcie na transcendencję, które utrudnia dochodzenie do pełnej dojrzałości duchowej. A bez dojrzałości duchowej nie można mówić o ewangelicznycm ubóstwie. Dla tego typu osoby jest ono nieosiągalne.

            W niniejszym opracowaniu nie można rozwijać wszystkich poruszonych tematów. Ograniczymy się jedynie do niektórych kwestii. Ich wybór jest określony przez przedmiot formalny naszego opracowania, a jest nim duchowość ubóstwa kapłana, jako warunek owocnej ewangelizacji. Stąd uprzywilejowanymi problemami będą zagadnienia dotyczące kapłana jako takiego, czyli specyfika ubóstwa kapłańskiego, jako odrębnego od ubóstwa osób konsekrowanych i wiernych świeckich. Nie będziemy się wiele zajmować problemami ściśle prawnymi i kanonicznymi, a także praktycznymi. Ograniczymy się do wskazań, jakie słowo Boże i ważniejsze dokumenty Magisterium Kościoła, wydawane od Soboru Watykańskiego II, usiłowały przypomnieć duchownym na temat ducha ubóstwa kapłana. Chodzi o to, byśmy mogli przeżywać bardziej świadomie i odpowiedzialnie radę ewangeliczną ubóstwa, zgodnie z postawą Chrystusa ubogiego i odpowiednio do wierności dla otrzymanego powołania i łaski święceń .

            II. Teologiczny wymiar ubóstwa kapłańskiego

Chrystus zarówno w swoim nauczaniu, jak i sposobie życia wskazał na zdolność do osiągania szczęścia mocą jedności ze źródłem miłości, jakim jest Bóg. Natomiast w powszechnym, laickim ujęciu, w środowisku o mentalności „mieć” przed „być”, szczęście uzależnione może być osiągnięte jedynie przez bogactwo. W obliczu szatańskiego zakłamania Zbawiciel całym sobą proponował Apostołom i ich następcom, a także wszystkim ludziom dobrej woli, nowy styl życia – życia wyzwolonego. Jest to życie, które uwalnia człowieka od wszelkiego rodzaju uzależnienia od tego co się posiada . Jest to prawdziwe wyzwalanie od pychy i pożądliwości, mocą chrztu i kapłańskiego upodobnienia do Chrystusa. W tym duchu żyli, działali i nauczali św. Franciszek z Asyżu, św. Wincentu a Paulo, bł. Karol de Foucauld, św. brat Adam Chmielowski i wielu kapłanów i świeckich wiernych.

            a. Bogaty z trudnością wejdzie do królestwa niebieskiego

            Postawa ubóstwa jest wewnętrznie związana z Ewangelią, jej z autentycznym przyjęciem i realizowaniem w życiu. Bogaty duchowo (pyszny) i materialnie (gromadzący dobra wyłącznie dla siebie) naraża się na trudności w osiągnięciu zbawienia. Jezus Chrystus napomina w Ewangelii św. Mateusza: Zaprawdę, powiadam wam: «Bogaty z trudnością wejdzie do królestwa niebieskiego». Jeszcze raz wam powiadam: «Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego». Gdy uczniowie to usłyszeli, przerazili się bardzo i pytali: «Któż więc może się zbawić?» Jezus spojrzał na nich i rzekł: U ludzi to niemożliwe, lecz u Boga wszystko jest możliwe (Mt 23-26). Słowa Chrystusa należy odczytywać w kontekście kulturowym, w jakim się żyje, to prawda. Ale także prawdą jest, że należy żyć i stosować je w tym samym duchu, w jakim zostały wypowiedziane. W ubóstwo księdza wpisana jest gwarancja wiarygodności prawdy, którą głosi, a także świadectwo możliwości realizowania Ewangelii. Ubogi ksiądz, który niczego nie żąda dla siebie, realizuje Ewangelię własnym życiem, jest czytelny i trudne prawdy i radykalne żądania Ewangelii stają się w nim oczywiste dla wszystkich .

b. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie.(Mt 6,24)    

Czytelna realizacja ducha ubóstwa domaga się od kapłana ewangelicznej umiejętności dokonywania ustawicznych i jasnych wyborów. Tego typu umiejętności uczy Jezus Chrystus w kazaniu na górze: Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie.(Mt 6,24). Ton wypowiedzi jednoznaczny: Nie możecie…! Nie może prezbiter stosować uników w dziedzinie istotnych wyborów. Wszelki naiwny kompromis jest zgubny, bo nie da się pogodzić miłości do Boga z miłością do mamony.

            Słowo „mamona” jest kluczem do zrozumienia przestrogi Jezusa. Uczeni w Piśmie doskonale wiedzieli o czym Pan Jezus mówił. Znali bowiem tekst księgi Syracha 31,8: Błogosławiony bogacz, którego znaleziono bez winy, który nie gonił za złotem. Aramajskie słowo „mammon” oznacza bogactwo. W wypowiedzi Jezusa oznacza coś więcej. Wyraża ono demoniczną moc, która potrafi wykorzystać bogactwo do opanowania ludzkiej osoby. Umie zagnieździć się w naszym myślach, pragnieniach, uczuciach, skupić na sobie cały czas, siły i zdolności. Mamona to jest demon, który usiłuje wziąć w niewolę umysł, serce oraz wolę. Mamona – zła duchowa siła – może stać się częścią nas samych .

            Znamienne, że Jezus mówiąc o Bogu i mamonie, wyraża się o nich jako o dwóch panach (kyrioi) Z jego słów wynika nawet, że Bóg i mamona, to kyrioi absolutni. Chcą oni panować w życiu człowieka w sposób całkowity i wyłączny. Wybór jednego z nich oznacza zawsze oddanie absolutnego panowania nad własnym życiem. Chcą przeniknąć całą naszą osobę, wszystkie jej wartości: czas, siły i talenty, a także nasze troski. Jezus przestrzega przed mamoną, ponieważ potrafi ona tak zdominować człowieka, że uzależni go całkowicie duchowo i materialnie .

       Z Bogiem lub mamoną człowiek wchodzi zawsze w relację fundamentalną, tzn. albo Boga, albo mamonę czyni fundamentem swojego życia. Jako przewodnicy wiernych świeckich, kapłani powinni sobie to uświadomić, ponieważ ciągle są kuszeni przez szatana do wchodzenia w relacje dwuznaczne lub połowiczne. Z Bogiem nie można budować takich relacji. Nie można żyć Jego miłością inaczej, jak przez całkowite oddanie się Jemu. Albo przyjmujemy wszystkie Jego przykazania, albo w rzeczywistości je lekceważymy. Budowanie z Bogiem relacji letnich i połowicznych sprawia, że skazujemy się na życie poza Nim .

            Z mamoną jest inaczej. Ona lubi, gdy buduje się z nią relacje dwuznaczne. Im bardziej one są dwuznaczne, tym bardziej mamona staje się panem życia kapłana. Dwuznaczność, letniość lub połowiczność są skutecznymi sposobami służenia mamonie. Mamona bowiem jest siłą, która zdobywa kapłana przez niejasne wybory i kompromisy. Wykorzystuje skrzętnie niezdecydowanie w opowiadaniu się po stronie Boga. Stopniowo i bezboleśnie potrafi zdominować życie aż do zerwania z nim jednoznacznej relacji miłości, do odsunięcia Go w życiu na dalszy plan. Na tym polega taktyka, panowanie i zwyciężanie mamony. Dokonuje tego systematycznie i bezboleśnie, dając satysfakcję, że jest się w porządku wobec Boga i ludzi.

            Słowa Jezusa o Bogu i mamonie zmuszają kapłana do jasnego postawienia sobie pytania o miejsce Boga w moim życiu: w moich uczuciach, pragnieniach, zamiarach i decyzjach.

            c. Jaka więc winna być nasza relacja do pieniądza?

            Piękną odpowiedź daje nam poeta, kapłan, ks. Jan Twardowski w wierszu zatytułowanym Ubóstwo:

Daj nam ubóstwo, lecz nie wyrzeczenie
Radość, że można mieć niewiele  rzeczy
I że pieniądze mogą być jak świnie .

            Chodzi ks. Janowi o radosne ubóstwo, czyli duchową wolność, a nie żałosne wyrzeczenie. Ostrzega też, że pieniądze mogą być jak świnie, ale wtedy, gdy dusza kapłana jest zanieczyszczona chciwością, pożądliwością i egoizmem.

            Pieniądze jednak nie muszą być jak świnie. Przez pieniądze rozumiemy bowiem wszystkie wartości materialne, z których możemy korzystać w świecie. Radykalny wybór Boga nie domaga się od nas rezygnacji z posiadania pieniędzy i codziennej troski o nie. Zabiegali o nie kapłani, budowniczy kościołów, ale zabiegali o nie także wielcy jałmużnicy cytowani powyżej.  To, czego kapłan winien się strzec, to namiętnej, demonicznej siły posiadania, która może go zniewalać poprzez pieniądz. Pieniądz bowiem jest doskonałym sługą i bardzo złym panem.

            To nie pieniądz gubi kapłana, ale uleganie miłości do niego. Chodzi więc o wybór między miłością do Boga a miłością do pieniądza. Całkowita miłość Boga, a w Bogu miłość do ludzi podporządkowuje relację kapłana do pieniądza tak, że będzie się stawał jego sługą: Czyńcie sobie przyjaciół z mamony niesprawiedliwości… Jeśli zabraknie miłości Bożej, pustkę wypełni mamona: namiętne, zniewalające pożądanie dóbr.

            III. Ubóstwo ewangeliczne jest tajemnicą

            Nie można zapominać, że ubóstwo kapłańskie jest tajemnicą. Aby zbliżyć się do niej, potrzeba wznieść się na poziom wiary. Natomiast jakakolwiek tendencja sprowadzania tego problemu na płaszczyznę socjologiczną, jurydyczną, ekonomiczną, czy psychologiczną, chociaż one są ważne i wartościowe, pozostanie zawsze ujęciem ograniczonym, częściowym i pozbawionym ducha. Nie trzeba być geniuszem, żeby uznać, że w Kościele nie powiedziano wszystkiego na temat ubóstwa. Wiele ważnych rzeczy w dziedzinie ubóstwa kapłańskiego z pewnością jeszcze nie rozwinęło się w pełni w świadomości Kościoła i nie zostało jeszcze wyjaśnione w sposób jasny i wyczerpujący. Kapłan, a także wierny świecki, czy osoba konsekrowana, która mówiłaby, że problem ubóstwa już sobie rozwiązała, tym samym wyraźnie ogłasza, że jest wprost przeciwnie, że u niej nie jest on rozwiązany. Najprawdopodobniej rozwiązuje ten problem ktoś, kto wie, że ciągle jest w stanie poszukiwania, w drodze, że jest otwarty na niespodzianki i paradoksy. Nie jest bogatym ten, kto nie jest przywiązany do własnych idei o ubóstwie, kto jest wolny od własnego sposobu pojmowania ubóstwa i kto jest doskonale nastawiony na Boski wymiar ubóstwa, jaki objawił się i został zrealizowany w  Chrystusie Panu.

Skoro ubóstwo jest tajemnicą, to konsekwentnie nie może ono być wyczerpująco wyrażone przez prawa i normy, jakkolwiek święte i słuszne, ani także przez samą analizę intelektualną i naukową. Prawodawstwo w materii ubóstwa, jakkolwiek jest konieczne i potrzebne, nie zastąpi konieczności słuchania Ducha Świętego, który mówi dzisiaj przez Kościół święty. Konieczne jest także wsłuchiwanie się kapłana w słowo Boże. Tylko na drodze kontemplacji Chrystusa i Jego Ewangelii kapłan może wchłaniać w siebie ducha ubóstwa i zasady inspirujące ubóstwo. Może on także przyoblec się w nie w ramach konkretnego czasu i miejsca, czyli w codziennym życiu.

W tym znaczeniu bardzo potrzebnym jest ustawodawstwo kościelne, czy interwencje Kościoła, nastawione na rewizję struktur w tym celu, aby ubóstwo kapłańskie było coraz bardziej autentyczne. Wprawdzie mogą one mieć wiele niedociągnięć i można przeciw nim wysuwać uwagi krytyczne, ale zawsze są one pomocne.

            IV. Mechanizmy uzależnienia od dóbr zewnętrznych

            Stawać w obliczu ubóstwa jako tajemnicy oznacza uznać, w świetle wiary i w duchu pokory, że staję wobec bogactwa i złożoności ewangelicznego ubóstwa. Oznacza to także konieczność przyznania się do własnych ograniczeń w umiejętności wprowadzania ubóstwa do własnego życia.

            Jesteśmy świadomi dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek, jak działają wzorce środowiskowe także na alumnów i kapłanów. A one stymulują posiadanie rzeczy zbędnych, które związane są nie tyle z potrzebą, ile raczej z potrzebą uznania, imponowania innym posiadanymi rzeczami. Rozwinięta i ciągle napędzana przez media potrzeba posiadania coraz więcej nie może być nigdy zaspokojona. Co więcej jej siła narasta w miarę powiększania  się stanu posiadania. Ks. prof. Z. Chlewiński mówi, że taka chciwość staje się wyalienowaną formą posiadania, jest „potrzebą niepotrzebną” niebezpiecznym moralnie uzależnieniem. W tego typu stanach duchowych dochodzi do głębokiej satysfakcji emocjonalnej z posiadania, które traktuje się, jako źródło samorealizacji, a nawet tożsamości osobowej. Tego typu uzależnienie się od posiadania ma jednak stronę negatywną. Prowadzi ono do przeżywania lęku przed utratą bogactwa. Uzależnienie od bogactwa jest podobne do nałogów alkoholu, narkotyku czy nikotyny. Podobnie jak inne nałogi stanowi ono istotę zagrożenia autentycznego rozwoju osobowego kapłana, prowadząc do jedno-kierunkowości procesów poznawczych i emocjonalno-motywujących. Najświętsze rzeczy uzależnia się od zysku, nawet wobec skrajnie ubogich, podobnie jak to czyni narkoman wobec okradanej przez niego staruszki. Duchowny opanowany przez żądzę posiadania jak największej ilości dóbr skazuje się na bardzo powierzchowne życie moralno-religijne. Jakie bowiem może być życie duchowe księdza, którego myśl jest nieustannie zaabsorbowana pragnieniem posiadania czegoś, co dla niego jest najważniejsze .           

V. Wpatrzeni w Chrystusa ubogiego i pokornego

            Ubóstwo kapłańskie, jak i wszelka forma ubóstwa ewangelicznego, winno być rozpatrywane najpierw w relacji do osoby, a nie w relacji do takich czy innych warunków ekonomicznych, które można by przyjąć jako normę do naśladowania, a tym mniej w relacji do realizowania cnoty, jaką powinno się praktykować. Kapłan będzie autentycznie ubogim, kiedy będzie świadkiem nie tyle wartości, czy nawet cnoty, ile konkretnej osoby. Tą osobą, która stanowi podstawowy fundament ubóstwa ewangelicznego kapłana jest Jezus Chrystus, który go kocha i oddaje się mu, aby uczynić go uczestnikiem swej wolności i miłości. Dla kapłana ważniejszy jest Chrystus ubogi, niż ubóstwo. Jezus jest bezwzględnym (absolutnym) punktem odniesienia, gdyż w Chrystusie Panu urzeczywistniło się ono w wymiarze pełnym, ostatecznym i definitywnym.

            Ubóstwo ewangeliczne kapłana jest z istoty swej sakramentem, znakiem widzialnym, skuteczną obecnością naśladowania Chrystusa ubogiego. Stąd, jako szczególna forma naśladowania Chrystusa, ubóstwo mieści się w dynamice wyzwolenia, znajduje się na drodze pedagogii do wolności, do której wezwał ochrzczonych sam Zbawiciel. Jest ono także wyzwoleniem od „wolności” rozumianej jako samowola, czyli prawa robienia co mi się podoba. Ubóstwo jest rzeczywistością która rodzi się jako postawa radykalna ze spotkania z Chrystusem. Tylko w ten sposób kapłan może być autentycznym, świadkiem ubóstwa, gdyż w jego życiu najpierw i przede wszystkich wchodzi w grę nie ideał lub program ubóstwa do realizowania jako cnoty, lecz naśladowanie osoby Chrystusa ubogiego. Jeśli ubóstwo nie oznacza biedy, jeśli w Ewangelii bieda nigdy nie jest uważana za coś normalnego lub jako wartość, to dlatego, że Chrystus był faktycznie ubogi, ale nie był biedny, ani nie stawał na skraju dróg jako żebrak i wagabunda.

Dobrowolnie wybrane ubóstwo jest źródłem wywyższenia na poziom Chrystusa i nagrody tu na ziemi i w niebie. Słowa Jezusa są bardzo jasne i – z własnego doświadczenia możemy powiedzieć – na wskroś prawdziwe: Wtedy Piotr rzekł do Niego: «Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy?» Jezus zaś rzekł do nich: «Zaprawdę, powiadam wam: Przy odrodzeniu, gdy Syn Człowieczy zasiądzie na swym tronie chwały, wy, którzy poszliście za Mną, zasiądziecie również na dwunastu tronach, sądząc dwanaście pokoleń Izraela. I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy. Wielu zaś pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi (Mt 19,27-30).

            a. Naśladowanie Chrystusa głowy, pasterza i oblubieńca   

            Ale za jakim Chrystusem powinien kroczyć kapłan na swej drodze ubóstwa jako prezbiter? Chodzi o Chrystusa głowę, pasterza i oblubieńca, z którym ontologicznie upodobnił go sakrament święceń. Dotychczas kapłan był świadkiem ubóstwa na mocy sakramentu chrztu świętego, a święcenia kapłańskie dały mu nową relację do ubóstwa ewangelicznego. Ubóstwo prezbitera jest więc rozpatrywane z punktu widzenia relacji kapłana do posługi duszpasterskiej. Uobecniania zbawczej mocy Chrystusa Pana przez posługę duszpasterską znamionuje samo bytowanie szafarza wyświęconego. Równocześnie ma ono relację do uświęcenia kapłana przez posługę pasterską i miłość pasterską. Uobecnianie Chrystusa głowy, pasterza i oblubieńca, jako elementy konstytutywne tożsamości kapłana, stanowią podstawę ubóstwa kapłańskiego, motywują je, a także nadają mu sens, znaczenie oraz sposób jego realizowania w konkretnej sytuacji duszpasterskiej.

            b. Motywacja i eklezjologiczny sens ubóstwa kapłańskiego

O ile wymiar chrystologiczny, czyli naśladowanie i pójście za Chrystusem nadaje bardziej radykalny sens praktykowaniu ubóstwa ewangelicznego, to jego wymiar eklezjologiczny (kapłan jest dla Kościoła), nadaje jego ubóstwu bliższą motywację i znaczenie. Ubóstwo kapłańskie nie stanowi elementu zewnętrznego posługi duszpasterskiej, lecz znamionuje od wewnątrz głoszenie słowa Bożego, celebrowanie sakramentów świętych i kierowanie wspólnotą. Ono też stanowi element konstytutywny jego posługi i pomocy innym. Ubóstwo kapłana sługi Chrystusa i Kościoła ma charakter funkcjonalny w odniesieniu do jego posłannictwa w Kościele. Jednak podporządkowanie realizowania ubóstwa celowi apostolskiemu nie może być interpretowane i przeżywane na płaszczyźnie skuteczności i owocowania wymiernego i zewnętrznego. Kapłan bowiem nie jest świeckim społecznikiem.  Winno być ono pojmowane i realizowane jako świadectwo i promieniowanie Chrystusa ubogiego i pokornego oraz dotykalny znak Jego miłości do każdego człowieka.

            c. Wymiar apostolski ubóstwa ewangelicznego

            Wielokrotnie posługujemy się wymiarem apostolskim ubóstwa, aby uzasadnić pewne wydatki, środki, inicjatywy charytatywne. Często duchowni nie stawiają sobie pytania się czy faktycznie są one świadectwem miłości Chrystusa. Nie pytają komu i czemu to służy? Czy moja działalność charytatywna służy chwale ludzkiej, czy jest uwielbieniem Boga działającego przeze mnie. Chrystus bowiem wybrał słabość i mądrość krzyża, który jest zgorszeniem i głupstwem dla Żydów i pogan ówczesnych i dzisiejszych, by poniżyć potęgę i mądrość tego świata, aby ukazać, że samemu Bogu należy się chwała. W ten sposób Ewangelia pragnie potwierdzić prymat Tego, który będąc bogatym stał się ubogim, aby nas ubóstwem swoim ubogacić, aby przypomnieć duchownym ograniczoność dóbr doczesnych, i nieskończoną wartość dóbr duchowych, warunkujących życie wieczne. Ubóstwo kapłańskie winno być zawsze, jak i każde ubóstwo ewangeliczne w Kościele, znakiem prorockim wiarogodności Kościoła wobec świata i wyzwaniem dla społeczeństwa bogatego i konsumpcyjnego. Szczególnie w historycznym momencie, w którym współistnieją względna obfitość dóbr i nowe formy ubóstwa wydziedziczonych, to jakkolwiek ceniąc dobra stworzone jako dar Boga, prezbiterzy stają się niewątpliwie konkretnym znakiem odcięcia się, odrzucenia, a nie poddania się presji współczesnego świata, który pokłada całą nadzieję w pieniądzu i w bezpieczeństwie materialnym . Podstawowym kryterium odróżniającym myśl przewodnią życia kapłana i jego różne wybory cechuje odniesienie do ubóstwa Chrystusa Ono wyciska piętno na całą posługę duszpasterską i klimat jego życia.

            d. Opcja na rzecz ubogich

            Wewnętrzna relacja do Chrystusa posłanego przez Ojca do ewangelizowania ubogich wymaga od kapłana opowiedzenia się za ubogimi. Co więcej, ta relacja wymaga od kapłana, żeby ubodzy byli celem jego misji. Misja ta jednak polega na pomocy materialnej i duchowej wobec potrzebujących i pomocy dla bogatych duchowo i materialnie, by otworzyli się na ewangelicznego ducha ubóstwa. Z tego wynika konieczność szczególnej troski duszpasterskiej ze strony prezbitera, aby każdy wierny świecki, który nie jest bogaty ubóstwem Chrystusa stawał się nim.

Wewnętrzna relacja z adresatami misji kapłana, która przedłuża misję Chrystusa w Kościele i w świecie, domaga się od niego, jako warunku uprzedniego i koniecznego, życia ubogiego i surowego. Aby kapłan mógł evangelisare pauperibus, potrzeba konieczne, aby mógł też praedicare in paupertate, czyli by równocześnie był świadkiem tego, co głosi. 

Znawcy biografii Sługi Bożego bpa Zygmunta Łozińskiego relacjonują, że po jego śmierci dziennikarz gazety komunistycznej w Związku Radzieckim podał krótką, ale jakże wymowną notatkę: Dnia 26 marca 1932 r. zmarł bp Zygmunt Łoziński, który żył tak jak nauczał. Tylko taki biskup i taki kapłan może nauczyć wiernych żyć ontyczną jednością między ich życiem wiary, a działaniem na co dzień, między ich przynależnością do wspólnoty Kościoła i codziennym trudem przemieniania wszystkiego w duchu cywilizacji prawdy i miłości. Duchowny tego typu jest faktycznie świadkiem, że Chrystus żyje i zbawia dzisiaj.

            Prawdę o uobecnienianiu Chrystusa Zbawiciela przez osobę kapłana ujmuje jasno Urs von Balthasar, który tak pisze o kapłanie, poszukiwanym przez ludzi wołających o pomoc: Człowiek taki musiałby mi ułatwić moje osobiste relacje z Bogiem, nie rozwiązując ich przy tym za pomocą jakichś uogólnień świeckich. Musiałby ponadto wiedzieć, na podstawie własnej relacji z Bogiem o jej charakterze wprost niepowtarzalnym, czym jest taka niepowtarzalność; musiałby równocześnie być wyposarzony w misję i autorytet, znać w Duchu Świętym relacje Boga z innymi i móc podać im odpowiednie wskazania. Misja i autorytet Boży, zespolone w doświadczeniu Ducha: to one właśnie powinny mu dawać możność stawiania mi wymagań - nie ze względu na niego i nie dla niego, ale ze względu na Boga i dla Boga oraz dla mnie - i to wymagań takich, których sam sobie bym nie postawił .

Zgodnie z misją otrzymaną przez sakrament święceń, potrzeba koniecznie, aby kapłan uprzednio i w samym pełnieniu  posługi duszpasterskiej wysłuchiwał ludzi ubogich i słuchał posłannictwa ewangelicznego i przyjął w siebie rysy charakterystyczne adresatów Ewangelii, stawał się i był ubogim. Myśl tę wyraził Jan Paweł II w przemówieniu do seminarzystów i kapłanów w Szczecinie: Chrystus był ubogi. Nie można autentycznie głosić Ewangelii ubogim, nie zachowując właściwego dla swego powołania ubóstwa. Dzisiaj się wiele mówi o kategoriach „być” i „mieć”. Od nas wszystkich kapłanów Jezusa Chrystusa, oczekuje się byśmy „byli” wierni wobec wzoru, jaki nam zostawił. Abyśmy więc byli  „dla drugich”. A jeżeli „mamy”, żebyśmy także „mieli dla drugich”. Tym bardziej, że jeśli mamy – to mamy „od drugich”. Dzisiaj – bardziej niż kiedykolwiek – Kościół żyje” z jałmużny”., od najuboższych misji w Afryce, aż do rozbudowanych nowocześnie uczelni i Kurii, ze Stolicą Apostolską włącznie.

            Pamiętajcie przeto: jesteście „z ludzi wzięci i dla ludzi ustanowieni” (Hbr 5,1). To niesie ze sobą ogromne zobowiązanie. Zobowiązanie wobec Boga samego, wobec Kościoła, który wypracował ten kredyt zaufania do polskiego kapłana ofiarną służbą, nieraz przypłaconą nawet śmiercią męczeńską. Zobowiązanie wobec ludu, zwłaszcza wobec najuboższych. Musicie być wierni. Musicie być solidarni z narodem. Stylem życia bliscy przeciętnej, owszem, raczej uboższej rodziny. Całkowicie oddani Panu naszemu, Jezusowi Chrystusowi i Jego Kościołowi, duszpasterskiej pracy, w jedności z waszym biskupem czy przełożonymi. Z tego będzie was sądził Bóg i wasze sumienie. Tylko ta wierność zapewni wam spokój sumienia i poczucie szczęścia. To jest także i przede wszystkim droga spełnienia siebie w życiu kapłańskim oraz droga wiecznego zbawienia . 

            VI. Formy wyrazu i cele ubóstwa kapłańskiego    

Podobnie jak dla ewangelicznego ubóstwa w ogóle, tak i dla kapłańskiego ubóstwa podstawowym elementem jest prawdziwa relacja ze światem  i rzeczami ziemskimi. Ojcowie Soboru Watykańskiego II wyjaśniają, że właściwa postawa wobec świata i dóbr ziemskich …jest dla prezbiterów ważna dlatego, że posłannictwo Kościoła dokonuje się pośród świata i dlatego, że dobra stworzone są niezbędne do rozwoju osobowego człowieka . W świetle słów Soboru formuła tradycyjna dawanie świadectwo ubóstwa przez fuga mundi jest bardziej właściwe osobom konsekrowanym prowadzącym życie kontemplacyjne. Natomiast kapłan diecezjalny, powołany do życia pośród ludzi w świecie, zobowiązany jest nie tyle do odrzucania i lekceważenia dóbr materialnych stworzonych przez Boga, ile do realizowania ubóstwa przez używanie ich, ale z pewnym dystansem od nich, i to dużo większym niż obowiązuje to wiernych świeckich. Ograniczenia, jakie w używaniu dóbr materialnych obowiązują szafarza wyświęconego jako kapłana, są specyficzne i właściwe dla niego. Powinny jednak brać pod uwagę jego relacje do wiernych i ich stanu ubóstwa i w tej sytuacji rozpatrywać cele i sposoby jego realizowania.

Co do celów praktykowania ubóstwa kapłańskiego Sobór Watykański II wyjaśnia, że Kapłani bowiem, jako że Pan jest ich „częścią i dziedzictwem” (Lb 18,20), winni używać dóbr ziemskich wyłącznie do tych celów, na które według nauki Chrystusa Pana i postanowień Kościoła godzi się je przeznaczać . Natomiast nauka Kościoła przypomina kapłanom, że nie należąc do świata, ale żyjąc na tym świecie , powinni używać świata, jakby go nie używali . Celem ich praktykowania ubóstwa winno być dojście do tej wolności, dzięki której wyzwoleni od nieuporządkowanych przywiązań, stali się zdolni do słuchania Bożego głosu w codziennym życiu , jako konieczne do pełnienia ich posługi pasterskiej. Przez „nakazy Kościoła” należy rozumieć przepisy zawarte w Kodeksie prawa kanonicznego, gdy dotyczą kapłaństwa jako takiego, a szczególnie, gdy dotyczą administracji dobrami kościelnymi , oraz przepisy, które mogą być wydawane przez kompetentną władzę (Papieża, synody, kongregacje rzymskie, biskupów i synody diecezjalne w poszczególnych kościołach lokalnych).

            VII. Trzy typy dóbr

            Pośród różnych dóbr, którymi kapłan konkretnie ma obowiązek używać, administrować lub w ogóle spotykać w swoim życiu można wyróżnić trzy typy dóbr: dobra kościelne w ścisłym znaczeniu; dobra, jakimi kapłan nabywa na mocy lub z okazji spełniania jakiejkolwiek posługi duszpasterskiej (kościelnej) i wreszcie dobra ściśle osobiste. Ogromnie ważne jest, żeby kapłan zachował rozróżnienie tych dóbr, nie mieszając używania jednych z drugimi.

            Co do pierwszego rodzaju dóbr, które są własnością Kościoła, a nie osobistym kapłana, powinien administrować nimi nie na własny użytek, ani na pożytek osób trzecich, a jedynie zgodnie z normami prawa kościelnego i zgodnie z celem, dla którego Kościół dysponuje tymi dobrami, czyli ze względu na potrzeby kultu, godnego utrzymania duchowieństwa, utrzymania dzieł apostolatu i caritasu, a szczególne dla dobra i potrzeb ubogich . W odniesieniu do tych dóbr obowiązuje kapłana nie tyle duch ubóstwa, ile raczej cnota sprawiedliwości. Od kapłana wymaga się przede wszystkim przejrzystości i unikanie wszelkiego rodzaju przywłaszczania sobie, czyli kradzieży .

            Co do dóbr które kapłan nabywa z racji lub przy okazji pełnienia jakiejś posługi duszpasterskiej, jak np. wynagrodzenie za obowiązki proboszcza, wikariusza, katechety, ofiary z okazji sprawowanych intencji Mszy św. itp., Kościół chce, żeby były przeznaczone, przede wszystkim na własne godne utrzymanie. Do tych dóbr należą także wypłaty ubezpieczenia w wypadku choroby i inwalidztwa i emerytura. Dochody z posług duszpasterskich winny być przeznaczone na spełnianie wszystkich obowiązków stanu, ale także na rzecz Kościoła i na dzieła miłosierdzia .  Duch ubóstwa wymaga także, żeby źródło utrzymania i wynagrodzenia kapłana naznaczone było duchem ewangelicznego ubóstwa. Domaga się on także, żeby uwzględnione były zasady sprawiedliwości. Dlatego wynagrodzenia i utrzymanie powinno być możliwie sprawiedliwe (równe), wystarczające, by nie trzeba było szukać środków utrzymanie przez spełnianie zadań niezgodnym z powołaniem i misją kapłana.    

Co do trzeciej grupy, czyli dóbr ściśle osobistych, Kościół wzywa kapłana do używania ich z umiarkowaniem i powściągliwością, by w ten sposób mógł on stawać się świadectwem autentycznego ubóstwa ewangelicznego. Wobec tych dóbr mówi się o ubóstwie dobrowolnym. Ze strony prezbitera wchodzi tu w grę aktualizowanie rady ewangelicznej, której praktykę Kościół poleca przez normę ogólną, ograniczając się do stwierdzenia: Prezbiter…, chociaż nie zobowiązuje się do ubóstwa ślubem publicznym, powinien prowadzić życie proste i wystrzegać się tego, co może być oznaką próżności ( KPK kan. 282 par. 1), podejmując w ten sposób ubóstwo dobrowolne, by bliżej iść za Chrystusem (PO n 17). We wszystkim (mieszkanie, środki transportu, wakacje itd.) powinien wyeliminować wszelkie oznaki wyszukania i luksusu . Wszystko to jest koniecznością właściwego realizowania caritas pastoralis i nie powodowania oddalania się wiernych od Kościoła, a przede wszystkim kroczenia za Chrystusem, który będąc bogaty stał się ubogim dla nas i dla naszego zbawienia, aby Jego ubóstwo uczyniło nas bogatymi .           

VIII. Sposoby realizowania ubóstwa kapłańskiego

            Kościół święty wzywa kapłanów, żeby życie kapłańskie nacechowane było znamionami darmowości (bezinteresowności).

       W każdym systemie politycznym, społecznym i ekonomicznym zachowują swoją wartość słowa Jezusa: Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie. Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów. Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski! Wart jest bowiem robotnik swej strawy (Mt 10,8b-10).

       Słowa te stanowią ciągle wyzwanie dla sług Ewangelii. Wielu świętych usiłowało je dosłownie wprowadzić w swoje osobiste i apostolskie życie. Przykładem najbardziej klarownym jest św. Franciszek z Asyżu.

       Do tych słów nawiązał Jan Paweł II w przemówieniu do seminarzystów w Łomży: Formacja seminaryjna winna skłonić młodych do przyjęcia takiego ubóstwa, jakie praktykował sam Chrystus i jakie zalecał swoim uczniom […]. Rezygnacja z dążenia do bogactw materialnych pozwoli im być świadkami królestwa duchowego Pozwoli im także zasmakować w prostocie stylu życia, chroniąc ich przed wszelką pokusą luksusu lub nadmiernej wygody.

            Gdy chodzi o darmowość, to odnosi się ona najpierw do źródeł utrzymania kapłana. Kapłan winien pamiętać, że żyje z ofiar wiernych. Wprawdzie otrzymuje ofiary z racji pełnionych posług duszpasterskich, ale ofiary te są dobrowolne i w zależności od stopnia wiary hojne.  Stąd i kapłan winien być dyspozycyjny do dawania darmowo . Z drugiej strony duchownemu Ewangelia daje prawo do słusznego wynagrodzenia , Jednak tego prawa Apostoła nie powinno się absolutnie mylić z jakąkolwiek próbą uzależniania służby Ewangelii i Kościołowi od korzyści i zysków, które można z niej czerpać, jak przypomina Jan Paweł IIw Pastores  dabo vobis .

            Jednakże kapłan ze względu na większą dyspozycyjność apostolską i doskonalszą realizację caritas pastoralis, może dobrowolnie wyrzec się należnego wynagrodzenia. Oczywiste jest, że taka postawa upodobnia duchownego bardziej do Chrystusa ubogiego. Bezinteresowność i darmowość jest najdoskonalszym wyrazem darmowej miłości Boga. To ona staje się w posłudze duszpasterskiej świadectwem prymatu dóbr ostatecznych nad ziemskimi i materialnymi. Tego typu ubóstwo, które wyraża się przez darmowość i bezinteresowność, daje kapłanowi większą wiarygodność apostolską szczególnie w oddziaływaniu na ubogich: Wolność wewnętrzna, którą ubóstwo ewangeliczne chroni i podtrzymuje, sprawia, że kapłan potrafi stanąć u boku biednych, okazać solidarność z ich wysiłkami na rzecz ustanowienia bardziej sprawiedliwego społeczeństwa. Być wrażliwym i lepiej rozumieć i rozróżniać zjawiska związane z ekonomicznym i społecznym aspektem życia, popierać opcję preferencyjną na rzecz ubogich. Ta ostatnia, nie wykluczając nikogo z głoszenia Dobrej Nowiny i nie pozbawiając nikogo daru zbawienia, każe pochylać się nad najmniejszymi braćmi, grzesznikami, nad wszelkiego rodzaju ludźmi zepchniętymi na margines, zgodnie ze wzorem, jaki dał Jezus, wypełniając swoje prorockie i kapłańskie posłannictwo (Łk 4,18) . Tego typu darmowość będzie wyrazem wewnętrznej i apostolskiej wolności od chciwości i pełnego poddanie się w służbie każdej biedy, starej i nowej, zwłaszcza takiej, która jest obciążona zniewoleniem grzechem, korzeniem wszelkiego zła .

            Kościół przypomina również kapłanowi, że w realizacji swego ubóstwa powinien pamiętać o zbudowaniu wiernych, o dobrym przykładzie dla nich. Jeszcze raz ujawnia się, jak zasadniczy tenor jego życia duszpasterskiego i prywatnego oddziałuje na społeczność Kościoła i świata. Styl ubogiego życia kapłana jest formą uwiarygodnienia misji zbawczej Chrystusa w Kościele i przez Kościół.           

Zakończenie

            Oto wybrane zagadnienia z problematyki ewangelicznego ducha ubóstwa, które winno znamionować kapłana, który jest uobecnieniem Chrystusa głowy, pasterza i oblubieńca. Jezus Chrystus ubogi jest ideałem niedościgłym, a jednak realnym. Realnym o tyle, o ile kapłan podda się Jemu całkowicie i wyłącznie, zgodnie z przyrzeczeniem, jakie Mu złożył przy święceniach.

            Każdego kapłana wzywa Chrystus Pan do odczytywania wymagań własnego powołania do praktykowania ubóstwa ewangelicznego w świetle Pisma Świętego, nauczania Magisterium Kościoła, a także lekturę i medytację dokumentów Soborowych i najnowszych dokumentów papieskich. Dane tam zawarte stanowią podstawowe kryteria, którymi możemy się posługiwać w realizowaniu drogi Chrystusowego kapłaństwa święceń. Duch Chrystusa obecny w Kościele i Jego nauczaniu, pozwala kapłanowi otwierać drzwi tajemnicy i odczytywać jaka jest wola Boża, co do osobistej praktyki ewangelicznego ubóstwa. Są to dla niego dary bardzo cenne. Jednak najdoskonalsze prawo, orędzie, zachęta, ani nauczanie nie może mu objawić tego, czego Bóg od niego żąda w dziedzinie ubóstwa w sposób tak jasny i adekwatny, żeby zwolnić go od pracy osobistego poszukiwania myśli Boga poprzez słuchanie Mistrza wewnętrznego. Najlepsze opracowania i pouczenia nie zwalniają kapłana od  ustawicznej modlitwy błagalnej do Tego, który jest dawcą wszelkiego dobra, a więc także i ubóstwa ewangelicznego, które wraz z darem święceń kapłańskich, otrzymał przez włożenie rąk biskupa.

I. Czym jest zdrowie człowieka?

Zdrowie, podobnie jak szczęście, nie da się zdefiniować za pomocą ściśle obiektywnych kryteriów. Od przeszło 50 lat funkcjonuje definicja Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), która określa zdrowie nie tylko jako brak choroby lub niepełnosprawność, lecz także jako stan dobrego samopoczucia fizycznego, psychicznego i społecznego. Definicja ta nie oddaje jednak wszystkich aspektów tego pojęcia. Dla celów promocji zdrowia bardzo przydatna jest holistyczna koncepcja zdrowia, traktująca człowieka jako całość, a jednocześnie jako zbiór poszczególnych jego wymiarów, składających się na całość życia ludzkiego. W holistycznej koncepcji zdrowia najważniejsza jest harmonia integracji ciała, umysłu, otoczenia i ducha. Przyjmując tego rodzaju definicje zdrowia, chorobą będzie zachwianie tej równowagi. Właściwe rozumienie poszczególnych wymiarów zdrowia oraz osiągnięcie, jak to się naukowo nazywa, „dobrostanu” jest podstawowym warunkiem działań na rzecz zdrowia w ujęciu holistycznym. Pełne zdrowie i dobre samopoczucie jest dla człowieka najważniejszym dobrem, jakim można cieszyć się w życiu. Holistyczne ujęcie zdrowia uwzględnia również – co jest bardzo ważne – odpowiedzialność każdego człowieka za swoje zdrowie oraz za jakość swojego życia. Zdrowie człowieka w każdej warstwie: cielesnej, emocjonalnej, społecznej i duchowej, cechuje dynamika i wzajemny związek.

II. Wymiary zdrowia ludzkiego

Fizyczny wymiar zdrowia jest związany z fizjologicznymi i anatomicznymi aspektami organizmu. Chodzi tu o dbałość o sprawność fizyczną, właściwą dietę, ruch, wysiłek fizyczny, działanie na zwiększenie odporności organizmu i poprawę ogólnej kondycji fizycznej.

Emocjonalny wymiar zdrowia to umiejętność radzenia sobie ze stresem.

Społeczny wymiar zdrowia to jest współpraca z innymi ludźmi, prowadząca do inspiracji, do twórczego i sensownego życia.

Intelektualny wymiar zdrowia to zdolność do przetwarzania informacji, to umiejętność podejmowania decyzji, to dążenie do osiągnięcia ważnych celów życiowych, które stawia sobie człowiek.

Duchowy wymiar zdrowia dotyczy wszystkich ludzi. Związany jest z praktykami religijnymi, poprzez które człowiek wchodzi w relacje z Bogiem i z ludźmi. Wymiar ten dotyczy respektowania całego spektrum wartości duchowych.

Problematykę ciała można rozważać nie tylko w kategoriach etyki i estetyki, ale także biologii i fizjologii, z którą ściśle łączy się problematyka zdrowia, jego utrzymania, odnowy i aktywnego przeciwdziałania powstawaniu chorób. W tych kategoriach rozumiemy zagadnienia higieny osobistej; rytmu pracy i wypoczynku; odpowiedzialnej, prawidłowej diety na co dzień; rekreacji i zabawy.

Docenianie wartości życia i zdrowia można znaleźć w biblijnej filozofii zdrowia, która głosi niepodzielną jakość i niespotykane nigdzie indziej dowartościowanie ludzkiej somatyki w postaci idei ciała, jako świątyni Ducha Świętego. Idea ta znajduje się w nauczaniu Świętego Pawła Apostoła, w Pierwszym Liście do Koryntian. Czytamy w nim, że o tę Świątynię Ducha należy dbać i należycie się o nią troszczyć (por. 1 Kor 6,18-19), nie zanieczyszczać jej „truciznami”, nie niszczyć jej, na przykład, niewłaściwym trybem życia. Na tym gruncie rozwija się współczesna teologia ciała, której zwolennikiem i orędownikiem – zwłaszcza w wymiarach etyki i estetyki – był Jan Paweł II. W etyce chrześcijańskiej poszanowanie zdrowia jest określane jako sacrum. Życie i zdrowie fizyczne są cennymi darami, o które mamy się troszczyć, uwzględniając potrzeby drugiego człowieka, dla wspólnego dobra. Według Jana Pawła II miarą cywilizacji jest miara życia. Nadrzędnym celem promocji zdrowia jest kształtowanie stylu życia i środowiska sprzyjającego zdrowiu. Większy potencjał zdrowia to środek na poprawę jakości życia, która jest jednym z najważniejszych problemów, z jakimi boryka się człowiek. Edukacja zdrowotna jest nieodłącznym elementem promocji zdrowia.

Występują następujące czynniki, które mają zasadniczy wpływ na zdrowie człowieka: styl życia – w przeszło 50% odpowiada za stan zdrowia człowieka; następnie uwarunkowania biologiczne, jak m.in. geny i środowisko, a organizacja ochrony zdrowia – wpływa tylko w 10%.

III. Aspekty zdrowotności społeczeństwa

Z medycznego punktu widzenia można stwierdzić, że zdrowotność społeczeństwa polskiego pogarsza się drastycznie w ostatnim dwudziestoleciu. To, że wzrasta długość życia, nie jest wynikiem zwalczania chorób, takich jak miażdżyca czy nowotwory, lecz jest to wynikiem przeżywalności noworodków i dzieci. Zjawisko to wydłużyło średni wiek życia. Ciągle pozostaje jednak problem miażdżycy i chorób nowotworowych. W tej sytuacji pilna jest potrzeba działania w sferze edukacji propagandowej, jak również działań legislacyjnych oraz ekonomicznych. Gdyby wszystkie te postulaty były spełnione, byłoby to najlepszą promocją zdrowia. Mimo że brakuje danych statystycznych, można powiedzieć, że wśród księży zwiększa się nadumieralność w wieku młodym, czego oczywiście być nie powinno. Jest to grupa zawodowa o szczególnym zagrożeniu utraty zdrowia. Tak jest to oceniane przez medycynę.

Omówię teraz choroby, które są ściśle związane z trybem życia, sposobem odżywiania się oraz środowiskiem. Podstawowymi w tym względzie są choroby układu krążenia, ponieważ więcej niż 50% zgonów jest pochodzenia sercowo-naczyniowego. Chodzi tutaj przede wszystkim o zawały serca oraz udary. Umieralność spowodowana chorobami układu krążenia wzrosła aż o 65%, począwszy od lat siedemdziesiątych do chwili obecnej. Problem ten dotyczy zwłaszcza mężczyzn. Dla przykładu, w Polsce ponad 3 miliony ludzi ma podwyższone ciśnienie krwi, około 800 tysięcy do 1 miliona osób ma chorobę niedokrwienną serca. Co roku stwierdza się 100 tysięcy zawałów w skali kraju. Jest rzeczą ciekawą, że tylko 50% osób, które mają nadciśnienie wie o tym, że posiada taką chorobę. Znacznie mniej osób z powodu nadciśnienia się leczy.

Choroby układu krążenia to główny zabójca ludzi, chociaż można temu zapobiegać. Mam tu przede wszystkim ma myśli prewencję względem tej choroby. Przykładem niech będzie Finlandia, w której występował ogromny problem nadumieralności mężczyzn z powodu niewłaściwej diety, niewłaściwego trybu życia i zwiększonego poziomu cholesterolu. Zastosowano tam system wprowadzony w północnej Kareli, w którym to okręgu w sposób znakomity poprzez właściwe zastosowanie środków zdrowotnych zmniejszono nadumieralność. Wpływ złych skutków na choroby układu krążenia ma przede wszystkim styl życia, stan środowiska naturalnego, predyspozycje genetyczne. Wpływ medycznej naprawy natomiast na te chorobę oraz na umieralność z jej powodu oscyluje jedynie w granicach 20%.

Choroba niedokrwienna serca to pierwszy sygnał do zawału serca. Zależna jest od indywidualnych czynników ryzyka, ale wśród nich na pierwszym miejscu wymienia się niewłaściwą dietę, otyłość, palenie papierosów, niedostateczną aktywność fizyczną, zwiększony poziom cholesterolu i ciśnienia krwi. Wielu tym czynnikom można zapobiec we właściwym momencie. Wzrost poziomu cholesterolu powoduje chorobę niedokrwienną, udary, ale również niektóre nowotwory, jak nowotwór trzustki, jeden z poważniejszych nowotworów jamy brzusznej.

Palenie papierosów to kolejny czynnik wzmagający choroby układu krążenia Na szczęście zmniejsza się zarówno reklama jak i samo palenie papierosów. Dokonuje się to dzięki posunięciom rządowym, czego przejawem jest między innymi zakaz palenia tytoniu w różnych miejscach. Na szczęście dokonuje się to w wielu krajach. Wydaje się, że w naszym kraju wciąż za mało rygorystyczne jest przestrzegany ten zakaz.

Duży wpływ na choroby układu krążenia ma także poziom cholesterolu we krwi, który jest ściśle związany z dietą i z ruchem. Cholesterol dzieli się na dobry i zły, niskocząsteczkowy i wielkocząsteczkowy. Księża, zwłaszcza ci, którzy nie pracują w szkołach, w których wymaga się okresowych badań, powinni wykazać się samodyscypliną w tym względzie. Jeżeli jest dużo niskocząsteczkowego (złego) cholesterolu, jest to bardzo groźny symptom. Dzięki właściwemu postępowaniu można jednak w znacznej mierze wpływać na poziom cholesterolu w naszym organizmie, a przez to przedłużyć swoje życie.

Bardzo niebezpiecznym zjawiskiem jest otyłość – zmora społeczeństwa wysokorozwiniętego. Zły sposób odżywiania się, mało ruchu, nadmiar spożywanych kalorii powoduje, że ludzie stają się otyli. Najbardziej groźna jest otyłość pochodzenia i typu androidalnego, czyli takiego, jaki występuje u mężczyzn. Widocznym objawem tego jest po prostu duży brzuch. Jeżeli jego obwód przekracza 95 cm istnieje poważne zagrożenie, jeżeli jest powyżej 100 cm, występuje wówczas wielkie ryzyko nadciśnienia i prawdopodobieństwo zawału w przyszłości. W USA jest 25% ludzi, którzy muszą leczyć się z powodu zwiększonego poziomu cholesterolu oraz otyłości. To, do czego doprowadza otyłość, to nie tylko choroby serca, nadciśnienie i udar mózgu, ale to także cukrzyca. Choroba ta to nie tylko cierpienia z powodu powikłań cukrzycowych, ale także wcześniejsza nadumieralność, nawet w młodym wieku. Cukrzyca to także konieczność zażywania leków. W tym kontekście warto przeliczyć sobie, ile powinno się ważyć według tzw. Body Mass Index (BMI), to jest iloraz masy ciała w kilogramach przez wzrost w m2, lub wzrost minus 100 (można dodać 2 kg).

Ściśle z otyłością jest związane nadciśnienie tętnicze. Dwa razy częściej występuje nadciśnienie u ludzi nawet lekko otyłych. Prawidłowy współczynnik wagowy według BMI wynosi 25 – jest to górna granica normy; między 25 a 30 – zagrożenie otyłością; powyżej 30 – to jest już otyłość, a powyżej 35 – wybitne zagrożenie chorobami metabolicznymi. Ciekawe, że na przykład zmniejszenie ciężaru ciała o 1 kg potrafi obniżyć ciśnienie skurczowe o 2,5 mm Hg, a rozkurczowe o 1,5 mm Hg.

IV. Co zrobić, żeby zdrowo się odżywiać i prowadzić prawidłową dietę na co dzień?

Niezwykle ważne jest prawidłowe odżywianie się. W tym względzie trzeba mieć świadomość, że należy robić to dla siebie oraz dla innych ludzi, którymi księża opiekują się duchowo. Bezpieczna żywność i prawidłowe żywienie należą do najważniejszych czynników środowiskowych człowieka, wpływających na stan jego zdrowia, na dobre samopoczucie fizyczne, ale i co ciekawe na psychiczne. Człowiek po odchudzeniu czuje się lepiej, oprócz tego jest wydajniejszy w pracy, oraz – co jest udowodnione – łatwiej przyswaja sobie nową wiedzę. Należy sobie ja przyswajać do późnej starości, gdyż jak mięśnie wymagają stałego treningu, jak stawy wymagają stałego ruchu, tak i mózg wymaga stałego ćwiczenia, ponieważ wtedy opóźnia się jego starzenie się. Poza tym jest to wspaniały sposób na zapobieganie dwóm ważnym problemom medycznym: chorobie Alzheimera i depresji.

Podstawowe błędy żywieniowe to nadmiar zjedzonego pokarmu, złe zestawienie składników odżywczych, nieregularne spożywanie posiłków, jedzenie ich w pośpiechu, w stanie dyskomfortu psychicznego, niewłaściwa temperatura spożywanych pokarmów. Temperatura pokarmów jest dość istotna – nie należy jeść pokarmów zimnych, a także zbyt gorących. W Chinach, w prowincji Syczuan znajduje się miejsce wskazane jako ośrodek raka przełyku. Jeżdżą tam gastrolodzy z całego świata, żeby przekonać się dlaczego tam częściej występuje zachorowalność na raka przełyku, który jest prawie nieuleczalną chorobą, ponieważ pięcioletnie przeżycie z tą chorobą osiąga tylko 1% ludzi. Okazuje się, że ludzie tam mieszkający jedzą zbyt dużo pokarmów gorących. Łykając je, drażnią przełyk. Ponadto mieszkańcy tej prowincji spożywają bardzo dużo pokarmów bardzo pikantnych.

Bardzo ważnym czynnikiem, wpływającym na rozwój wielu chorób, jest spożywanie pokarmów zanieczyszczonych substancjami szkodliwymi dla zdrowia. Np. w województwie śląskim jest okręg pszczyński, w którym występuje bardzo dużo nowotworów. Okazuje się, że w powiecie tym jest stosowanych dużo nawozów azotowych, które powodują związki tzw. nitrozaminy, działające w procesie karcynogennym człowieka.

Mówiąc ogólnie o nadkonsumpcji, należy stwierdzić, że sprowadza się ona do spożywania większej ilości pożywienia aniżeli wymaga to fizjologiczne zapotrzebowanie człowieka. Jest prawdą, że spożywamy za dużo energii, czyli kalorii. Spożywamy zbyt wysoką ilość pokarmów tłuszczowych. Gdyby zastąpić w tygodniu trzy razy dziennie posiłek mięsny na posiłek z ryb, cholesterol byłby znakomity, spadłaby masa ciała, spadłoby nadciśnienie. Warto więc pomyśleć jakie popełniamy błędy. Tradycyjnie jemy tłusto (wieprzowina) i obficie. Jemy zdecydowanie za mało tłuszczów roślinnych. Drugim błędem jest to, że jemy za mało błonnika, brakuje nam w jedzeniu jodu, którego brak może spowodować wole, tzn. powiększenie tarczycy. Na szczęście jest sól jodowana. Powiększona tarczyca była kiedyś powszechna na Podkarpaciu. Jemy też za mało żelaza, stąd mamy anemię; wapnia, który daje budulec dla kości; występującej w owocach witaminy C, która jest „zmiataczem” wolnych rodników, działających toksycznie oraz atakujących ściany naczyń krwionośnych, powodując w ten sposób płytkę miażdżycową.

Cukrzyca jako wynik wadliwego jedzenia jest osiem razy częstsza u tych osób, które mają nadwagę. 80% ludzi otyłych ma cukrzycę. Powinniśmy, prowadząc aktywny tryb życia, nie spożywać więcej niż 2800 kalorii. Jeśli prowadzimy siedzący tryb życia, to liczbę kalorii dopuszczalnych do spożycia musimy jeszcze obniżyć. Obniżenie dziennej racji kalorii o 500 na dobę powoduje ubytek masy ciała o 0,5 kg na tydzień.

Błędy w jedzeniu powodują nie tylko miażdżycę, ale także nowotwory złośliwe. Powstają one przede wszystkim u tych osób, które spożywają mało jarzyn i owoców. W Afryce, mimo że mieszkający tam ludzie są niedożywieni, to jednak jedzą głównie jarzyny i z tej racji rzadko mają raka jelita grubego. Zachęcam zatem do jedzenia błonnika pokarmowego. Błonnik, czyli celuloza jest zawarta w jarzynach i owocach. Nie ma gorszej rzeczy niż spożywanie wysokooczyszczonych produktów, tzw. fast foody, które zawierają wysokie dawki kalorii.

Siedzący tryb życia to również wróg nie tylko ze względu na tworzenie się hemoroidów, ale ze względu na niebezpieczeństwo powstawania miażdżycy oraz chorób przewodu pokarmowego. Jednym z problemów, jakie męczą dość mocno pacjentów, są zaparcia, które wynikają z tego, że jemy za mało błonnika. Trzeba spożywać owsiankę, zmielone otręby. To powoduje, że pobudza się perystaltykę jelit i człowiek nie czuje się ociężały, zmęczony, senny. Należy dziennie spożywać minimalnie 400 g owoców i warzyw, mniej niż 100 g jest zjawiskiem niewłaściwym.

Ogólnie rzecz ujmując, zalecenia żywnościowe są następujące: należy zadbać, aby produkty przeznaczone do spożywania były urozmaicone; powinno utrzymywać się prawidłową masę ciała, która chroni przed wieloma chorobami; należy spożywać pieczywo razowe, które jest bogate w witaminy oraz posiada błonnik. Nie prawdą jest, że osoby, które chorują na choroby związane z przewodem pokarmowy, np. wrzody żołądka, nie mogą jeść razowego chleba. Wręcz przeciwnie powinny spożywać taki rodzaj pieczywa.

Znakomitą prewencją osteoporozy są dwie szklanki chudego mleka codziennie. Wypijane w tej ilości mleko zapewnia wystarczającą ilość wapnia, a także dostarcza białko, które jest potrzebne do budulca. Również należy jeść ryby.

Kto ma nadciśnienie, musi ograniczyć spożywanie soli kuchennej. Ilość soli, która jest zawarta w pieczywie, jest wystarczająca zasadniczo do utrzymania homeostazy organizmu.

Z emfazą należy wspomnieć o toksycznym działaniu alkoholu. Oczywiście nie chodzi tutaj o lampkę wina. Badania kardiologiczne wykazały bowiem, że wypicie lampki wina jest korzystne dla układu sercowo-naczyniowego. Mowa tu o nadmiernym spożyciu alkoholu. Bardzo niebezpieczne jest spożycie piwa, gdyż jest to uzależniające. Częste picie piwa jest prostą drogą do alkoholizmu.

V. Co jest zdrowe a co jest niezdrowe w codziennej diecie?

W codziennym menu zalecana jest kasza gryczana czy jęczmienna. Makaron zawierający jajka jest natomiast niewskazany. Człowiek powinien spożywać nie więcej jak dwa jajka tygodniowo. Mowa tu o żółtkach, gdyż białko jest najlepszym z czynników służących do odbudowy mięśni. Z codziennej diety należałoby usunąć: tłusty ser, śmietanę, pasztet, wieprzowinę (tłustą kiełbasę, salceson); natomiast wskazane są następujące pokarmy: chudy drób (kurczaki, indyki) oraz ryby morskie i rzeczne, olej słonecznikowy, sojowy, a także chudy jogurt i kefir.

VI. Niezbędność odpowiedniego wypoczynku

Ważnym tematem w promocji zdrowia jest zagadnienie wypoczynku. Każdemu pracującemu, czy też niepracującemu potrzeba jest regeneracja sił. Pomyślmy ile nasze serce, które bije w tempie od 60 do 80 uderzeń na minutę, uderzy w ciągu życia. Książa pracują i mieszkają najczęściej w jednym miejscu, dlatego przy wypoczynku powinna być zachowana zmiana miejsca pobytu. Wtedy dochodzi do pełnego relaksu, ponieważ będąc w miejscu pracy podświadomie myśli się o sprawach związanych z pracą. Wolny dzień należy wykorzystać na ruch. Z ruchem i wypoczynkiem nie tylko związane jest zdrowie psychiczne, gdyż po aktywnym wypoczynku księża wracają ze zdwojoną energią do dalszej pracy. Aktywność ruchowa potrzebna jest nie tylko dla higieny psychicznej, potrzebna jest również dla prewencji chorób kręgosłupa oraz stawów, w tym szczególnie stawów biodrowych. Należy pamiętać, że stawy nie mogą być w bezruchu. Nie ma lepszej metody na leczenie i prewencję tzw. osteoporozy jak ruch fizyczny. Długi bezruch stawu powoduje jego unieruchomienie.

Należy pamiętać, że z punktu widzenia medycznego w okres starzenia się wchodzi się już po 35. roku życia. Wskazany jest umiarkowany wysiłek fizyczny. Jeśli tętno po wysiłku fizycznym wzrasta do 120 lub 130/min – jest to wystarczający wysiłek fizyczny. Po posiłku (zwłaszcza po kolacji) należy się przejść. Sławny polski ortopeda, prof. Dega powiedział: „Ruch może zastąpić wiele leków, ale żaden lek nie zastąpi ruchu”.

Bardzo ważną kwestią w kontekście troski o zdrowie jest sen. Najwartościowszy sen to ten przed północą. Człowiek powinien przeznaczać na sen około 7 godz. Należy zadbać, aby był to sen zdrowy, czyli bez środków nasennych, które powodują uzależnienie, tzn. że nie można usnąć bez tabletki. Środki nasenne używane przez okres dłuższy niż 30 dni mogą spowodować uzależnienie. Wówczas sen nie ma takiej wartości jak ten, który jest zdrowy, naturalny, fizjologiczny.

VII. Badania profilaktyczne

Zachęcam do robienia badań profilaktycznych, do wykonania szczepień ochronnych, szczepień przeciw wirusowi typu B (żółtaczka zakaźna), szczepień przeciw grypie, które zapobiegają albo łagodzą objawy grypy. Bardzo usilnie zachęcam do kontrolowania poziomu cholesterolu. Należy podjąć wszelkie działania, zapobiegające rakowi jelita grubego. Polska w jego leczeniu jest na ostatnim miejscu w Europie. W profilaktyce nowotworu jelita grubego niektóre ośrodki zalecają badanie stolca na krew utajoną raz do roku. Jeśli tego rodzaju badania mają wynik dodatni, należy wykonać kolonoskopię. Jest to zabieg, w którym przegląda się jelito grube. Osoby po pięćdziesiątym roku życia powinny mieć, niezależnie od objawów, przeprowadzony rentgen klatki piersiowej (badanie to ma na celu wykrycie raka płuc), a także – co byłoby bardzo dobre – wykonaną kolonoskopię (badanie to ma na celu wykrycie raka jelita grubego lub polipów, które są zaliczane do stanów przedrukowych). Wskazane jest także wykonywanie morfologii krwi w celu sprawdzenia, czy nie ma anemii. Zastosowanie powyższych zaleceń powoduje, że możemy być spokojni, że zrobiliśmy wszystko dla siebie i swoich parafian.

 

 


W związku z hasłem obecnego roku duszpasterskiego „Otoczmy troską życie” tegoroczny Kurs Duszpasterski koncentruje swoją uwagę wokół zagadnień, które związane są z tematyką zdrowia i życia zarówno w jego fizycznym jak i duchowym aspekcie. Z tej racji Ksiądz Biskup Ordynariusz poprosił mnie, abym w ramach kursu duszpasterskiego podzielił się z księżmi refleksjami na temat życia duchowego kapłana. Z pewnością nie jest to łatwe zadanie, ponieważ mam mówić do kapłanów, którzy są przecież specjalistami od życia duchowego, gdyż z jednej strony zadaniem kapłana jest prowadzenie ludzi do pogłębionego życia duchowego, a z drugiej – sami kapłani w dziedzinie duchowości nieustannie nad sobą pracują.

Przygotowując niniejszy wykład, przeglądałem dokumenty Soboru Watykańskiego II oraz nauczanie Sługi Bożego Jana Pawła II, związane z duchowością kapłańską. Bazując zatem na treściach soborowego oraz papieskiego nauczania, pragnę podzielić się osobistymi przemyśleniami z wami – braćmi w Chrystusowym kapłaństwie.

I. Czym jest życie duchowe?

W sensie naturalnym życie duchowe jest życiem każdego człowieka, który oprócz życia wegetatywnego i zmysłowego posiada także sferę duchową, będącą wyróżnikiem każdej istoty obdarowanej rozumem, wolną wolą i życiem emocjonalnym.

Rozum z natury jest skierowany na poznanie prawdy, wola natomiast w naturalny sposób dąży do dobra i umiłowania tego, co piękne. Im bardziej człowiek kieruje się w życiu prawdą i miłością, tym bardziej jest człowiekiem, tym piękniejsze jest jego życie duchowe i naturalne.

W sensie nadprzyrodzonym życie duchowe jest darem Bożej łaski uświęcającej, która daje nam udział w życiu Bożym. Wraz z udzieleniem łaski uświęcającej zostajemy wszczepieni w Chrystusa – Boga-Człowieka, otrzymujemy nowe istnienie: nadprzyrodzone, Boże, Chrystusowe. Otrzymujemy wówczas także nowe władze, uzdalniające nas do życia po Bożemu, abyśmy po Bożemu myśleli, wartościowali i postępowali. Tymi władzami są cnoty wlane: teologalne i moralne oraz dary Ducha Świętego. Dlatego też im bardziej kierujemy się w życiu wiarą i miłością Boga oraz bliźniego, im bardziej pozwalamy się prowadzić Duchowi Świętemu, tym bardziej jesteśmy chrześcijanami, tym pełniej żyjemy życiem duchowym – nadprzyrodzonym.

W tym miejscu warto sobie przypomnieć znane adagium: „gratia non tollit naturam, sed eam supponit et perficit” – „łaska nie niszczy natury, lecz ją suponuje i udoskonala”. Ma to praktyczne zastosowanie w wychowaniu chrześcijańskim i w formacji do kapłaństwa. Trzeba bowiem najpierw być dobrym człowiekiem, żeby stać się prawdziwym chrześcijaninem. W konsekwencji trzeba najpierw być dobrym człowiekiem i autentycznym chrześcijaninem, aby na tym fundamencie budować piękne życie duchowe kapłana.

Dokument soborowy Dekret o formacji kapłańskiej podkreśla potrzebę kształtowania u alumnów cnót naturalnych, „które u ludzi większym cieszą się uznaniem i zalecają sługę Chrystusowego” .

Szczególną rolę w wychowaniu do pięknego człowieczeństwa i dojrzałego chrześcijaństwa odgrywa dobra katolicka rodzina. Ważną rolę spełnia w tym względzie także parafia. Wyjątkowe zadanie do spełnienia posiada oczywiście seminarium duchowne, które przez potrójną formację: doktrynalną, duchową i pastoralną, kształtuje serca i umysłu kandydatów do kapłaństwa. Chociaż w seminaryjnej formacji duchowej bardzo mocno akcentuje się duchowość kapłańską, to jednak nigdy w tym procesie nie jest pomijana formacja wymiaru ludzkiego oraz chrześcijańskiego osoby przyszłego kapłana.

II. Z czego wynika specyfika duchowości kapłańskiej i jakie są jej istotne elementy?

Specyfika kapłańskiej duchowości wynika przede wszystkim z daru powołania kapłańskiego. Jest ono darem Chrystusa, Najwyższego i Wiecznego Kapłana, który mówi niejako do każdego powołanego do kapłaństwa: „Nie wyście mnie wybrali, ale ja was wybrałem, abyście szli i owoc przynosili i aby trwał wasz owoc” (J 15,16). Ten dar uwieńczony święceniami kapłańskimi czyni kapłana przez sakramentalne znamię uczestnikiem Chrystusowego kapłaństwa. Kapłan staje się pośrednikiem między Bogiem a ludźmi na wzór Chrystusa Pana. Chrystus jest pośrednikiem z natury przez swą Boską i ludzką naturę. Kapłan natomiast staje się pośrednikiem przez uczestnictwo w Chrystusowym kapłaństwie. Można zatem powiedzieć, że przez partycypacje w Chrystusowym kapłaństwie kapłan staje się „alter Christus”.

Kapłan jako pośrednik jest zakotwiczony w Bogu przez sakrament kapłaństwa, przez Boską władzę odpuszczania grzechów i władzę sprawowania Chrystusowej zbawczej ofiary eucharystycznej, która uobecnia Jezusową ofiarę z Ciała i Krwi za zbawienie świata. Za tym ontologicznym zakotwiczeniem w Bogu winno iść religijno-moralne zjednoczenie z Bogiem przez głęboką wiarę i miłość, przejawiającą się w czynach. Święty Paweł wyraził to w słowach: „tylko wiara, która działa przez miłość” (Ga 5,6).

Kapłan jako pośrednik między Bogiem a ludźmi jest także na wzór Chrystusa skierowany do ludzi, aby im dawać Boga i do Boga prowadzić, i w ten sposób służyć z miłością każdemu człowiekowi na wzór Chrystusa Dobrego Pasterza, który „nie przyszedł, aby Mu służono, ale aby służyć” (Mt 20,28). Z tej racji kapłan powinien się starać, aby być głęboko zakotwiczonym w ludzie Bożym przez znajomość ich problemów, potrzeb duchowych oraz materialnych. Mówiąc ogólnie, kapłan przez miłość pasterską, na wzór Chrystusa Dobrego Pasterza, powinien „być dla ludzi”.

Kapłan powinien być zatem cały dla Boga i cały dla ludzi w sprawach odnoszących się do Boga; powinien być jakby „nie z tego świata”, ale jednocześnie dla ludzi żyjących na tym świecie, aby przekazywać im wartości nieprzemijające, czyli wartości Boże. Można by rzec, są to najogólniejsze, to znaczy podstawowe elementy duchowości kapłańskiej, wynikające z uczestnictwa w kapłaństwie Jezusa Chrystusa, będącego jedynym w pełnym tego słowa znaczeniu Pośrednikiem między Bogiem a ludźmi.

Znany katolicki publicysta Stefan Wilkanowicz ujmując w obrazowy sposób wyżej wymienione cechy kapłaństwa, wyjaśnia, że kapłan winien być równocześnie „pustynią” i „rynkiem”. W tym kontekście pustynia stanowi z jednej strony symbol wyizolowania się z tego, co światowe, a z drugiej – otwarcia się na Boga oraz na nadprzyrodzone Boże wartości, co w konsekwencji daje możliwość napełnienia się Bogiem oraz głębokiego zanurzenia się w Nim. Rynek natomiast jest symbolem otwarcia się na ludzi, żyjących w tym świecie. Ludzie bowiem, aby się zaopatrzyć w różnego rodzaju dobra potrzebne do życia, przychodzą właśnie na rynek. Zdaniem przytoczonego publicysty, im bardziej kapłan jest „pustynią”, czyli zanurzonym w Bogu i napełnionym Bożymi wartościami, tym lepszym i bogatszym jest „rynkiem”, który ubogaca ludzi oraz skutecznie zaopatruje w Boże, nadprzyrodzone wartości.

III. Przez co kapłan zakotwicza się w Bogu i napełnia się Bogiem oraz Jego darami?

Każdy kapłan powinien przede wszystkim pamiętać, że przez dar powołania i święceń kapłańskich należy całkowicie do Boga oraz że jest Bożą własnością. Sługa Boży Jan Paweł II w roku 1998 w czasie podróży apostolskiej w Meksyku powiedział do kapłanów: „Mocą pieczęci, którą Chrystus was naznaczył, staliście się wyłączną własnością Boga, abyście ciałem i duszą kontynuowali posłannictwo przepowiadania królestwa Bożego wśród ludzi” . Natomiast w liście skierowanym do kapłanów na Wielki Czwartek w roku 1989 napisał: „Jesteśmy więc bracia dłużnikami. Jako dłużnicy łaski Bożej rodzimy się z Serca samego Odkupiciela – w centrum Jego krzyżowej ofiary. A zarazem rodzimy się z łona Kościoła” .

Cała formacja kapłańska winna zmierzać do rozwijania głębokiej zażyłości z Bogiem. Służy temu rozważanie Bożego Słowa, z którego słuchania i rozważania rodzi się i rozwija wiara, będąca fundamentem życia religijno- moralnego.

Pogłębieniu zażyłości z Bogiem służy modlitwa, która jest dialogiem wiary i miłości. Modlitwa może mieć oczywiście różne formy: może być modlitwa słowna albo myślna, może też być modlitwa o wymiarze kontemplatywnym. Bardzo wartościową jest modlitwa, która posiada charakter prostego trwania przed Panem, Boskim Przyjacielem. Należy wspomnieć, że modlitwa może posiadać także wymiar liturgiczny jak i prywatny. W każdym z wymienionych rodzajów modlitwy jest miejsce na adorację i uwielbienie, na dziękczynienie oraz na modlitwę przebłagalną i modlitwę prośby. Dobra modlitwa to źródło głębszego poznania Boga i Jego prawdy, umiłowania Tego, który jest Miłością i umocnienia się do przyjęcia i realizowania Bożych wymagań i planów.

Naszemu zjednoczeniu z Bogiem Ojcem przez Chrystusa w Duchu Świętym służy też życie sakramentalne. Sakramenty bowiem są źródłem łaski, o której Święty Augustyn powiedział: „gratia illuminat, roborat et delectat” – „łaska oświeca, umacnia, i uszczęśliwia”, czyli działa na całego człowieka i przebóstwia go. Z tej racji Jan Paweł II bardzo mocno zachęcał, aby kapłani, powołani do uświęcenia ludzi poprzez sakramenty święte, sami korzystali z nich szczególnie przez głębokie przeżywanie Eucharystii i sakramentu pokuty. Ojciec Święty zachęcał także do korzystania ze środków uświęcenia, jakie zaleca „tradycja ascetyczna”, a są nimi: „godziwe celebrowanie Mszy Świętej, regularne odmawianie Liturgii Godzin, nawiedzanie Najświętszego Sakramentu, codzienne odmawianie różańca, medytacja… Te wszystkie środki są nadal ważne i niezbędne” .

Jan Paweł II szczególne miejsce w duchowości kapłańskiej przyznawał Matce Najświętszej i to z podwójnej racji: najpierw z tytułu, że Maryja jest Matką Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana, w którego kapłaństwie każdy kapłan uczestniczy; druga racja wynika z pozytywnej woli Zbawiciela, który wisząc na krzyżu dał Świętemu Janowi Maryję za Matkę a Jana uczynił Jej synem. „I od tej godziny – jak podaje Autor czwartej Ewangelii – uczeń wziął Ją do siebie” (J 19,26-27). Wypada zatem, aby każdy kapłan wziął Maryję do siebie, czego wyrazem powinno być szczególne do Niej nabożeństwo i naśladowanie Jej w swoim życiu.

Zakotwiczenie w Bogu poprzez wyliczone wyżej sposoby nie tylko pogłębia wewnętrzną świętość kapłana, ale kształtuje także jego czyny, cały styl jego moralnego życia zewnętrznego, które staje się budującym i pociągającym wzorem dla otoczenia.

IV. Przez co dokonuje się zakotwiczenie kapłana w ludzie Bożym, któremu kapłan ma służyć na wzór Chrystusa, Najwyższego Kapłana?

Kapłan winien mieć głębokie przekonanie, że jest z ludzi wzięty i dla ludzi ustanowiony w sprawach odnoszących się do Boga (por. Hbr 5,1).

Pierwszym warunkiem skutecznej służby ludowi Bożemu jest ludzka życzliwość i kapłańska miłość do tych, dla których jest kapłanem – pasterzem. Pasterz natomiast, ażeby mógł miłować swych podopiecznych, winien ich znać, ofiarować im swoją obecność, okazywać zainteresowanie ich radościami, troskami, potrzebami przede wszystkim duchowymi, ale także materialnymi. To zainteresowanie powinno być natomiast nierozłącznie związane z nieustannym wychodzeniem naprzeciw różnorakim potrzebom wiernych.

Chrystus Pan powiedział o sobie: „Ja jestem Dobrym Pasterzem” (J 10,11). Powiedział też, że dobry pasterz zna swoje owce, miłuje swoje owce, broni przed niebezpieczeństwem, zabiega o pokarm dla nich, a nawet życie za nie oddaje (por. J 10,16).

Fundamentalnym zadaniem kapłana w relacji do ludzi, dla których jest duszpasterzem, jest głoszenie słowa Bożego. Ono ukazuje Boga jako miłującego Ojca, zatroskanego o szczęście wieczne swych przybranych dzieci. Słowo Boże przedstawia także Syna Bożego a naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa, który swoim słowem, życiem, śmiercią i zmartwychwstaniem zaspakaja najgłębsze pragnienia ludzkiego umysłu i serca, a przez to staje się dla słuchaczy Prawdą, Drogą, Życiem (por. J 14,6), szczęściem i najgłębszym sensem ludzkiego istnienia.

Słowo Boże jest światłem, które może rozjaśnić najgłębsze mroki, ogniem, który potrafi rozpalić serce miłością, mocą, która może przemienić człowieka z wielkiego grzesznika w świętego. Nie wolno nam kapłanom zatrzymywać Bożego słowa dla siebie, ale trzeba je przekazywać dzieciom, młodzieży i dorosłym z radością, z przekonaniem oraz z wielkim zapałem. Wielka przestroga w tym względzie Są dla nas słowa Świętego Pawła Apostoła: „Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii” (1 Kor 9,16).

Naszym wielkim zadaniem duszpasterskim jest także odpuszczanie ludziom grzechów w sakramencie pokuty, leczenie chorych dusz, przywracanie pokoju sumienia i radości życia w przyjaźni z Bogiem. Trzeba również, aby każdy kapłan zapalał wiernych do pracy nad sobą, do postępu w świętości, rozbudzania ducha apostolstwa.

Jako kapłani winniśmy z miłością służyć ludowi Bożemu sprawując inne sakramenty, które są źródłami łaski i świętości. Mamy pomagać mu szczególnie odkryć i głęboko, owocnie, czynnie przeżywać Eucharystię, która jest źródłem i szczytem życia chrześcijańskiego, całej działalności Kościoła.

Bardzo istotnym zadaniem kapłana jest wprowadzanie wiernych w życie modlitwy, ponieważ im bardziej wierni nauczą się dobrze modlić i odkryją smak modlitwy, tym łatwiej pokonają różne trudności i modlitwa będzie przemieniać ich życie na zgodne z Bożymi wymaganiami. Pogłębione życie modlitwy doprowadzi ich do modlitwy całym życiem.

Gorliwi kapłani dostrzegają, że tradycyjne duszpasterstwo masowe nie wystarcza. Angażują się więc w duszpasterstwo grup i stowarzyszeń katolickich, ponieważ ono daje szansę głębszej formacji religijno-moralnej i jest źródłem tworzenia się aktywnych grup pogłębionych duchowo katolików świeckich. Tego rodzaju grupy są także źródłem powołań kapłańskich, zakonnych i misyjnych.

Bardzo ważnym zadaniem kapłanów jest szukanie owiec zagubionych z Chrystusowej owczarni. Słowa proroka Ezechiela skierowane w imieniu Boga do pasterzy Izraela: „Słabej nie wzmacnialiście, o zdrowie chorej nie dbaliście, skaleczonej nie opatrzyliście, zabłąkanej nie sprowadziliście z powrotem, zagubionej nie odszukaliście” (Ez 34,4) oraz słowa Chrystusa Pana o szukaniu owcy zagubionej (zob. Łk 15,1-7) skłaniają nas – kapłanów do rachunku sumienia i do wysiłku, aby podejmować próby docierania także do tych, którzy zobojętnieli na Boże wartości i nie przychodzą po nie do nas.

W służbie Bogu sercem niepodzielonym i w większej dyspozycyjności dla ludzi w pracy duszpasterskiej pomaga kapłanom celibat. W dochowaniu natomiast wierności kapłańskiemu celibatowi pomaga zażyła przyjaźń z Boskim Przyjacielem i Jego Matką, radosna służba pasterska wiernym oraz miłość połączona z duchem odpowiedzialności za tych, których Bóg stawia na naszej kapłańskiej drodze.

Chrystus Pan swoim pierwszym kapłanom, czyli Apostołom, powiedział: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu” (Mk 16,15). Tymi słowami nasze kapłaństwo uczynił misyjnym. Choć nie wszyscy kapłani pracują na terenach misyjnych, to jednak winni sercem oraz modlitwą obejmować cały świat i wspierać działalność misyjną Kościoła oraz zaszczepiać ducha misyjnego wśród wiernych.

Aby obraz duchowości kapłana był pełny należy wspomnieć także o relacji samego kapłana do Kościoła i współbraci w kapłaństwie. Każdy chrześcijanin jest cząstką Kościoła Mistycznego Ciała Chrystusa, którego Głową jest Chrystus, duszą Duch Święty, członkami ludzie wyznający tę samą wiarę, ochrzczeni, kierujący się w życiu Dekalogiem i zmierzający pod przewodnictwem papieża i swoich biskupów do domu Ojca. Każdy kapłan otrzymuje święcenia w Kościele i swoją misję wypełnia w Kościele, z pomocą Kościoła i pod kierunkiem prawowitych przełożonych. Kapłan winien zatem darzyć Kościół głęboką miłością płynącą z wiary. Kościołowi powinien być posłuszny i swoją gorliwą pracą winien budować i rozszerzać Kościół. Papieżowi i swojemu biskupowi winien okazywać cześć, miłość i posłuszeństwo. Dla jak najlepszego wypełnienia swego powołania winien również utrzymywać żywą więź z braćmi kapłanami i jak najlepiej z nimi współpracować w dziele ewangelizacji i w prowadzeniu ludu Bożego do pełni życia chrześcijańskiego.

Niech przypomnienie sobie tych prostych a zarazem znanych nam treści prowadzi nas do większej troski o osobiste życie duchowe i o życie duchowe tych, dla których jesteśmy kapłanami.


Według papieża Benedykta XVI, miłość jako caritas zawsze będzie potrzebna i to nawet w najbardziej sprawiedliwym społeczeństwie. W encyklice Deus caritas est napisał: „Nie ma takiego sprawiedliwego porządku państwowego, który mógłby sprawić, że posługa miłości byłaby zbędna. […] Zawsze będzie istniało cierpienie, które potrzebuje pocieszenia i pomocy. Zawsze będzie samotność. Zawsze będą sytuacje materialnej potrzeby, w których konieczna jest pomoc w duchu konkretnej miłości bliźniego” (DCE 28). Papież podkreślił ponadto, że działalność na rzecz potrzebujących pomocy nie jest przypadkową aktywnością Kościoła, którą można by powierzyć komu innemu, lecz „należy do jego natury, jest niezbywalnym wyrazem jego istoty” (DCE 25). „Kościół nigdy nie może być zwolniony od czynienia caritas jako uporządkowanej działalności wierzących i, z drugiej strony, nigdy nie będzie takiej sytuacji, w której caritas poszczególnych chrześcijan nie będzie potrzebna, gdyż człowiek, poza sprawiedliwością, potrzebuje i zawsze będzie potrzebował miłości” (DCE 29).
Parafia dzięki duchowej i prawno-kanonicznej więzi z diecezją jest miejscem urzeczywistniania się Kościoła, a „poniekąd samym Kościołem zamieszkującym pośród swych synów i córek” (ChL 26). Parafia jako wspólnota zjednoczona miłością Boga Ojca i Syna w Duchu Świętym powinna stawać się „domem otwartym dla wszystkich i gotowym służyć każdemu” (ChL 29). Drwina z ubogich i zaniechanie pomocy potrzebującym byłyby zniewagą samego Boga (Prz 17, 5). Miłość Boża rozlana w sercach chrześcijan przez Ducha Świętego przynagla, aby ogarniać pomocą wszystkich ludzi cierpiących z powodu biedy materialnej lub duchowej w środowisku parafialnym. Według Benedykta XVI pomoc charytatywna jest niesieniem Boga cierpiącemu światu: „Im bardziej świadomie i wyraźnie niesiemy Go jako dar, tym skuteczniej miłość nasza odmieni świat i wzbudzi nadzieję – nadzieję, która przekracza śmierć” . Powyższe słowa Papieża nadzwyczaj trafnie korespondują z tematem tegorocznego programu duszpasterskiego Kościoła w Polsce: Przywracajmy nadzieję ubogim.

1. Aktualne formy ubóstwa wyzwaniem dla duszpasterstwa parafialnego

II Polski Synod Plenarny szczególnie uwrażliwia duszpasterzy na biedę w rodzinach dotkniętych skutkami trwającej w Polsce od 1989 roku transformacji społeczno-ustrojowej . W przemianach systemowych zabrakło instrumentów chroniących rodzinę. Antyrodzinny system podatkowy oraz trudna sytuacja mieszkaniowa wpływają destrukcyjnie na tworzenie materialnych i duchowych zrębów młodej rodziny . Skutki transformacji najbardziej odczuwają rodziny wielodzietne i niepełne oraz dotknięte strukturalnym bezrobociem, które najboleśniej dotknęło rodziny byłych pracowników zlikwidowanych Państwowych Gospodarstw Rolnych oraz rodziny z małych, peryferyjnych miasteczek . Bezrobocie, brak możliwości kształcenia i dostępu do dóbr kultury prowadzą konsekwentnie do „dziedziczenia biedy”, czyli do jej utrwalania i przekazywania następnemu pokoleniu . Innym niebezpiecznym zjawiskiem społecznym zachodzącym aktualnie w Polsce jest zanik więzi sąsiedzkich, wyobcowanie kulturowe i religijne. Samotność i bezradność w obliczu trudnych problemów życiowych często prowadzi do dezintegracji i rozpadu rodziny .
Ponieważ bezrobocie w Polsce przybiera zatrważające rozmiary, biskupi poszukują sposobów przezwyciężenia tego zjawiska, tak bardzo niekorzystnego dla rozwoju życia rodzinnego . W aktualnych uwarunkowaniach społeczno-gospodarczych w Polsce bezrobocie jawi się jako największy problem, od rozwiązania którego zależeć będzie przyszłość rodzin i całych pokoleń. Nie czekając na powodzenie reform systemowych, Kościoły lokalne i wspólnoty parafialne powinny szukać praktycznych sposobów wspomożenia rodzin bezrobotnych.
Do groźnych zjawisk społecznych, niszczących zdrowie i kondycję moralną poszczególnych osób i całych rodzin, należą w Polsce alkoholizm i narkomania . Są one główną przyczyną pauperyzacji i marginalizacji społecznej rodzin oraz demoralizacji dzieci. Zjawiska te stanowią wyzwanie dla duszpasterstwa i apostolatu katolików świeckich. Profilaktyka, dobry przykład życia rodzinnego, promowanie zdrowej kultury życia, przeżywanie uroczystości rodzinnych i zabaw towarzyskich w trzeźwości wydają się decydować o przezwyciężeniu plag narodowych od lat niszczących podstawy życia rodzinnego w Polsce. II Polski Synod Plenarny zachęca katolików świeckich do tworzenia grup trzeźwościowych i abstynenckich oraz do upowszechniania obyczajowości przeciwstawiającej się wszystkiemu, co zagraża rodzinie .
Ubóstwo i inne trudne sytuacje rodzin w Polsce domagają się intensyfikacji pomocy charytatywnej Kościoła. Zakres ludzkiej biedy wciąż się poszerza, a obok nędzy materialnej, występuje „ubóstwo odnoszące się do dóbr duchowych, intelektualnych czy moralnych” . Kościół jest zdecydowany bronić ludzi ubogich i marginalizowanych oraz ich rodziny przed degradacją i zepchnięciem w nędzę. Dlatego stara się okazywać miłość czynną w sposób delikatny, nie uwłaczający godności człowieka ubogiego, zgodnie z „opcją preferencyjną dla wszystkich dawnych i nowych form ubóstwa tragicznie obecnych w świecie” . Episkopat Polski upomina się o to, co należy się rodzinom ze strony państwa na zasadzie sprawiedliwości, ale docenia również wysiłek organizacji i osób prywatnych, które „w imię miłości Boga i bliźniego spieszą z pomocą ludziom biednym i potrzebującym” . Priorytetem posługi charytatywnej Kościoła w Polsce są rodziny wielodzietne, matki samotnie wychowujące potomstwo oraz naturalne i społeczne sieroty .
W Polsce jest wciąż wiele do zrobienia, aby pomóc ludziom w podeszłym wieku pełniej wyrażać swoje zdolności i ułatwić aktywne uczestnictwo w życiu Kościoła . II Polski Synod Plenarny zachęca duszpasterzy do tworzenia i popierania klubów trzeciego wieku lub innych tego typu wspólnot ludzi starych . W duszpasterstwie parafialnym należy organizować okolicznościowe nabożeństwa i spotkania ludzi w podeszłym wieku w domach parafialnych. Okazją takich spotkań może być dzień babci i dziadka, dzień chorych, wigilia, opłatek, Wielkanoc, odpust parafialny itp. Ludziom starym można ponadto zaproponować uczestnictwo w działających w parafii grupach apostolskich, kołach Żywego Różańca, kręgu biblijnym, katechezie dla dorosłych itp.
Sytuacja choroby jest wielkim wyzwaniem dla zdrowej części Kościoła. Chorzy stanowią szczególne wyzwanie dla duszpasterstwa parafialnego . Chorzy mają prawo do korzystania z przepowiadania słowa Bożego (kan. 747 § 1) oraz posługi sakramentalnej (kan. 843 § 1). Realizację funkcji przepowiadania słowa Bożego dla chorych ułatwiają dzisiaj środki społecznego komunikowania, natomiast w posłudze sakramentalnej dominują tradycyjne formy: odprawianie Mszy św. w mieszkaniu chorego, rozdzielanie Komunii św. w pierwsze piątki miesiąca lub częściej , organizowanie dni chorych w parafii oraz pielgrzymek do sanktuariów. Cenną pomocą w akceptacji choroby i znalezieniu sensu swego cierpienia może być korespondencja z diecezjalnym duszpasterzem chorych, prenumerata religijnego czasopisma, np. „Apostolstwa Chorych” oraz włączenie się w działalność istniejącego w Polsce od 1929 roku Stowarzyszenia Apostolstwa Chorych.
Miłość chrześcijańska wzywa wspólnotę parafialną do szczególnej służby wobec ludzi chorych i cierpiących. Choroba fizyczna i psychiczna wciąż wydają się być „najcięższą i najbardziej powszechną postacią ludzkiego cierpienia” (ChL 53). Zadaniem parafii jest przywrócenie chorym należnego im miejsca w Kościele i społeczeństwie. Ludzie świeccy mogą przyczynić się do większej integracji chorych ze zdrowymi na szerokiej płaszczyźnie życia społecznego . Trzeba chorym pomóc w ich możliwie pełnym rozwoju na płaszczyźnie intelektualnej, kulturalnej, zawodowej i sportowo-rekreacyjnej.
II Polski Synod Plenarny podkreśla, że w ostatnich latach zaznaczył się wzrost liczby osób niepełnosprawnych w naszym kraju oraz pogorszyła się ich sytuacja ekonomiczna. Ponadto osoby te żyją w poczuciu zagrożenia i często spotykają się z brakiem życzliwości . Obowiązkiem władz państwowych i samorządowych jest ulepszenie niewydolnego systemu zabezpieczeń socjalnych. Problemy osób niepełnosprawnych nie są również obce Kościołowi w Polsce, który po 1989 roku wypracował znaczące formy pomocy niepełnosprawnym: stacje opieki Caritas, ośrodki rehabilitacyjne, zakłady opiekuńczo-lecznicze i leczniczo-wychowawcze, domy opieki społecznej, warsztaty terapii zajęciowej itp. Synod polecił rozwijać powyższe inicjatywy i zadbać o ich bardziej równomierne rozmieszczenie .
Do zadań Kościoła w Polsce należy włączenie osób niepełnosprawnych w życie wspólnot parafialnych . II Polski Synod Plenarny zwrócił uwagę parafialnym radom duszpasterskim, aby zadbały o odpowiednią liczbę miejsc do siedzenia podczas liturgii, stosowne konfesjonały dla osób słabo słyszących, ogrzewanie świątyni oraz odpowiednie podjazdy i wejścia dla osób poruszających się na wózkach inwalidzkich . Duszpasterze nie powinni lękać się przyjmować do służby ministranckiej, lektorskiej oraz scholi liturgicznej niepełnosprawnych dzieci i młodzieży. Integracji społecznej niepełnosprawnych służą wycieczki, pielgrzymki, spotkania towarzyskie, wieczornice literackie, zawody rekreacyjne itp. Podstawą powodzenia tych przedsięwzięć jest przełamanie dystansu i lęku ludzi zdrowych przez lepsze poznanie niepełnosprawnych. Konieczne jest pokonanie ignorancji, a niekiedy swoiste „odmitologizowanie” świata osób niepełnosprawnych .
Ważnym sektorem posługi charytatywnej Kościoła w Polsce jest pomoc osobom niedostosowanym społecznie, które często są w wyjątkowo trudnej sytuacji egzystencjalnej i psychicznej. Kościół jest sakramentem miłości Boga dla wszystkich ludzi, a tym bardziej dla przeżywających szczególne trudności egzystencjalne. W ludzkim rozumieniu sytuacja ludzi skrajnie ubogich, bezdomnych, alkoholików, narkomanów lub osadzonych w więzieniach jest beznadziejna. Kościół powinien jednak nawet „wbrew nadziei” (Rz 4, 18) podejmować próby ratowania człowieka ze względu na jego jedyną i niepowtarzalną godność osobową. Ostatecznie, to Chrystus jest „światłem opromieniającym człowieka, prowadząc go do portu dojrzałego i godnego życia” .

  1. Podstawy działalności charytatywnej w parafii

Parafia nie jest z ustanowienia Bożego, lecz jest wytworem Kościoła historycznego. Została ona powołana w określonych warunkach społeczno-kulturowych i wciąż podlega dziejowym przemianom. Wszystkie funkcje, jakie spełniała późniejsza parafia, były realizowane już przez pierwotną gminę chrześcijańską (Dz 2, 42). Uważa się ją za pierwowzór późniejszych parafii. Pierwotne gminy nie były jednak parafiami w dzisiejszym znaczeniu, gdyż na ich czele najczęściej stał biskup, a nie prezbiter. Pierwsze parafie podobne do dzisiejszych powstały na przełomie III i IV wieku w Galii, natomiast szczególny rozkwit sieci parafialnej Kościoła nastąpił w średniowieczu. Chociaż na przestrzeni wieków struktura organizacyjna parafii podlegała znaczącym przemianom, to jednak teologiczny i pastoralny cel parafii pozostaje wciąż ten sam.
Sobór Trydencki określił parafię jako oddzielną część terytorium diecezji z własnym kościołem, własną ludnością i własnym kapłanem, który z urzędu sprawuje tam duszpasterstwo. Potrydenckie prawodawstwo kościelne akcentowało jej terytorialny charakter. Nie było w tym ujęciu mowy, czym jest parafia w organizmie Kościoła i jaką ma pełnić w nim rolę. Na problem ten zwrócił uwagę dopiero Sobór Watykański II. Kodeks Prawa Kanonicznego z 1983 roku stanowi, że „parafia jest określoną wspólnotą wiernych, utworzoną na sposób stały w Kościele partykularnym, nad którą troskę pasterską, pod władzą biskupa diecezjalnego, powierza się proboszczowi jako jej własnemu pasterzowi” (kan. 515 § 1). Katechizm Kościoła Katolickiego z 1992 roku dodaje, że „parafia wprowadza lud chrześcijański do uczestniczenia w życiu liturgicznym i gromadzi go podczas tej celebracji; głosi zbawczą naukę Chrystusa; praktykuje miłość Pana w dobrych i braterskich uczynkach” (nr 2179). Powyższe określenia streszcza również Dokument Kongregacji do spraw Duchowieństwa Kapłan pasterz i przewodnik wspólnoty parafialnej.
Z teologicznego punktu widzenia parafia nie stanowi samodzielnego i niezależnego bytu. Jest ona częścią diecezji (DB 30) i tylko w ścisłej łączności z nią urzeczywistnia Kościół. Związek parafii z diecezją zapewnia proboszcz, który reprezentuje biskupa diecezjalnego, jako najwyższego pasterza Kościoła partykularnego (KL 42). Proboszcz, którym może być tylko wyświęcony prezbiter (kan. 521 § 1), gwarantuje wspólnocie parafialnej stały dostęp do Eucharystii. W ten sposób w parafii są obecne trzy zasadnicze elementy znaku Kościoła lokalnego: biskup w osobie prezbitera, Eucharystia oraz względnie stała społeczność ludzi (KL 42; zob. KK 26).
Parafia jest strukturą Kościoła najbliższą człowiekowi. W gruncie rzeczy poprzez parafię większość chrześcijan poznaje, czym w istocie jest Kościół . Dzięki parafii Kościół staje się widzialnym znakiem zbawienia i narzędziem uświęcenia dla wspólnoty ludzi, zjednoczonych wokół ołtarza słowa Bożego i ołtarza Eucharystii oraz przenikniętych mocą Ducha Świętego, który jest sprawcą wiary i miłości. Wspólnota kościelna w życiu parafii znajduje najbardziej bezpośredni i widzialny wyraz. Parafia  jest  niejako  ostatecznym  umiejscowieniem  Kościoła (ChL 26).
Parafia obok rodziny należy do podstawowych środowisk życia chrześcijańskiego i dlatego powinna być wspólnotą ludzi wzajemnie się miłujących. Sobór Watykański II wzywa pasterzy Kościoła do szczególnej troski wychowawczej zmierzającej do tego, by wierni „żyli i działali we wspólnocie miłości” (DB 16). Działalność charytatywna jest wyjątkowo miarodajnym kryterium żywotności wszelkich wspólnot eklezjalnych, a szczególnie parafii, w której Kościół urzeczywistnia się w sposób bezpośredni i realny .

2. Podmiot parafialnej posługi miłości

Papież Benedykt XVI podkreśla, że „Kościół jako rodzina Boża powinien być dziś, tak jak wczoraj, miejscem wzajemnej pomocy i równocześnie miejscem gotowości do służenia wszystkim potrzebującym pomocy, nawet tym, którzy pozostają poza nim” (DCE 32). Wydaje się, że słowa powyższe można odnieść do wspólnoty parafialnej, która z wielu względów szczególnie nadaje się do świadczenia wzajemnej pomocy. W tej podstawowej strukturze Kościoła powinna panować harmonia działania oraz wzajemna wymiana posług. Prezbiterzy są dłużnikami ludu, z którego wyszli, i dlatego powinni wszystkich parafian otaczać szacunkiem i miłością. Współczuciem i wielkoduszną troską powinni ogarniać zwłaszcza „biednych, cierpiących, samotnych, wygnańców oraz przeżywających szczególne trudności” (KPK, kan. 529 §2).
W nauczaniu Soboru Watykańskiego II posługa kapłańska ukazana jest jako troska o budowanie wspólnoty braterskiej w parafii . Posługiwanie duszpasterskie odnosi się bowiem nie tylko do każdego chrześcijanina z osobna, lecz jest zaangażowaniem w formowanie autentycznej wspólnoty chrześcijańskiej. Prezbiterzy „gromadzą w imieniu biskupa rodzinę Bożą, jako braci, których ożywia jedno uczucie, aby doprowadzić ją do Boga Ojca przez Chrystusa w Duchu Świętym” (DP 6). W budowaniu wspólnoty prezbiter powinien odznaczać się nadzwyczajną dobrocią na wzór Chrystusa, który pierwszą wspólnotę swoich uczniów kształtował nie poprzez zewnętrzny przymus, lecz przez wewnętrzne działanie Jego Ducha. W ten sposób przekazał żarliwą miłość grupie uczniów, tworząc z nich wspólnotę miłości, która stała się zalążkiem widzialnego Kościoła posłanego później do świata. Podobnie prezbiterzy jako współpracownicy biskupów mają pobudzać miłość we wspólnotach parafialnych tak, by żyły one na co dzień Duchem Chrystusowym .
Ważnym zadaniem prezbiterów jest prowadzenie powierzonych wiernych do takiego zjednoczenia w miłości, aby oni sami obdarzali się nawzajem czcią i miłością braterską (Rz 12, 10). Powyższe zadanie można określić jako przenikanie ducha miłości w świadomość i styl życia wspólnoty parafialnej. Środkami realizacji powyższego zadania jest nauczanie, liturgia i osobiste świadectwo duszpasterza. Od tego, w jakim stopniu potrafi on wykorzystać powyższe narzędzia, zależy rozbudzenie ducha miłości oraz gotowości do niesienia spontanicznej pomocy wszystkim potrzebującym. Nieporozumieniem byłoby bowiem oczekiwanie pomocy od organizacji charytatywnych w każdej najdrobniejszej potrzebie. Elementarne posługi muszą być realizowane indywidualnie lub zespołowo przez samą wspólnotę parafialną .
Do świadectwa miłości braterskiej są powołani również katolicy świeccy i osoby konsekrowane posługujące w parafii. Apostolat miłosierdzia jest bowiem najprostszą a zarazem najskuteczniejszą formą przepojenia duchem chrześcijańskim porządku doczesnego (DA 2). Benedykt XVI podkreśla, że do świadczenia pomocy charytatywnej są szczególnie predestynowane osoby dotknięte miłością Chrystusa, gdyż Chrystus swoją miłością budzi dopiero w nich miłość bliźniego (DCE 33). Dlatego zaznacza, że „działanie praktyczne pozostaje niewystarczające, jeśli nie jest w nim uchwytna miłość do człowieka, miłość, która się karmi spotkaniem w Chrystusem”  (DCE 34). Papież ostrzega ponadto przed niebezpieczeństwem groźnej sekularyzacji, która dotknęła wielu chrześcijan zaangażowanych w pracę charytatywną. Lekarstwem na to zagrożenie, które realnie występuje głównie na Zachodzie, jest modlitwa, będąca zaproszeniem Boga, aby był obecny z pociechą swego Ducha w chrześcijaninie i jego pracy charytatywnej (DCE 37).
Według św. Pawła „nikt nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie” (Rz 14, 7). Apostoł Narodów wzywa do życia nie dla siebie, lecz dla Chrystusa, a wezwanie to kieruje w pierwszej kolejności do członków Chrystusowego Kościoła. „Żyć dla Chrystusa” oznacza w gruncie rzeczy żyć w zjednoczeniu z Chrystusem dla innych. Chrystus nie stał się bowiem człowiekiem dla siebie samego, dla swojej korzyści, lecz przyjmując ludzkie ciało, uniżył się po to, by ludzi wywyższyć, wynieść do chwały swego Ojca. Ziemska misja Jezusa była absolutnie bezinteresowna i ukierunkowana na innych. Apostoł Narodów wyraża tę prawdę w następujący sposób: „Znacie łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa, który będąc bogaty, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić” (2 Kor 8, 9). Każdy chrześcijanin ma również swoim ubóstwem i miłością ubogacać innych.

3. Formy działalności charytatywnej w parafii

Realizacja posługi charytatywnej w parafii może mieć charakter spontaniczny lub zorganizowany. Działalność spontaniczna powinna być realizowana w kręgach rodzinnych i sąsiedzkich. Papież Benedykt XVI podkreśla w swojej pierwszej encyklice, że „caritas chrześcijańska jest przede wszystkim odpowiedzią na to, co w konkretnej sytuacji stanowi bezpośrednią konieczność: głodni muszą być nasyceni, nadzy odziani, chorzy leczeni z nadzieją na uzdrowienie, więźniowie odwiedzani itd.” (DCE 31). Żeby jednak spontaniczna pomoc była faktycznie realizowana, konieczna jest stała formacja parafian do miłości czynnej. Zadanie to należy głównie do duszpasterzy i katechetów, a szczególnie do proboszcza parafii. Kościół przez całe wieki uwrażliwiał wiernych na godność wspomaganych osób, na ich potrzeby egzystencjalne i duchowe. A dzisiaj papież Benedykt XVI zwraca uwagę na to, że ludzie cierpiący potrzebują człowieczeństwa i serdecznej uwagi. Dlatego, obok profesjonalnego przygotowania pracowników socjalnych i wolontariuszy charytatywnych, konieczna jest „formacja serca”. Wydaje się, że taką formacją trzeba dzisiaj obejmować wszystkich parafian: „trzeba ich prowadzić ku takiemu spotkaniu z Bogiem w Chrystusie, które by budziło w nich miłość i otwierało ich serca na drugiego, tak aby miłość bliźniego nie była już dla nich przykazaniem nałożonym niejako z zewnątrz, ale konsekwencją wynikającą z ich wiary, która działa przez miłość” (por. Ga 5, 6; DCE 31).
W celu rozwijania działalności zorganizowanej potrzebny jest dobrze przygotowany Parafialny Zespół Charytatywny/Caritas (PZC). Jego inicjatywy mogą i powinny wspierać inne grupy i zespoły apostolskie istniejące w parafii. Podstawy prawne i organizacyjne dla PZC zawierają dwa dokumenty Episkopatu Polski oraz wskazania, instrukcje lub statuty Caritas Parafialnej wypracowane w poszczególnych diecezjach. Niestety w skali Polski jedynie ok. 50% parafii posiada PZC, co pokazuje, że wciąż nie wszyscy proboszczowie są przekonani co do potrzeby powołania PZC. Warto jednak powołać PZC, choćby z tego powodu, aby podzielić się odpowiedzialnością za zorganizowaną posługę charytatywną w parafii z innymi.
Jak powołać, albo jeśli już jest, jak ożywić działalność PZC? W pracy charytatywnej najważniejsi są ludzie. Sprawą wtórną są natomiast środki finansowe i baza lokalowa. O środki materialne będzie się bowiem troszczył utworzony zespół, a magazyn na dary naturalne może być zorganizowany w pomieszczeniach pozaparafialnych. Dary naturalne można też zbierać tylko okazjonalnie np. w Wielkim Poście, Tygodniu Miłosierdzia, przed wielkimi świętami, a wtedy wystarczy pomieszczenie adaptowane na krótki czas .
W  skład  zespołu  mogą  wchodzić  zarówno osoby świeckie, jak i zakonne. Przy rekrutacji członków PZC trzeba zwrócić uwagę przede wszystkim na parafian posiadających charyzmaty służebne. Ważna jest osobowość, zdrowie i możliwości czasowe osób angażowanych w pracę zespołu. O przydatności kandydata świadczy jego zapał, gotowość do podjęcia służby braciom, jego życie religijne oraz pobożność eucharystyczna. Tylko człowiek zjednoczony z Chrystusem, może owocnie służyć Mu w bliźnich (DA 4). Chociaż trzon PZC tworzą z reguły starsze kobiety, to jednak nie należy łatwo rezygnować z zaangażowania do pracy w zespole mężczyzn, młodzieży i dzieci. Wielce wskazana jest współpraca PZC ze Szkolnymi Kołami Caritas .
Ważny jest moment inicjacji pracy zespołu, a jeśli ten już istnieje od dawna, moment przyjęcia nowych członków. Wyszukanych kandydatów trzeba najpierw przygotować metodycznie i duchowo do podjęcia zadań charytatywnych. Formą tego przygotowania może być diecezjalny, dekanalny lub parafialny kurs charytatywny. Następnie wskazane jest uroczyste promowanie kandydatów na członków PZC. Można tego dokonać w Święto Miłosierdzia Bożego, w niedzielę rozpoczynającą Tydzień Miłosierdzia lub w dzień któregoś z patronów akcji charytatywnej Kościoła. Uroczystość powinna wpłynąć mobilizująco na przyjmowanych członków zespołu charytatywnego, a wszystkim parafianom przypomnieć o randze dzieła miłosierdzia w Kościele .
W świetle dokumentów Episkopatu Polski do zadań PZC należą:
a) mobilizacja całej wspólnoty parafialnej do posługi charytatywnej;
b) pełne i systematyczne rozpoznawanie sytuacji ludzi potrzebujących pomocy na terenie
parafii oraz ocena możliwości udzielenia odpowiedniego do potrzeb wsparcia;
c) organizowanie i świadczenie konkretnej pomocy potrzebującym.
Wprawdzie parafia nie jest instytucją opieki społecznej, ale jako wspólnota miłości jest zobowiązana pomagać w sytuacji biedy i niedomogów egzystencjalnych swoim członkom. W tym celu może rozwijać okazjonalne lub stałe akcje zbierania żywności i innych darów materialnych, by przekazywać je następnie potrzebującym. Parafia może też organizować świetlice środowiskowe dla dzieci z rodzin dysfunkcyjnych, ochronki i przedszkola, ośrodki kolonijne, kluby seniora, poradnie itp. W miarę możliwości parafia powinna być też otwarta na niesienie pomocy poza swoimi granicami, odpowiadając na apele Caritas diecezjalnej lub Caritas Polskiej.
Wspólnota parafialna musi być otwarta również na świadczenie pomocy pozamaterialnej.  Często mówiąc o biedzie, mamy na uwadze niedostatki materialne, a tymczasem nędza ma różne wcielenia. Biedni są ci, którzy przeżywają egzystencjalne załamanie, depresję i lęk przed innymi. Biedni są ludzie nieporadni życiowo, nie potrafiący dochodzić swoich praw. Biedni są ludzie chorzy i niepełnosprawni, zniewoleni nałogiem alkoholizmu lub narkomanii. Biedni są ludzie przeżywający kryzysy małżeńskie i rodzinne, cierpiący na wewnętrzną pustkę, dezintegrację i samotność. Życie ujawnia wciąż nowe przejawy nędzy duchowej, psychicznej i społecznej.
Ludziom potrzebującym pomocy w sferze psychiczno-duchowej można pomóc na drodze sakramentalnej i pozasakramentalnej. Większe parafie mogą zorganizować specjalistyczne poradnie psychologiczne, małżeńsko-rodzinne, trzeźwościowe i inne. W wielu przypadkach potrzebna jest pomoc fachowa, a nawet kliniczna, ale istnieje wiele sytuacji, w których pomocą może być dobre słowo, otwarte serce, okazana życzliwość przez członka rodziny czy sąsiada. Każdy parafianin musi być wrażliwy i uczulony na widok człowieka potrzebującego pomocy. Poszkodowanemu pod Jerychem pomógł Samarytanin nie dlatego, że był przedstawicielem instytucji charytatywnej, ale dlatego, że tamtędy właśnie przechodził (Łk 10, 33).

*****

Podczas nieszporów eucharystycznych celebrowanych przed katedrą w Tarnowie 10 VI 1987 roku Papież Jan Paweł II powiedział do kapłanów: „Byłoby prawdziwym dramatem, gdyby sytuacja bytowa księży, wolność od wielu codziennych udręk, z którymi muszą borykać się często świeccy, stworzyły pomiędzy duchowieństwem i wiernymi jakąś obcość. Jesteście z ludu i dla ludu. Pamiętajcie, że występujecie w imieniu Kościoła, który dziś w szczególny sposób wyraża swą „opcję preferencyjną” na rzecz ubogich. Wiem, jak wiele wspaniałych dzieł dokonali i dokonują w tym zakresie kapłani, zakonnicy i zakonnice. Trzeba iść w tym kierunku jeszcze dalej. Wszystko, co uczynicie dla słabych, prześladowanych, biednych jest wspaniałym kapitałem Kościoła w Polsce. Nowe czasy, nowe warunki domagają się nowych form tej służby” . Po prawie dwudziestu latach słowa te nie straciły aktualności, wręcz przeciwnie, brzmią teraz jak testament, jak wyzwanie i zobowiązanie dla dzisiejszych kapłanów. Miejmy nadzieję, że słowa sługi Bożego Jana Pawła II nie pozostaną bez odpowiedzi, ale wsparte dziś jego orędownictwem u Boga, wydadzą obfity plon miłości.

 

­