I czyt. Iz 63,16b-17.19b; 64,3-7; Ps 80; II czyt. 1 Kor 1,3-9; Ew. Mk 13,33-37

Wprowadzenie do Mszy Świętej

Wraz z całym Kościołem rozpoczynamy dzisiaj Adwent – czas radosnego oczekiwania na przyjście Pana. Jest to zarazem początek nowego roku liturgicznego, który przebiegać będzie pod hasłem: „Kościół naszym domem”.

Jako wspólnota Kościoła tworzymy dom Pana. On, mimo że odszedł z tego świata w widzialnej postaci, to pozostał jednak obecny w swoim słowie i sakramentach świętych, a także zapowiedział nam wcześniej swoje powtórne przyjście przy końcu czasów. Dlatego liturgia słowa pierwszej niedzieli Adwentu wzywa nas do czuwania i gotowości na przyjście Chrystusa: „By niespodziewanie przyszedłszy, nie zastał nas śpiących” (Mk 13,36).

Otwórzmy przeto nasze serca na przychodzącego do nas w Eucharystii Pana i przygotujmy się na spotkanie z Jezusem, odmawiając akt szczerego żalu.

 

 

Kościół oczekujący na przyjście Pana

I. „Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił” (Iz 63,19b)

Rozpoczynający się dzisiaj Adwent wprowadza nas zarazem w nowy rok liturgiczny. Nie słychać jednak z tej okazji bicia dzwonów, nie rozwieszono na ulicach plakatów ogłaszających nadejście dni adwentowych, nie organizuje się wystaw i koncertów, a jednak czujemy, że zaczyna się coś nowego. Choć Adwent nazywamy czasem radosnego oczekiwania na przyjście Pana, to jednak radość tę stawia jakby pod znakiem zapytania choćby pokutny, fioletowy kolor szat liturgicznych, harmonizujący z czytanymi w Adwencie tekstami biblijnymi, które nawiązują do trwającego całe wieki, pełnego tęsknoty oczekiwania na przyjście Mesjasza, na spełnienie się obietnicy, która od bram raju czekała na swoją realizację.

Gdy spojrzymy na otaczający nas świat, możemy powiedzieć, że Adwent, postrzegany dzisiaj jako przygotowanie do świąt Bożego Narodzenia, już trwa dobrych parę tygodni, bo przecież to wszystko, co można określić jako „bożonarodzeniowy przemysł”, zaczęło się zaraz po Wszystkich Świętych. Świat za oknami świątyni, pełen choinkowych ozdób, płynącej z głośników muzyki świątecznej i różnych promocji okolicznościowych, mocno kontrastuje z tym, co słyszymy dzisiaj w liturgii słowa. Pełne mocy wołanie proroka Izajasza: „Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił” (Iz 63,19b), nie tylko odstaje od tamtej rzeczywistości, ale każe nam postawić pytanie: po co? Może właśnie po to, abyśmy przebudzili się z hipnozy  mamiących świecidełek i zastanowili się, czy i do nas nie odnoszą się słowa poety: „Nie widzę, nie widzę dróg, zaćmił mi się Bóg” (S. Wyspiański, Wesele, Gdańsk 2000, s. 116). Gorzko brzmią słowa proroka z dzisiejszego czytania: „My wszyscy opadliśmy zwiędli jak liście, a nasze winy poniosły nas jak wicher i oddałeś nas w moc naszej winy” (Iz 64,5-6). Słowa te odnoszą się nie tylko do ludzi historycznego Adwentu, których prorok pragnie pobudzić do refleksji, ale zdaje się, że jeszcze bardziej charakteryzują nasze czasy, w których ludzie tracą orientację, bo gdy wydaje im się, że opanowali świat, stają się niewolnikami wytworów swoich rąk. Poeta Zygmunt Krasiński wyraził to następująco:

„Bo kto sam się bóstwi w świecie,

Ten na odwrót swego szału

Odczłowiecza się pomału –

Aż się stanie taki lichy,

Że, padając – dojdzie chyba

Do roślinnej istni grzyba!” (Z. Krasiński, Psalm żalu).

Tym bardziej zatem potrzeba nam powtórzyć za prorokiem Izajaszem: „Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił” (Iz 63,19b), aby nie zgubić tego, co najważniejsze, wszak „całe orędzie adwentu, jak uczył Błogosławiony Jan Paweł II, przepełnione jest radosną wieścią: Pan przychodzi. Przychodzi dzisiaj raz jeszcze, tak jak w pełni czasów, która rozpoczęła się przed dwoma tysiącami lat i do tej pory działa w historii” (Anioł Pański z Papieżem Janem Pawłem II, t. III, Rzym 1989, s. 23).

II. Adwentowy wymiar Kościoła

Powracający co roku w Kościele Adwent – czas radosnego oczekiwania na przyjście Pana – pozwala nam zobaczyć sam Kościół jako wspólnotę oczekującą swojego ostatecznego spełnienia.

„Celebrując co roku liturgię Adwentu – czytamy w Katechizmie Kościoła Katolickiego – Kościół aktualizuje to oczekiwanie Mesjasza; uczestnicząc w długim przygotowaniu pierwszego przyjścia Zbawiciela, wierni odnawiają gorące pragnienie Jego drugiego przyjścia” (KKK 524). Zauważmy w tym katechizmowym sformułowaniu trzy określenia: oczekiwanie, przygotowanie i gorące pragnienie.

Niewątpliwie Adwent jest czasem oczekiwania w podwójnym wymiarze. Z jednej strony jest czekaniem na celebrację tajemnicy Bożego Narodzenia, a równocześnie oczekiwaniem na Paruzję – powtórne przyjście Chrystusa. Oczekiwanie to wypełnia się przez „przygotowanie” i „gorące pragnienie”. Najczęściej zatrzymujemy się na tym wymiarze Adwentu, którym jest przygotowanie. Świetnie rozumiemy, że aby się dobrze przygotować, trzeba podjąć jakąś inicjatywę, powziąć jakieś postanowienia: może dłuższej modlitwy, uczynków miłosierdzia chrześcijańskiego, a może zrezygnować na ten czas z telewizji, radia, dyskoteki lub dla własnego dobra podjąć abstynencję od alkoholu, papierosów czy innych, nawet dozwolonych przyjemności. Wszystko po to, aby tym większa była radość z przeżywania nadchodzących świąt, a jednocześnie, w dalszej perspektywie, ze spotkania z Chrystusem, gdy przyjdzie powtórnie. Owszem, takie przygotowanie jest ważne i potrzebne, i dobrze, że je podejmujemy, do czego usilnie zachęca nas Kościół, zwłaszcza w tym okresie.

Katechizm Kościoła Katolickiego mówi jednak o czymś więcej, a mianowicie o konieczności odnowienia gorącego pragnienia, które powinno towarzyszyć przygotowaniu i które sprawia, że nie tylko czekamy na to, co ma się wydarzyć, ale właśnie tego gorąco pragniemy. I to pragnienie mobilizuje do przygotowania, nadaje mu sens i napełnia radością. Dlatego mówimy o radosnym oczekiwaniu.

Pragnienie to ma tę właściwość, że zakłada, iż coś już w jakiś sposób jest obecne, a jednocześnie jeszcze tego w pełni nie ma. Pragniemy czegoś, bo już tego doświadczyliśmy jako czegoś dobrego. Nie pragniemy czegoś, czego nie znamy, nie tęsknimy za kimś, kto jest nam obcy. Taki rodzaj pragnienia towarzyszy nam, gdy nie widzimy kogoś przez dłuższy czas. Przykładem mogą być rodziny, w których jedno z małżonków pracuje za granicą, na jego przybycie ciągle czekają żony, mężowie, dzieci. Nikt i nic nie jest w stanie zapełnić powstałej wskutek oddalenia pustki, tylko ten, którego oczekujemy i którego pragniemy. Warto zatem w perspektywie religijnej zauważyć, że elementem konstytutywnym naszego oczekiwania na przyjście Pana jest pewien rodzaj tęsknoty, gorącego pragnienia, aby to przyjście mogło się naprawdę dokonać w naszym życiu. Nie będzie to możliwe, jeśli zatrzymamy się na powierzchni, choćby błyszczącej kolorami tęczy, łatwej i przyjemnej, ale niebędącej w stanie zaspokoić głodu i pragnienia naszego serca.

Tak więc Adwent to czas Kościoła. Od Wniebowstąpienia i Zesłania Ducha Świętego Kościół trwa w Adwencie, w oczekiwaniu na powtórne przyjście Zbawiciela na końcu świata. Pielgrzymując do domu Ojca, wypełnia misję głoszenia Ewangelii wszelkiemu stworzeniu i wzywa do nawrócenia, a sprawując zbawcze misteria Chrystusa, buduje wspólnotę uczniów Chrystusa i oczekuje jego ostatecznego przyjścia w chwale. „Tak więc poprzez liturgię Adwentu – uczył Błogosławiony Jan Paweł II – przeżywamy w pełnym wymiarze tajemnice przyjścia Pana: długie wielowiekowe oczekiwanie; niewysłowioną chwilę, gdy poprzez tajemnicę macierzyństwa Bogarodzicy stał się członkiem rodu ludzkiego; przyjście ostateczne, gdy czas ustąpi miejsca wieczności” (Anioł Pański z Papieżem Janem Pawłem II, t. III, Rzym 1989, s. 23).

III. „Czuwajcie” (Mk 13,37)

W kontekście tego, o czym rozważamy, trzeba zapytać o zadania dla każdego z nas. Pan Jezus sformułował je w słowach czytanej dziś Ewangelii, w której kilkakrotnie usłyszeliśmy wezwanie: „Czuwajcie” (Mk 13,37) i zobrazował porównaniem do sytuacji, w której Pan domu wyjechał na jakiś czas. Nie określił, kiedy powróci. Wyznaczył domownikom obowiązki, „a odźwiernemu przykazał, żeby czuwał” (Mk 13,34). Oddalił się fizycznie, ale pozostał duchowo; dla jednych, kochających go, pozostał w świadomości i sercu i przez nich był wyczekiwany, dla innych, choć niechciany, pozostał, bo się go lękali. Tak czy inaczej wszyscy żyli w ciągłej jego obecności, choć był daleko, czuli na sobie jego wzrok. Wiedzieli, czego mogą się spodziewać, gdy wróci.

Dla wszystkich jest jasne, że Jezus mówi o swoim powtórnym przyjściu. Nie ulega też wątpliwości, czego mogą się spodziewać słudzy wierni i czuwający, a czego ci, których zastanie śpiących. Wszyscy otrzymali szansę. Powiedział nam to dzisiaj dobitnie Święty Paweł: „zostaliście wzbogaceni we wszystko: we wszelkie słowo i wszelkie poznanie, bo świadectwo Chrystusowe utrwaliło się w was. Nie doznajecie tedy braku żadnej łaski, oczekując objawienia się Pana naszego Jezusa Chrystusa” (1 Kor 1,5-7).

Nie wiemy, ile jeszcze dni dane nam będzie przeżyć. Nie wiemy, w jakiej sytuacji zastanie nas dzień ostatni, ale wiemy, że to on właśnie zadecyduje o naszej wieczności, więc może warto przeżywać każdy dzień tak, jakby miał być ostatnim. Jest to możliwe wówczas, gdy wezwanie Chrystusa z dzisiejszej Ewangelii: „Czuwajcie” (Mk 13,37) uczynimy zasadą naszego życia i nie pozwolimy, aby zmatowiała w nas świeżość wiary, żeby nadwątliła się nadzieja i przygasła miłość. Co to konkretnie znaczy? Niech podpowiedzią będą słowa błogosławionego Jana Pawła II: „Co to znaczy: «czuwam»? To znaczy, że staram się być człowiekiem sumienia. Że tego sumienia nie zagłuszam i nie zniekształcam. Nazywam po imieniu dobro i zło, a nie zamazuję. Wypracowuję w sobie dobro, a ze zła staram się poprawiać, przezwyciężając je w sobie. To taka bardzo podstawowa sprawa, której nigdy nie można pomniejszać, zepchnąć na dalszy plan. Nie. Nie! Ona jest wszędzie i zawsze pierwszoplanowa. Jest zaś tym ważniejsza, im więcej okoliczności zdaje się sprzyjać temu, abyśmy tolerowali zło, abyśmy się łatwo z niego rozgrzeszali. Zwłaszcza, jeżeli tak postępują inni. (…) Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali. (…) «Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie». Czuwam – to znaczy dalej: dostrzegam drugiego. Nie zamykam się w sobie, w ciasnym podwórku własnych interesów czy też nawet własnych osądów. Czuwam – to znaczy: miłość bliźniego – to znaczy: podstawowa międzyludzka solidarność. (…)

Czuwam – to znaczy także: czuję się odpowiedzialny za to wielkie, wspólne dziedzictwo, któremu na imię Polska. To imię nas wszystkich określa. To imię nas wszystkich zobowiązuje. To imię nas wszystkich kosztuje… to, co kosztuje, właśnie stanowi wartość… Nie pragnijmy takiej Polski, która by nas nic nie kosztowała. Natomiast czuwajmy przy wszystkim, co stanowi autentyczne dziedzictwo pokoleń, starając się wzbogacić to dziedzictwo. Naród zaś jest przede wszystkim bogaty ludźmi… Bogaty każdym, który czuwa w imię prawdy, ona bowiem nadaje kształt miłości” (Pokój tobie, Polsko! Ojczyzno moja! Jan Paweł II znów na polskiej ziemi, Libreria Editrice Vaticana, 1983, s. 78-79).

ks. Jan Siedlarz

 

Modlitwa wiernych

Czuwając na modlitwie wraz z całym Kościołem, z ufnością zanieśmy nasze prośby do Boga, Ojca Wszechmogącego:

  1. Módlmy się za Kościół święty, aby umacniała się jego wiara w oczekiwaniu na powtórne przyjście Chrystusa na ziemię.
  2. Módlmy się za Ojca Świętego Benedykta XVI, biskupów i kapłanów, aby w świecie, który często usuwa Boga ze swojego życia, niestrudzenie przypominali prawdę o Tym, który przyjdzie sądzić żywych i umarłych.
  3. Módlmy się za wszystkich, którzy utracili poczucie sensu życia, za błądzących w mrokach niewiary i uwikłanych w zgubne i grzeszne nałogi, aby tegoroczny Adwent stał się dla nich czasem nawrócenia i odzyskania wewnętrznej radości.
  4. Módlmy się za ubogich, chorych, bezdomnych i bezrobotnych, aby nie zwątpili w dobroć Boga, doświadczając wsparcia ze strony bliźnich.
  5. Módlmy się za naszych zmarłych, aby za dobro spełnione w ziemskim życiu mogli się radować pełnią szczęścia w królestwie niebieskim.
  6. Módlmy się za nas, uczestniczących w tej Eucharystii, aby wspólne czuwanie na modlitwie umocniło naszą wiarę i rozpaliło troskę o Kościół, który jest także naszym domem.

Panie Boże, Ty nigdy nie zawodzisz. Przyjdź i wysłuchaj naszej modlitwy. Niech Twoja łaska stale nam towarzyszy. Przez Chrystusa, Pana naszego.

 

Przed rozesłaniem

Umocnieni słowem Bożym i Ciałem Pańskim, powrócimy do naszej codzienności. Obyśmy pośród trosk ziemskich byli zawsze ludźmi Adwentu – gotowymi na przyjście Pana – aby gdy przyjdzie, znalazł nas czuwających i pełnych wdzięczności. Niech nas w tym umacnia Boże błogosławieństwo, które teraz przyjmiemy.

 

Proponowane pieśni:

Na wejście – „Spuśćcie nam na ziemskie niwy”

Na przygotowanie darów – „Czekam na Ciebie, dobry Boże”

Na komunię – „Zbliżam się w pokorze”

Na uwielbienie – „Jezusowi cześć i chwała za miłości cud”

Na zakończenie – „Oto Pan Bóg przyjdzie”

­