I czyt. Dz 8,5-8.14-17; Ps 66; II czyt. 1 P 3,15-18; Ew. J 14,15-21

Proponowane pieśni:
Na wejście – „Otrzyjcie już”
Na przygotowanie darów – „Panie w ofierze Tobie dzisiaj składam”
Na komunię – „Ty sycisz głody ludzkich serc”
Na uwielbienie – „Dziękujemy Ci, Ojcze nasz”
Na zakończenie – „Chrystus, Chrystus, to nadzieja”

Wprowadzenie do Mszy Świętej
„Lepiej bowiem – jeżeli taka wola Boża – cierpieć, czyniąc dobrze, aniżeli źle czyniąc” (1 P 17) – będziemy dzisiaj słyszeć te słowa wypowiedziane przez apostoła Piotra. To bardzo wymagająca, ale jasna wskazówka, norma naszego postępowania. Każdego, wcześniej czy później, spotkają w życiu trudności czy niepowodzenia. Słowo Boże mówi – nie rozwiązujmy naszych problemów, nie pocieszajmy się nigdy poprzez popełnianie grzechów. To nie jest rozwiązanie. Jesteśmy dzisiaj zachęcani do wiernego trwania w nadziei na Boże rozwiązania. Módlmy sięo to podczas tej Eucharystii.

Bronić uzasadnienia tej nadziei, która w nas jest

Orędzie: Chrześcijanin to człowiek trwający w cnocie nadziei, niezależnie od okoliczności zewnętrznych.
Cel: Uświadomić słuchającym, że życie nadzieją pokładanąw Chrystusie daje głęboki pokój serca w każdej sytuacji.

I. Mała droga zaufania Bogu
„Moim szaleństwem jest mieć nadzieję” – to słowa św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Chciała, by nazywać ją Małą Tereską, małą, bo czuła się zbyt słaba, by dokonywać rzeczy wielkich, lecz wierzyła, że nawet jeśli „nasze małe zadania”, to, co mamy do wykonania, uczynimy z ogromną miłością, to wystarczy, aby sprawić tym Bogu przyjemność. Swoją drogę nazwała Małą Drogą. Mała Droga Teresy jest czymś zupełnie nowym, łamiącym dawne stereotypy myślenia o świętości. Ona raczej akceptuje swoje wady, lecz przede wszystkim ma nadzieję, że wystarczy zrobić ten pierwszy krok i przede wszystkim zaufać Bogu. Mawiała, że Bóg nie potrzebuje naszych wielkich czynów, ale jedynie zdania się na Niego i ufności. Chciała być zawsze jak małe dziecko w ramionach Ojca. Wiedziała, że Bóg jej niczego nie odmówi: „Bóg nie wzbudza pragnień, których nie mógłby zrealizować” – mawiała.

II. Cnota człowieka w drodze
Bóg, dając nam pragnienia o naszym życiu, o nas samych, jednocześnie daje nam nadzieję, że się z Jego pomocą mogą spełnić. Nadzieja, podobnie jak wiara i miłość, są to cnoty, które nie pochodzą z mocy człowieka. Są nam darowane przez Boga, są nam wlane – jak mówi katechizm – przez Ducha Świętego podczas sakramentu chrztu. Bóg, dając nam w zalążku cnotę nadziei, pragnie, byśmy ją rozwijali, byśmy z jej pomocą kształtowali nasze życiew kierunku życia wiecznego. Nadzieja pozwala nam przeżywać nasze życie jako wartość, daje pewność, że nasze życie będzie udane. „Nadzieja jest cnotą człowieka będącego w drodze, człowieka, który nie ma jeszcze wszystkiego, za czym tęskni. Człowiek ten porusza się między tym, co obecne, a tym, czego jeszcze nie ma. W nadziei zwraca się, sięga ku temu, co go czeka i za czym tęskni” (A. Grun, Nadzieja, Częstochowa 2004, s. 56).

III. Nadzieja odmładza człowieka
Święty Tomasz z Akwinu przypisywał tę cnotę ludziom młodym. Młodość jest związana z nadzieją – pisał. Młodzi mają bowiem długą przyszłość, a krótką przeszłość. Paradoks tej boskiej cnoty sprawia, że nadzieja odmładza każdego człowieka. Nadzieja bowiem nie jest związana z wiekiem. Prorok Izajasz napisze, że ci, którzy zaufali Panu, odzyskają siły, otrzymają jakby orle skrzydła, mogą biec bez znużenia i wędrować bez zmęczenia (por. Iz 40,31). Ta prawda widoczna jest nawet w samym zapisie słowa „nadzieja”. W języku łacińskim słowo „nadzieja” to spes. Słowo zaś pes, znaczy „stopa”. A więc graficznie rzecz ujmując, w „nadziei” zawarta jest „stopa”. Nadzieja ma „stopy”, może i powinna chodzić. Jak mówi prorok Izajasz: może „biec bez znużenia”. Tymczasem „rozpacz” nie ma stóp, „siedzi” przy drodze zrezygnowana, zniechęcona, załamana.
IV. Ręcznik na ringu
Można, niestety, zobaczyć pośród wielu ludzi dzisiaj, także młodych, takich, którzy nie umieją już odnaleźć w sobie albo nie realizują swoich marzeń. Tych marzeń najpiękniejszych, najgłębszych, które sam Bóg wpisuje w nasze serca i pragnie, byśmy je realizowali. Nie możemy pozwolić, by uschły w nas najpiękniejsze marzenia, te o domu życia, te o prawdziwym szczęściu. Bóg nie chce, byśmy byli jak warzywa. Bóg nie chce, abyśmy – jak mówił papież Franciszek podczas wizyty w Polsce – „rzucili na ring życia ręcznik, poddając się jeszcze przed walką”.

V. Powody utraty nadziei
Rzeczywiście, jest dużo powodów do utraty nadziei. Jan Paweł II w swej posynodalnej adhortacji apostolskiej Ecclesia in Europa, napisanej dla Europy w 2003 r., wskazał na znaki gasnącej nadziei na naszym kontynencie. „Wydaje się […], że czasy, w jakich żyjemy i związane z nimi wyzwania to okres zagubienia. […] Chciałbym przypomnieć utratę pamięci i dziedzictwa chrześcijańskiego,któremu towarzyszy swego rodzaju praktyczny agnostycyzm i obojętność religijna, wywołująca u wielu Europejczyków wrażenie, że żyją bez duchowego zaplecza, niczym spadkobiercy, którzy roztrwonili dziedzictwo pozostawione im przez historię. […] Z tą utratą chrześcijańskiej pamięci wiąże się swego rodzaju lęk przed przyszłością. Obraz jutra jest często bezbarwny i niepewny. Bardziej się boimy przyszłości, niż jej pragniemy. Niepokojącą oznaką tego jest między innymi wewnętrzna pustka dręcząca wielu ludzi i utrata sensu życia. […] Jedną z przyczyn gaśnięcia nadziei jest dążenie do narzucenia antropologii bez Boga i bez Chrystusa. Taki typ myślenia doprowadził do tego, że uważa się człowieka za «absolutne centrum rzeczywistości, każąc mu w ten sposób wbrew naturze rzeczy zająć miejsce Boga, zapominając o tym, że to nie człowiek czyni Boga, ale Bóg czyni człowieka. […] Europejska kultura sprawia wrażenie «milczącej apostazji» człowieka sytego, który żyje tak, jakby Bóg nie istniał” (Ecclesia in Europa, nr 7, 8, 9).

VI. Czarna kropka na białej kartce
Ta precyzyjna i przejmująca diagnoza sytuacji narodów współczesnej Europy, której dokonał Jan Paweł II, dotyczy w równej mierze i nas, Polaków. Patrząc na twarze wielu żyjących nad Wisłą, widać, jak gaśnie nadzieja w ich oczach. Można by popaść w jakąś beznadzieję albo i rozpacz. Tymczasem dla chrześcijanina nie ma takich rozwiązań, one nie wchodzą w rachubę. Rozpacz, zwątpienie są grzechami przeciwko nadziei. Złe nowiny, które niejako wlewają się do naszej świadomości przez media, wmawiają nam, że jest więcej zła niż dobra na świecie. Oscar Wilde powiedział kiedyś: „Zawsze więcej emocji wzbudza pan, który pogryzł psa, niż pies gryzący swego pana”. Dziwimy się i niepokoimy z powodu wydarzeń wyjątkowych, które są zarazem i tragiczne, i budzące rozpacz, ale nie zwracamy większej uwagi na wszystko, co piękne, dobre i zdrowe w naszym otoczeniu, ponieważ stanowi to tło dla kształtu, jaki przybiera nasze życie. W ten sam sposób, gdy pokazujemy białą kartkę z narysowaną na środku czarną kropką, większość odpowiada, że widzi czarną kropkę, pomijając biel kartki.

VII. Ekologia ludzka
Jak temu przeciwdziałać? Niezwykle ważna jest tzw. ludzka ekologia, jak ją nazywał Jan Paweł II. Oznacza to, że nie jest obojętne, w jakim środowisku żyjemy, czym bombardowane są nasze zmysły, nasz intelekt, bowiem wszystko, co nas otacza, wpływa na nasze oceny rzeczywistości, kształtuje nasze myślenie, wpływa na nasze normy moralne i wartości. Nie możemy wprowadzić do naszego myślenia, sumienia i wyobraźni bałaganu. Potrzebny jest porządek i czystość w naszych władzach poznawczych oraz filtrowanie zmysłów. Nie wszystko muszę oglądać, nie wszystko muszę czytać, nie wszystko muszę słyszeć, dotknąć, poczuć i zasmakować. Nawet jeśli jestem dorosły czy ostrożny. Konieczna jest owa „ludzka ekologia”.

VIII. Chrystus podstawą naszej nadziei
Nadto i przede wszystkim w budowaniu i uzasadnianiu nadziei, do której jesteśmy powołani, nieodzowne są pomoce nadprzyrodzone. Co jest podstawą naszej nadziei? Dlaczego mamy powody do nadziei? „Jezus Chrystus jest naszą nadzieją, gdyż On, odwieczne Słowo Boga, które od zawsze jest w łonie Ojca (por. J 1,18), umiłował nas tak bardzo, że przyjął we wszystkim, z wyjątkiem grzechu, naszą ludzką naturę, stając się uczestnikiem naszego życia, by nas zbawić. Wyznawanie tej prawdy stanowi podstawę naszej wiary” – tak napisze we wspomnianej już adhortacji Jan Paweł II (tamże, nr 19). I dalej: „Dla wierzących Jezus Chrystus jest nadzieją każdej osoby ludzkiej, bo daje życie wieczne. Jest On «Słowem życia» (1 J 1,1), które przyszło na świat, aby ludzie «mieli życie i mieli je w obfitości» (J 10,10). W ten sposób ukazuje On nam, że prawdziwy sens życia człowieka nie zamyka się w horyzoncie doczesności, ale otwiera się na wieczność” (tamże, nr 21). A List do Hebrajczyków poleca, byśmy trzymali się nadziei „jak bezpiecznej i silnej dla duszy kotwicy, która przenika poza zasłonę, gdzie Jezus poprzednik wszedł za nas” (por. Hbr 6,18-20).

IX. Wzrastanie w nadziei
Jak wzmacniać, budować, rozwijać, umacniać nadzieję na co dzień? Konkretnie mówi nam o tym List do Hebrajczyków, który kreśli przed nami chrześcijańską teologię nadziei. „Trzymajmy się niewzruszenie nadziei, którą wyznajemy, bo godny jest zaufania Ten, który dał obietnicę” (Hbr 10,23). Mamy więc wyznawać naszą nadzieję, czyli się o nią modlić. Jest bowiem łaską, darem, ale jest również obietnicą. Obietnicą, której nie złożył ktokolwiek, ale Jezus Chrystus, który nas umiłował i za nas oddał życie. A Jego zmartwychwstanie jest fundamentem naszej nadziei, że i my zmartwychwstaniemy. Nadzieja rozwija i umacnia się przez miłość, przez czynienie dobra. Jezus mówi nam w dzisiejszej ewangelii: „Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania” (J 14,15). Człowiek nadziei wie, że warto świadczyć miłość, że warto nią żyć, ponieważ kiedyś, w życiu wiecznym, tylko ona zostanie. Bo ona jest największa. Jezus zapewnia również, że „innego Parakleta da nam, Ducha Prawdy” (por. J 14,16-17) – a to już jest najmocniejszy argument dla nas. Dlaczego? Bowiem „nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który nam został dany” (Rz 5,5).

Modlitwa wiernych
Z ufnością skierujmy nasze modlitwy do Boga, który przez swoje przykazania pragnie wszystkich ludzi zachować w swojej miłości.

  1. Módlmy się za Kościół Chrystusowy, aby wszędzie mógł głosić Ewangelię o nadziei i niekończącej się miłości Boga.
  2. Módlmy się za papieża Franciszka, aby przez jego posługę świat poznawał, że Bóg jest zawsze z człowiekiem, zwłaszcza tym, pozbawionym nadziei.
  3. Módlmy się za wszystkich żyjących w konflikcie z Bożymi przykazaniami, aby powrócili do Boga, który miłuje i przebacza.
  4. Módlmy się za naszą Ojczyznę, aby przez przebaczenie i pojednanie wszystkich rodaków, była klarownym znakiem nadziei dla innych narodów.
  5. Módlmy się za osoby żyjące bez ślubu, aby z wielką ufnością i wytrwałością szukali dla siebie Bożych rozwiązań.
  6. Módlmy się za nas tutaj zgromadzonych, abyśmy dzięki Bożej łasce nigdy nie odłączyli się od nadziei pokładanej w Bogu.

Boże, wysłuchaj naszych modlitw, abyśmy przez zachowywanie Twoich przykazań żyli zawsze w Twojej łasce. Który żyjesz i królujesz przez wszystkie wieki wieków. Amen. 

Przed rozesłaniem
„Może na suchy ląd zamienił” (Ps 66,6) – tymi słowami psalmu modliliśmy się dzisiaj. Nasz Bóg potrafi przemienić zło w dobro, nieszczęście w szczęście, śmierć w życie. Trwajmy więc z ufnością na modlitwie i w Jego słowie, aby rosła w nas nadzieja. Do tego potrzebujemy Bożego błogosławieństwa.

Ks. Artur Ważny

­